Sevilla nie pozostawiła złudzeń Betisowi. To ona od teraz włada Sewillą, dzięki wygranej w derbowym spotkaniu 2:0.
Lucas Ocampos był jedną z czołowych postaci spotkania (foto: Reuters)
LaLiga powróciła z przytupem. Na start otrzymaliśmy danie w postaci derbów Sewilli, potocznie zwanymi również Grand Derbi. Hiszpanie chcieli hucznie wrócić do gry w dobie koronawirusa, prezentując nowinki techniczne podczas realizacji transmisji meczów. Realizatorzy wygenerowali komputerowo kibiców na trybunach oraz odtwarzali świetnej jakości nagrany dźwięk kibiców. Tego samego nie można opisać o cyfrowych fanach na trybunach, którzy wyglądali bardzo kiepsko i widok przypominał wczesne wersje gry komputerowej FIFA. Realizatorzy w trakcie przerw prezentowali bannery graficzne na sektorach, co wyglądało już zdecydowanie lepiej. Telewizyjna otoczka będzie udoskonalana i w przeciągu następnych kolejek jakość będzie rosła w górę, jednak potencjał jest bardzo duży.
Wracając do kwestii sportowych. Początek spotkania nie wskazywał faworyta, mecz był rwany i obie drużyny często podchodziły pod pole karne przeciwnika. W akcjach brakowało skutecznego wykończenia, większość strzałów wędrowało tuż obok bramki. Lepiej wyglądała Sevilla, z minuty na minutę się rozkręcała i pod koniec pierwszej części gry przejęła prym. Świetny mecz rozgrywał Munir, który był aktywny na lewej stronie boiska i chętnie wchodził w drybling z rywalami, dośrodkowując potem piłkę w obręb pola karnego. Swoje okazji mieli także de Jong, Joan Jordan oraz Lucas Ocampos. Goli jednak nie zobaczyliśmy.
Druga część spotkania należała już tylko do gospodarzy. W 56. minucie kontrowersyjny arbiter Antonio Lahoz podyktował rzut karny po tym, jak Marc Bartra obalił w powietrzu de Jonga we własnym polu karnym. Powtórki pokazały, że był kontakt między zawodnikami, jednak raczej nie klasyfikowało się to na podyktowanie jedenastki. Do piłki podszedł Ocampos i pewnie pokonał bramkarza.
Na drugiego gola nie trzeba było długo czekać. Sześć minut później Fernando wykończył podanie od Ocamposa i Sevilla prowadziła już dwoma golami.
Betis zagrał bardzo słabe spotkanie. Wszyscy zawodnicy Rubiego nie pokazali nic szczególnego, mizerne spotkanie rozegrali Cristian Tello oraz Borja Iglesias. Tylko jeden strzał Betisu powędrował w światło bramki, jednak nie stanowił żadnego zagrożenia. Zdecydowanie na innym biegunie była Sevilla, która cały czas atakowała i była solidniejsza. Wygrana jak najbardziej zasłużona.
Dzięki kompletowi punktów Sevilla umocniła się na trzeciej pozycji w klasyfikacji LaLiga, to piąty mecz z rzędu w wykonaniu Sevillistas bez poniesionej porażki. Betis zajmuje odległą, 12. pozycję, mając osiem punktów przewagi nad strefą spadkową.