Raków stworzył sobie mnóstwo sytuacji, ale nie wykorzystał żadnej. Wicemistrz Polski wywiózł z Łodzi tylko jeden punkt.
W pierwszej połowie karty rozdawał Raków. Goście powinni prowadzić przynajmniej jednym golem, choć mieli tyle sytuacji, że spokojnie mogli strzelić dwa lub trzy gole. Ponad bramką Henricha Ravasa uderzyli m.in. Władysław Koczerhin czy Fabian Piasecki. Szczególnie ten drugi miał świetną okazję, gdy stanął twarzą w twarz z bramkarzem Widzewa. Chciał uderzyć na dalszy słupek, ale przesadził z mocą uderzenia i piłka poleciała obok bramki. Bardzo aktywny w ofensywie był również Patryk Kun, który zarówno szukał kolegów podaniem bądź dośrodkowaniem, jak i samodzielnie próbował zagrozić golkiperowi gospodarzy. Drużyna Janusza Niedźwiedzia wykreowała sobie jedną bardzo dobrą akcję, która zakończyła się małą kontrowersją. Kiks popełnił bramkarz Rakowa Vladan Kovacević, co szybko wykorzystać chciał Łukasz Zjawiński. Napastnikowi RTS-u w uderzeniu na pustą bramkę przeszkodził Fran Tudor, który – według Zjawińskiego – zahaczył go i powinien sprokurować tym samym rzut karny. Zdaniem sędziego Tomasza Kwiatkowskiego faulu jednak nie było, z czym nie do końca zgodzili się łódzcy kibice. Ostatecznie, żadna z drużyn nie zdołała złamać defensywy rywala i na przerwę piłkarze schodzili przy bezbramkowym remisie.
Po przerwie obraz gry zupełnie się nie zmienił. W drugiej połowie pierwsze skrzypce w zespole Rakowa grał Ivi Lopez, ale Hiszpan, który kilka tygodni temu czarował kibiców swoją skutecznością pod bramką przeciwnika, dziś nie mógł pokonać defensywy rywala. Próbował na wiele sposobów, raz nawet trafił do bramki, ale znajdował się na pozycji spalonej, przez co gol nie został uznany. Większość jego strzałów albo szybowała nad bramką Ravasa, albo była blokowana przez obrońców Widzewa.
Raków może pluć sobie w brodę, ponieważ miał szansę na awans na fotel lidera. Nie jest jednak tajemnicą, że na stadionie Widzewa gra się ciężko i dziś podopieczni Marka Papszuna się o tym przekonali. Gospodarze dzięki temu remisowi przesunęli się na szóste miejsce w tabeli. Klub z Częstochowy pozostaje na czwartej pozycji.
Bohater Lechii niepewny przyszłości. „Dobrze się tu czuję”
Dwa gole Aleksandara Cirkovicia przypieczętowały efektowne zwycięstwo Lechii Gdańsk nad Jagiellonią Białystok. Wciąż jednak nie wiadomo, czy serbski skrzydłowy w przyszłym sezonie wciąż będzie występował w Gdańsku.
Jagiellonia Białystok zaprezentowała się nadzwyczaj słabo w rywalizacji z Lechią Gdańsk. Nad postawą swoją i kolegów, ubolewał po meczu Bartłomiej Wdowik.
Czy to już kryzys? Jagiellonia bez zwycięstwa od miesiąca
Schemat ostatnich meczów Jagiellonii Białystok był następujący – „Duma Podlasia” zdecydowanie przeważała, ale w najważniejszych momentach szwankowała skuteczność. Mecz z Lechią Gdańsk obnażył jednak wszystkie braki zespołu Adriana Siemieńca, w którym kuleje nie tylko wykańczanie akcji.