– Mam taką naturę, że w każdej dziedzinie życia muszę być Number One – zapewnia budowlany biznesmen, ale najlepszy wynik osiągnięty przez niego w piłce to zaledwie Number Four.
(…) Na początku przygody z piłką tak naprawdę niewiele o niej wiedział. Nie znał nawet swoich piłkarzy i trenerów. Jacka Kosmalskiego kojarzył po ogolonej na łyso głowie, a Jacka Grembockiego mylił z… Andrzejem Gręboszem. Lata praktyki zrobiły swoje i z Wojciechowskim można dziś porozmawiać o futbolu. Niestety, jego kolejne nieprzemyślane decyzje – choćby wyrzucenie zimą z klubu Włodzimierza Lubańskiego, mimo że wówczas zespół awansował w tabeli z dziewiątego na trzecie miejsce – potwierdzają, że prezesowi nadal brakuje wizji, ale przede wszystkim cierpliwości. Tymczasem wielkiej piłki nie da się zbudować bez długofalowej, przemyślanej pracy szkoleniowej. Nie da się osiągnąć sukcesu, nie mając zaplecza w postaci sztabu znających doskonale piłkarskie realia pracowników. Do historii przeszedł już wyjazd zespołu na rewanżowy mecz Ligi Europy do Bredy, gdy na lotnisku okazało się, że nie ma dla piłkarzy biletów, to znaczy były, ale do zrealizowania w dniu rozgrywania meczu z NAC. (…)
Skoro właściciel nie potrafił odnosić się z szacunkiem do trenerów i piłkarzy, trudno oczekiwać, że ci pójdą za nim w ogień. Człowiek, który wyrzuca w błoto miliony, potrafi zwolnić z pracy za przedstawiony do podpisu rachunek na kwotę 20 złotych. Gdy Dusan Radolsky zarządził drużynie po dwa treningi dziennie, usłyszał, że piłkarze mogą przyjeżdżać do siedziby J.W. Construction na zupkę regeneracyjną, tą samą, którą otrzymują murarze i tynkarze na budowie. Znany z silnej ręki Słowak nie mógł za wiele wymagać od zawodników, którym od dwóch miesięcy prezes nie wypłacał pensji. To stały, aczkolwiek nie jedyny element restrykcyjny chętnie wykorzystywany przez biznesmena.
Po jednym z przegranych meczów zdenerwowany prezes zadzwonił do trenera i poinformował, że nie zamierza płacić za obiad piłkarzy, więc ci ostatni zrobili zrzutkę. W końcu stać ich. (…)
Wojciechowski jest podobno gotowy sprzedać Polonię za 60 milionów, ale władzom miasta oddałby całościowy pakiet akcji za symboliczną złotówkę. Ludzie z jego najbliższego otoczenia twierdzą jednak, że połknął już futbolowego bakcyla i tak szybko nie odejdzie z piłki. Latem przedstawiciele Legii zaproponowali mu zakup drużyny z Łazienkowskiej za 300 milionów, wiosną już za 200. Przejęcie gdańskiej Lechii kosztowałoby biznesmena z podwarszawskich Ząbek tylko 12 milionów, niewiele, ale problem w tym, że Wojciechowski chce mieć w Gdańsku władzę absolutną, czyli całościowy pakiet akcji. Podobno przeciwni temu są nie tylko inwestujący w piłkarzy Lechii gdańscy biznesmeni, ale też przedstawiciele sfer rządowych. (…)
Piotr WOJCIECHOWSKI
Cały artykuł opublikowany został w najnowszym tygodniku Piłka Nożna
Weekend hitów za nami! Kto szczególnie urzekł w 8. kolejce? [WIDEO]
Górnik Zabrze pokonał Lecha Poznań, Legia Warszawa podzieliła się punktami z Widzewem Łódź, a Korona Kielce zbliżyła się do czołówki. Oto nasze wnioski po 8. kolejce PKO BP Ekstraklasy.