Nawodnienie ma znaczenie. Jak przerwy wpływają na przebieg mundialowych spotkań?
Gdzie tego typu innowacja miałaby zostać wprowadzona, jeśli nie na amerykańskiej ziemi? Niczym w NBA bądź w NFL pauzy na nawodnienie dzielą mecze piłkarskiego mundialu na kwarty. Po fazie grupowej turnieju można już stwierdzić, że mają one całkiem znaczny wpływ na scenariusz zmagań.
Wprowadzone przez FIFA regulaminowe novum musiało wzbudzić kontrowersje, zwłaszcza mając na uwadze jego komercyjne wykorzystanie. Obóz zwolenników trzyminutowych przerw jest pewnie tak samo liczny, jak grupa zdecydowanych przeciwników wydłużania spotkań. Uwzględniając pory rozgrywania części meczów oraz panujące w trakcie rywalizacji temperatury, nie w każdym przypadku pauzy są niezbędne. Szczególnie gdy zmagania odbywają się na klimatyzowanych obiektach, jak choćby AT&T Stadium w Dallas (konkretnie w Arlington), gdzie dotychczas miało miejsce pięć konfrontacji, a kolejne cztery czekają na rozegranie.
Dodatkowe 180 sekund z zespołem w trakcie każdej z połów bezdyskusyjnie przydaje się sztabom szkoleniowym. 72 mecze grupowe mistrzostw świata 2026 pokazały, że dłuższa chwila na wskazówki oraz udoskonalenia ma realne przełożenie na rezultat.
DOBRY MOMENT NA PIERWSZY CIOS
Podczas rozgrywek grupowych istotniejsza okazywała się przerwa w pierwszej części meczu. W ciągu pięciu minut po wznowieniu zmagań w tej fazie spotkania padło dziewięć goli. Aż siedmiokrotnie były to bramki otwierające wynik i tylko dwa razy zdarzyło się, aby ich zdobywcy ostatecznie nie zgarniali kompletu punktów: Wybrzeże Kości Słoniowej w potyczce z Niemcami oraz Austriacy przeciwko Algierii. Poza tymi reprezentacjami z trafień tuż po pierwszym nawodnieniu cieszyli się Bośniacy, Szkoci, Australijczycy, Belgowie, Norwegowie, Kanadyjczycy oraz Szwedzi. W przypadku ostatnich dwóch zespołów były to nawet gole na 2:0, odpowiednio w starciach z Katarem i Tunezją.
Niedługo po przerwie – choć było to dokładnie sześć minut po wznowieniu gry – Vinicius Junior doprowadził do wyrównania w konfrontacji z Marokiem. Carlo Ancelotti nie ukrywał wówczas, że ta ważna bramka w sporym stopniu była efektem nowego przepisu. – Nadarza się szansa na wyjaśnienie zawodnikom problemu, a także dokonanie taktycznych korekt. To może okazać się bardzo korzystne – stwierdził selekcjoner kadry Brazylii.
Vinicius Junior zapewnił Brazylii punkt w starciu z Marokiem. Przyczyniły się do tego zarówno błysk talentu skrzydłowego, jak i pomoc trenera w trakcie przerwy na nawodnienie (Foto: IMAGO/PressFocus).
Australia w spotkaniu z Turcją oba gole strzeliła tuż po uzupełnieniu płynów. Bramka Connora Metcalfe’a była jedną z sześciu, które w fazie grupowej padły między 70. a 75. minutą. Na przykład Szwajcarzy, za sprawą rewelacyjnego Johana Manzambiego, potrafili w takim momencie meczu otworzyć rezultat przeciwko Bośni i Hercegowinie, Ghana doprowadziła do remisu z Chorwacją, z kolei Paragwaj uratował wówczas honor w potyczce z USA.
RYZYKO ROZLUŹNIENIA
Pierwszy etap mundialu dowiódł, że pauzy mogą również stanowić kłopot. Coś na ten temat ma do powiedzenia Max Crocombe: w starciu z Iranem nowozelandzki golkiper wrócił z przerwy tak zdekoncentrowany, że najpierw bardzo ryzykownie zaatakował w polu karnym Mohammada Mohebiego, a po chwili na tyle długo zwlekał z wybiciem piłki, że niemal zafundował drużynie stratę kuriozalnej bramki.
7
goli bezpośrednio po pauzach na nawodnienie straciły drużyny z krajów arabskich
Szczególne trudności po przerwach na nawodnienie przejawiały reprezentacje krajów arabskich. Katar w tych fragmentach gier pozwolił rywalom na strzelenie aż trzech goli, natomiast Irak dał się zaskoczyć zarówno Norwegom, jak i Senegalczykom. Tendencję potwierdziły Tunezja w pierwszej oraz Algieria w ostatniej kolejce fazy grupowej.
Hydration break jest nie tylko nowym pojęciem w turniejowym słowniku piłkarskim. To zarazem dodatkowa płaszczyzna, na której można szukać przewagi. Wydłuża zawody, ale i czyni je nieco ciekawszymi. A za oceanem to przecież show liczy się najbardziej.
Oficjalnie: Następna rezygnacja po nieudanym mundialu! Kolejna europejska reprezentacja bez szkoleniowca
Miroslav Koubek nie jest już selekcjonerem reprezentacji Czech. Doświadczony trener zrezygnował ze stanowiska po porażce na mundialu w Ameryce Północnej.
FIFA przesadziła z listą uczestników MŚ – to oczywiste. Natomiast jeśli ktoś może się cieszyć z pomysłu centrali, to na pewno Afrykańska Konfederacja Piłkarska. Na dziesięć drużyn z tego kontynentu, aż dziewięć przebrnęło fazę grupową.