PRZEGLĄD PRASY. Od ponad miesiąca jedną z największych gwiazd reprezentacji Polski jest nieoczekiwanie Sebastian Mila, który był przecież już jedną nogą na piłkarskiej emeryturze. Mila przyznaje, że na tym poziomie będzie chciał grać jeszcze przez trzy lata.
– Ponowne wdrapanie się do reprezentacji to była dla mnie istna mordęga i praca nad rzeczami, do których myślałem, że już nigdy nie będę wracać. Tylko ja wiem, ile wysiłku mnie to kosztowało i wciąż kosztuje. Jeżeli chodzi o utrzymanie tak wysokiej formy sportowej, to każdy następny dzień jest dla mnie trudny i ciężki – mówi Mila.
– Nie zamierzam lukrować rzeczywistości. Jest bardzo ciężko, ale mam niesamowitą motywację, by utrzymywać narzucony tryb życia, sposób treningu. Wyzwaniem było wskoczenie do tej kadry, ale jeszcze większym wyzwaniem jest utrzymanie poziomu godnej tej reprezentacji. Czasami sobie myślę: „Najważniejsze, bym tej kadrze na boisku nie przeszkadzał”. I mam nadzieję, że nie przeszkadzam. Stanąłem mocno na nogach i podjąłem ważną życiową decyzję – warto przez tych kilka lat jeszcze się skrajnie pomęczyć, by choć jeszcze kilka razy odśpiewać na środku boiska Mazurka Dąbrowskiego. Wziąłem się za siebie, bo wiem, ile mogę jeszcze zyskać i ile stracić – zaznacza pomocnik reprezentacji Polski.
Duża kontrowersja w meczu Polek! Biało-Czerwonym niesłusznie anulowano bramkę? [WIDEO]
Reprezentacja Polski kobiet przegrała 0:2 z kadrą Francji w eliminacjach do mistrzostw świata. Biało-Czerwone trafiły do siatki Trójkolorowych, ale gol nie został uznany.