Frank Lampard zarządzających akademią Chelsea zaprasza na piwo, bo ich wieloletnia praca teraz daje efekty w pierwszym zespole. To, co latem wydarzyło się w klubie ze Stamford Bridge jest wydarzeniem bez precedensu – dla fanów to nowy, ekscytujący i wyczekiwany świat.
MICHAŁ ZACHODNY
Gdy Tammy Abraham strzelał pierwszego hat-tricka w Premier League, kibice Chelsea mogli pomyśleć, że kiedyś już takiego piłkarza widzieli. Napastnika, który potrafi wykorzystać błąd rywala i uderzyć z niewygodnej pozycji. Takiego, który w zwarciu z obrońcą, dosłownie wyszarpie sobie tych kilkanaście centymetrów przewagi, by oddać strzał. Do tego zawodnika o niezłym przyspieszeniu, technice i opanowaniu, potrafiącego zaskoczyć dryblingiem i wykończyć akcję w sytuacji sam na sam. Faktycznie, jest w grze Abrahama wiele aspektów, wręcz wskazujących, że charakterystyką odpowiada Didierowi Drogbie.
Co ciekawe, przygodę w Chelsea zaczęli w tym samym roku – Drogba mając za sobą świetny sezon w Olympique Marsylia, a Abraham będąc siedmiolatkiem, który wśród rówieśników odznaczał się zwinnością i prowadzeniem piłki. Wtedy akademia nie funkcjonowała jeszcze na najwyższych obrotach, ale kolejne lata przyniosły w tej kwestii rewolucję. Dzisiaj londyńczycy widzą jej efekty.
Owszem, nie byłoby rewolucji w składzie, gdyby nie zakaz transferowy. Może wtedy inaczej spożytkowane zostałyby środki ze sprzedaży Edena Hazarda do Realu Madryt, a do Londynu trafiłby napastnik o większej renomie niż Abraham czy Michy Batshuayi, albo przynajmniej młodszy od Oliviera Girouda. Jednak Lampard się upiera: Abraham, Mason Mount i Fikayo Tomori nie grają tylko dlatego, bo jemu brakuje piłkarzy. Grają, bo są już na poziomie gwarantującym zwycięstwa w Premier League.
Kto widzi lepiej?
Zresztą nawet próbując postawić się w roli Lamparda, można stwierdzić, że jego decyzja po przejęciu drużyny była najbardziej oczywista z możliwych. Po pierwsze, każdy nowy trener po wejściu do szatni szuka zawodników, którzy z miejsca zrobią dla niego wszystko. W wymienionej trójce, a także kolejnych młodzieżowcach Chelsea, odnalazł piłkarzy zdesperowanych, by ich sprawdzić na najwyższym poziomie. Gdy trwały mistrzostwa Europy do lat 21, Abraham już myślał jak i ile pracować latem, by dostać szansę od Lamparda. Angielskim mediom tłumaczył, dlaczego on i jego koledzy są podekscytowani tym, co mogą przynieść kolejne miesiące.
Kibice mogli mieć mieszane odczucia. Z jednej strony wydawało się, że po rocznym okresie pracy Maurizio Sarriego krok w stronę ponownego nadania tożsamości całemu klubowi – poprzez ściągnięcie Lamparda i jego asystentów oraz powrót Petra Cecha w roli wykonawczej – może poprawić atmosferę wokół Chelsea. Z drugiej – oparcie się na niedoświadczonym trenerze i takich zawodnikach będzie musiało wyjść. I wyszło, przeciwko Sheffield United (2:2), Valencii (0:1) i najbardziej w rywalizacji na starcie sezonu z Manchesterem United (0:4).
(…)
CAŁY TEKST MOŻNA ZNALEŹĆ W NOWYM (39/2019) NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”