Gorzki smak wspomnień Odległość z Krakowa do Rygi to prawie tysiąc kilometrów. Niektórych mogłaby przerażać, ale nie najbardziej wytrwałych kibiców Wisły dla których zagraniczne wyjazdy to nie pierwszyzna.
Ernest kibicuje Białej Gwieździe od dziecka. To miłość na dobre i na złe. Prywatnie prowadzi firmę transportową i sprawy zawodowe układa pod terminarz spotkań Wisły. Najatrakcyjniejsze wyjazdy to te zagranicę, Ernest ma na rozkładzie Rzym, Brukselę, Gelsenkirchen, Ateny, Tallin. Jeździ już dobre 10 lat i ciągle nie spełniło się jego największe marzenie: kibicowanie ukochanej Wisełce na meczu w fazie grupowej Ligi Mistrzów. – Obawialiśmy się musze ze Skonto – opowiadał na spokojnie po meczu przy kuflu piwa. – Wszyscy dalej mamy w pamięci ubiegłoroczny dwumecz z Karabachem Agdam czy ten z Levadią Tallin sprzed dwóch lat. To dla nas gorzkie wspomnienia, w pamiętnym przegranym meczu w Atenach z Panathinaikosem po przerwie już oblewaliśmy awans do Champions League. Jednak Wisła to dziś zupełnie inna drużyna, szatnia została mocno przewietrzona, ostał się w zasadzie tylko Radek Sobolewski. Bardzo szanujemy pracę jaką wykonuje tutaj trener Robert Maaskant i dyrektor Stan Valckx. Taki Osman Chavez to teraz najlepszy obrońca w całej lidze, mur nie do przejścia. W dniu meczu kibice z Krakowa opanowali starówkę w Rydze. Śpiewali tańczyli, rozwijali flagi, robili zdjęcia. Właściwie to nie tylko z Krakowa. Na trasie dłuższą chwilę za Ernestem, który podróżował z żoną i dwójką kolegów jechał samochód na podwarszawskich rejestracjach z piątką postawnych panów w środku. Kiedy zatrzymał się za nimi na ustronnym parkingu, kibicom podniosło się ciśnienie. Okazało się, że ekipa z okolic stolicy to… fani Wisły jadący także na Łotwę na mecz. Łącznie na stadionie Skonto stawiło się około 1200 kibiców mistrza Polski, którzy zupełnie zagłuszyli fanów gospodarzy. Młyn miejscowych liczył góra kilkunastu chłopaczków. Do tego Armia Białej Gwiazdy mocno zaakcentowała swoją obecność flagami i racami. Wśród fanów Wisły w Rydze można było spotkać mamę Patryka Małeckiego. Jak się okazało – jednego z najwierniejszych sympatyków krakowskiego klubu. – Patryk ostatnio nie miał dobrej prasy, ale to dobry chłopak – wstawiała się za synem pani Bogusia. – On codziennie chodzi do kościoła i się modli. Tak go nauczyłam. Nawet jak przyjechałam na Łotwę, od razu wskazał mi adres polskiego kościoła. Jest człowiekiem wielkiej wiary, więc nigdy nie miał wątpliwości, że da sobie radę w wielkiej piłce. Ja zresztą też nie! To prawda, Mały był wyróżniającym się piłkarzem w ekipie Wisły. Kiedy zaczynał taniec z piłką, nie można było jej Patrykowi odebrać. Ma wielką ochotę do gry i ambicje, żeby wprowadzić Białą Gwiazdę do Ligi Mistrzów. Ma też jednak świadomość, że jeśli walka o grupę w Champions League znów się nie powiedzie, będzie pierwszy w kolejce do zagranicznego transferu. A do tego wcale jeszcze filigranowemu wiślakowi niespieszno…
Ofensywny pomocnik odejdzie z Rakowa? Obserwują go cztery kluby
Lamine Diaby-Fadiga świetnie odnalazł się pod Jasną Górą. Bardzo dobra dyspozycja 25-latka nie umknęła uwadze zagranicznych klubów, które monitorują jego sytuację.