Drużyna Adama Nawałki zasłużenie zwyciężyła na boisku, ale największymi wygranymi niedzielnego meczu byli kibice obu drużyn – pisze z Nicei dziennikarz „Piłki Nożnej”, Michał Czechowicz.
Po dwóch dniach pobytu we Francji zacząłem mieć dosyć atmosfery Euro. Od miejscowych można było usłyszeć tylko pretensje. Nie czułem się odpowiedzialny za to, że stanęły rafinerie, a kiedy ruszyły, cena benzyny wystrzeliła do góry. Trudno było powiązać mi fakt protestów związków zawodowych na znak zapowiedzi wydłużenia czasu pracy i wykastrowania przywilejów z mistrzostwami Europy. Turniej tylko zmącił Francuzom leniwy czas w oczekiwaniu na wakacje stając się powodem całego zła świata. Wracał sztandarowy zarzut: terroryści wzięli nas na cel za mistrzostwa, wszystko zaczęło się od piłki.
Nawet jeśli na boisku będą mordowali mecz, to na trybunach zapewnia świetne widowisko. pic.twitter.com/d5MbDd3GHO
Kiedy wydawało się, że jednymi miejscowymi cieszącymi się na imprezę były bojówki klubów francuskiej ekstraklasy wyrównujące porachunki z Anglikami i mniejszościami narodowymi, do Nicei docierali kolejni kibice reprezentacji Polski i Irlandii Północnej. W sobotni wieczór biało-czerwono-zielona fala zalała centrum miasta dając głośny sygnał do rozpoczęcia piłkarskiego święta. W dyskotekach puszczano Mazurek Dąbrowskiego, piosenka o zielonym ogórku weszła do repertuaru kibicowskiego repertuaru, nawet wynik jutrzejszego meczu wydawał się schodzić na nieco dalszy plan. W czasie gry wygrywał futbol, w Marsylii górę brało zbydlęcenie. Zdjęcie ściskających się za ręce, wspólnie opatrywanych Polaka i Irlandczyka, którym zabawę próbowali zepsuć pseudokibice OGC Nice, obiegło wszystkie światowe agencje.
Drużyna Adama Nawałki zasłużenie zwyciężyła na boisku, ale największymi wygranymi niedzielnego meczu byli kibice obu drużyn. Na trybunach stworzyli równie wspaniałą atmosferę co wcześniej na ulicach dając przykład na całą Europę. Fani z Irlandii Północnej powtarzali, że dla nich udział na francuskim turnieju to przede wszystkim zabawa. Nie ma presji wyniku, oczekiwań awansu do fazy pucharowej jak w przypadku Polaków. Nawet jeśli do domów wrócą po trzech meczach wspomnienia z Francji będą mieli wspaniałe.
Gianni Infantino znalazł sojusznika. Niedawno był przez niego krytykowany
Prezydent Azjatyckiej Konfederacji Piłkarskiej (AFC), szejk Salman bin Ibrahim Al Khalifa, zamierza poprzeć Gianniego Infantino, aktualnego szefa FIFA, w jego staraniach o kolejną kadencję.