Kiepska postawa na boisku i poza nim – to obraz, może nieco uproszony – reprezentacji Polski z początku eliminacji. Chyba warto byłoby jednak o nim zapomnieć. Kiedy jak kiedy, ale w Święto Niepodległości przekonująca wygrana Biało-Czerwonych smakowałaby znakomicie.
Reprezentanci Polski walczą o pierwsze miejsce w grupie (foto: Łukasz Skwiot)
Za podopiecznymi Adama Nawałki trzy eliminacyjne mecze, które miały ich przybliżyć do wyjazdu na rosyjski mundial. Piłkarze – jeżeli chodzi o wynik – zawiedli tylko na starcie, remisując w delegacji z Kazachstanem. Jeśli natomiast idzie o styl gry – zawód to wszystkie drugie połowy spotkań o punkty. Niepokoi zwłaszcza postawa defensywy, która tak dobrze spisywała się na mistrzostwach Europy. Owszem, nie było Michała Pazdana, jednak wciąż na boisku mieliśmy okazję oglądać chwalonego za występy w Monaco Kamila Glika. Tymczasem pewniak naszej reprezentacji w starciu z Danią wbił piłkę do własnej bramki.
Oczywiście nie ma co przesadnie się na tym skupiać. Był to jednak gol symbolicznie ukazujący sporą nieporadność polskiej defensywy. Dostrzegli to nie tylko kibice, ale i piłkarze, którzy w Bukareszcie chcieliby zachować czyste konto.
– Cieszyłbym się, gdybyśmy każdy mecz grali na zero z tyłu, jednak rywale też grają po to, żeby strzelać bramki. Robimy wszystko, by im to utrudnić, ale nie wychodziło nam to ostatnio najlepiej. Musimy się zdecydowanie w tym elemencie poprawić – zaznaczył Łukasz Piszczek.
Kiepska obrona nie była jedynym problemem Biało-Czerwonych. Po październikowych meczach równie dużo, a może i więcej, mówiło się o zachowaniu kadrowiczów poza boiskiem. W hotelu doszło do posiadówek zakrapianych alkoholem. Konsekwencją były kary pieniężne. Trener Nawałka oszczędził piłkarzom ostracyzmu, wszystko zostało załatwione wewnątrz kadry.
– Są sprawy, które nie powinny wychodzić z naszego grona. Zostało to między nami i poradziliśmy sobie z całą sytuacją. Każdy z nas popełnia błędy, też jesteśmy ludźmi. Wierzę w to, że wyciągniemy z tej sytuacji pozytywne wnioski – skomentował kapitan Robert Lewandowski.
Dziś o wszystkich problemach reprezentanci powinni zapomnieć. Czeka ich bardzo ważne starcie z Rumunami, którzy jak dotąd stracili tylko jednego gola, strzelonego im na początku eliminacji przez aktualnych liderów grupy E – Czarnogórców. Później Trójkolorowi gładko poradzili sobie na wyjeździe z Armenią (5:0), by po trzech dniach dać się zatrzymać Kazachstanowi, który u siebie walczy wszystkimi dostępnymi środkami.
Polacy w Bukareszcie rozegrają ostatni mecz o punkty w tym roku. Warto byłoby sobie zapewnić spokojną zimę. Nikt nie ukrywa, że podstawowym założeniem kadry jest to, by spotkania na Arenie Narodowej nie przegrać. Jeśli jednak udałoby się poprawić grę z tyłu, to można by się pokusić i o komplet punktów. Wciąż możemy bowiem liczyć na Roberta Lewandowskiego, który wraz z Cristiano Ronaldo jest najlepszym strzelcem eliminacji (5 bramek). Miło by jednak było, gdyby kapitan – zamiast Biało-Czerwonych ratować z opresji (patrz mecz z Armenią) – po prostu uszczęśliwił Polaków, którzy do świętowania mają dziś powód szczególny.
To może być przewagą reprezentacji Polski. „Nie zna swojego zespołu pod wieloma aspektami”
Na konferencji prasowej przed finałem baraży o awans do MŚ selekcjoner reprezentacji Polski, Jan Urban, zwrócił uwagę, że Graham Potter poprowadził szwedzką kadrę dopiero w trzech spotkaniach.
Urban o Zalewskim. „Nie możemy sobie na to pozwolić”
Nicola Zalewski nie zagrał w spotkaniu z Albanią z powodu zawieszenia za kartki, ale w jutrzejszej konfrontacji ze Szwecją na pewno zobaczymy go na murawie.