Liverpool niezmiernie męczył się w starciu a Aston Villą, jednak finalnie zgarnął trzy punkty, po dwóch strzelonych golach w samej końcówce.
Zwycięstwo piłkarzy Jurgena Kloppa rodziło się w wielkich bólach. FOTO: REUTERS
Mimo zdecydowanej przewagi Liverpoolu w zakresie posiadania piłki (podopieczni Jurgena Kloppa w pierwszej połowie wymienili między sobą piłkę ponad trzy razy więcej niż oponenci!), to Aston Villa nieoczekiwanie wyszła na prowadzenie. W 21. minucie John McGinn dośrodkował piłkę z rzutu wolnego z lewej strony w kierunku pola karnego. Mahmoud Trezeguet zwiódł defensorów, wyszedł na czystą pozycję i strzałem bez przyjęcia pokonał bliskiej odległości bezradnie interweniującego Alissona. Bramka została jeszcze poddana wideo-weryfikacji, lecz sędziowie nie dopatrzyli się pozycji spalonej.
Siedem minut później piłka znów zatrzepotała w bramce – tym razem tej znajdującej się na przeciwnej stronie boiska. Ustawiony na lewym skraju pola karnego Sadio Mane zagrał w kierunku piątego metra, gdzie futbolówkę dopadł niepilnowany Roberto Firmino, który pewnie skierował ją do siatki. Do akcji wkroczył system VAR. Po dokonaniu wnikliwej analizy gol został anulowany – Firmino w momencie podania znajdował się na dosłownie minimalnym spalonym.
W drugiej odsłonie meczu wicemistrzowie Anglii gorączkowo rzucili się do ataków. Co rusz bramka strzeżona przez Toma Heatona była ostrzeliwana, jednak w ostatecznym rozrachunku piłka nie trafiała do siatki – albo strzał był niecelny, albo strzał odbijali ofiarnie odbijali defensorzy, albo strzał wychwytywał bramkarz. Gdy wydawało się, że zawodnicy prowadzeni przez Deana Smitha dowiozą do końca meczu skromne prowadzenie, Liverpool odrobił straty.
Była 87. minuta, gdy Sadio Mane dośrodkował z prawej flanki w kierunku pola karnego. Do piłki w powietrzu dopadł Andrew Robertson, który mocnym strzałem nie dał szans na skuteczną interwencję Heatonowi. Dla gości z Merseyside gol poskutkował motywująco. W przedostatniej minucie doliczonego czasu gry Trent Alexander Arnold zacentrował do ustawionego na bliższym słupku Mane, który oddał precyzyjny strzał głową, tym samym kończąc męczarnie swojego zespołu w walce o trzy punkty.
***
W równolegle rozgrywanym meczu Manchester City okazał się być lepszy od Southampton. Zawodnicy Pepa Guardioli po niespełna kwadransie musieli odrabiać straty po golu Jamesa Ward-Prowsa. The Citizens, mimo przewagi w każdym aspekcie gry, długo nie mogli znaleźć drogi do bramki. W 70. minucie odnalazł ją w końcu Sergio Aguero, a cztery minuty przed końcem Kyle Walker, dzięki czemu aktualni mistrzowie Anglii wygrali spotkanie.
Jan Bednarek spędził na boisku w barwach „Świętych’ osiemdziesiąt osiem minut.