Mariusz Misiura: Nie pozwolę na pompowanie balonika [WYWIAD]
W lidze, która coraz więcej płaci za i zawodnikom, jest coraz lepiej notowana w Europie, byłoby nie lada wydarzeniem, gdyby mistrzem Polski została Wisła Płock – beniaminek z trenerem stawiającym pierwsze kroki w Ekstraklasie.
Nie pozwolę na pompowanie balonika. Co nie znaczy, że nie mamy ambicji w klubie, bo patrząc na grupę ludzi, która zebrała się w Płocku, każdy z osobna takie ambicje posiada – mówi trener MariuszMisiura.
ENJOY THE MOMENT!
To nie jest science fiction?
Każdy w życiu dostaje to, na co sobie zapracował, więc jestem dumny z każdej osoby w klubie, bo to, czego dokonaliśmy wspólnie w 2025 roku jest niesamowite. I teraz się z tego musimy cieszyć. Enjoy the moment! Ale będziemy stąpać twardo po ziemi, jesteśmy liderem Ekstraklasy i czujemy dumę, do finiszu rozgrywek droga jest jednak daleka. Nie myślimy o tym, co będzie w maju, a o tym jak dobrze prezentować się w rundzie wiosennej.
Temat mistrzostwa Polski w szatni Wisły w ogóle nie zaistniał?
W trakcie jesieni nie zaistniał i teraz też o tym nie rozmawiamy. Ważniejsze jest coś innego – w trakcie pierwszej rundy wewnątrz drużyny pojawiały się głosy, że fajnie byłoby wrócić na ligowe podium, potem, że na pierwsze miejsce. Spełnialiśmy cele, które sami sobie stawialiśmy. Teraz chodzi o to, by wiosną było podobnie, by krok po kroku zespół rósł, rozwijał się. Jeśli to zrealizujemy, w maju będziemy mieli powody do radości bez względu na to czy zdobędziemy mistrzostwo, czy nie zdobędziemy, bo też prawda jest taka, że gdy nie zdobędziemy, tragedii nie będzie.
POZIOM TRUDNOŚCI SIĘ ZWIĘKSZYŁ
Co musi stać się teraz, by Wisła w drugiej części sezonu mogła myśleć o utrzymaniu się w ligowej czołówce?
Przychodząc do Płocka, podpisałem kontrakt na dwa lata z opcją przedłużenia o rok. Dawaliśmy sobie dwa lata na wejście do Ekstraklasy, cel zrealizowaliśmy w pierwszym sezonie. Po awansie założyliśmy sobie, że chcemy, by zespół okrzepł na najwyższym poziomie, byśmy stali się silnym ligowcem, mieli swój styl, byli wyraziści – byśmy mieli swoją twarz. Tak się dzieje, w dodatku w kontekście skuteczności gry zespół robi progres, poszliśmy do przodu i nie przeszkodziła nam w tym zmiana ligi. Poziom trudności się zwiększył, a my choćby w ujęciu statystycznym mamy jeszcze lepsze liczby niż w pierwszej lidze…
Ale może jesień była właśnie waszym sufitem?
Nie mam takiego poczucia. Budowa drużyny to niekończąca się opowieść. Możesz rozszerzyć sztab szkoleniowy, by zyskać nową perspektywę. Zawodnicy w codziennym treningu rozwijają umiejętności. Okno transferowe daje możliwość pozyskania piłkarzy o innym zbiorze cech, co może wpłynąć na zmianę rozwiązań poszczególnych sytuacji na boisku. Zatem jesień nie była sufitem możliwości Wisły Płock, przeciwnie, pole do rozwoju jest bardzo szerokie.
LEPIEJ BYĆ WYRAZISTYM NIŻ NIJAKIM
Jakiej aktywności Wisły możemy spodziewać się w najbliższych tygodniach – ktoś dołączy do sztabu, które pozycje na boisku wymagają wzmocnienia?
Mocno analizujemy Ekstraklasę. Jesienią drużyna przebiegła największy dystans w lidze, czyli w kontekście przygotowania fizycznego została wykonana dobra robota. Znając jednak pazerność Zbyszka Dąbka, trenera przygotowania motorycznego, chciałby być też pierwszy na innych polach – na przykład w wykonanych sprintach. I to jest jeden z elementów, nad którym popracujemy w najbliższych tygodniach. Z kolei gdy widzimy, że na niektórych pozycjach osiągi motoryczne zawodników występujących w innych klubach Ekstraklasy są wyższe, to zastanawiamy się czy codzienną pracą z piłkarzami jesteśmy w stanie zniwelować różnicę, czy potrzebny będzie transfer. Mamy to dobrze sprecyzowane, wiemy, czego szukać, by pójść do przodu, wiemy też w czym jesteśmy w skali naszej ligi, nie boję się tego słowa, wybitni. Lepiej mieć gdzieś pole do rozwoju, ale jednocześnie mieć jakąś cechę charakterystyczną, wyrazistość, niż być nijakim.
W czym zatem Wisła jest wybitna?
Nie dopuszczamy przeciwników do wielu klarownych sytuacji. Modny wskaźnik expected goals dla rywali w meczach z Wisłą zakłamuje nieco nasze statystyki, bo na niego składa się suma różnych szans. Jeśli więc wynosi na przykład ponad jeden, ten wynik może wynikać z oddania 8 strzałów na naszą bramkę. I teraz jeżeli każdy z tych strzałów rozłożymy na czynniki pierwsze, może się okazać, że były niegroźne. Tak podchodzimy do analizy – to, że przeciwnik odda strzał jest zupełnie normalne, pytanie z jakiej pozycji, w jakim komforcie? Przed rundą zakładaliśmy, że na poziomie Ekstraklasy przeciwnicy będą przeważać nad nami pod względem posiadania piłki, ale na własnej połowie, grając bez piłki, to my chcemy decydować, którym strefami rywale będą atakować, w których strefach dojdzie do konfrontacji. To my chcemy decydować o tym, na ile rywal atakując, może sobie pozwolić.
DUŻY PROGRES W TRUDNYCH WARUNKACH
Świetnie bronią pola karnego, takie opinie dało się usłyszeć po waszych meczach jesienią, ale dlaczego świetnie?
W 18 meczach Ekstraklasy straciliśmy 12 bramek, to progres, bo wiosną w pierwszej lidze, licząc z barażami, straciliśmy 13. A jeszcze jesienią, podczas mojej pierwszej rundy w Płocku, było to 26 goli. Postęp jest widoczny. To nie wzięło się jednak z niczego. Zawodnicy Wisły rozumieją futbol, drużyna wie, jak poruszać się bez piłki, wie kiedy i jak zaatakować piłkę, jak asekurować, jak zabezpieczać poszczególne strefy. Słowem – przygotowanie taktyczne piłkarzy stoi na wysokim poziomie. Kiedy więc słyszę docenienie tego elementu ze strony Marka Papszuna bądź Jacka Zielińskiego, trudno się nie cieszyć. Mamy prawdopodobnie najniższy budżet w Ekstraklasie. Zaledwie od kilku tygodni mamy właściwe boisko do treningów, bo niemalże przez całą jesień i cały poprzedni sezon w kontekście treningów byliśmy w pewnym sensie bezdomni – korzystaliśmy z płyty w dalekim od optymalnego stanie, położonej 20 minut od stadionu. W trudnych warunkach zrobiliśmy duży progres, w dobrych powinno być o to łatwiej.
Foto Tomasz Folta / PressFocus
A to nie jest dziwne, że w ostatnich jedenastu meczach Ekstraklasy nie przegraliście ani razu, to fakt, ale wygraliście tylko trzy razy i jesteście na czele tabeli?
Jesienią w trakcie jednej z przerw na mecze reprezentacji byłem na stażu w Slavii Praga. Smutna to była wizyta pod jednym względem – okazało się, że w kontekście futbolu oni nas tam postrzegają jako zacofaną ścianę wschodnią. Czasem niesłusznie, ale czasem słusznie – na przykład pod względem poziomu rozmowy o piłce nożnej. Widziałem jeden z meczów Newcastle United w Lidze Mistrzów, dobre zachowania zawodników w defensywie były przez kibiców fetowane. U nas natomiast zaraz zaczyna się narracja o parkowaniu autobusu w polu karnym, bo sto lat temu ktoś tak powiedział. Opcjonalnie trwa dyskusja o lagach na napastnika. Tak myślimy o piłce nożnej, nie umiemy docenić skutecznej gry w defensywie. Manchester City, gdy schodzi do niskiej defensywy, a przecież schodzi, to parkuje autobus w polu karnym?
Kwestia proporcji – o to chodzi.
Wisła jesienią miała średnie posiadanie piłki na poziomie 43 procent, to nie tak mało, natomiast wielu jest takich, którzy widzą 12 straconych bramek i opowiadają o parkowaniu autobusu. Jeden z analityków z klubu występującego w Lidze Mistrzów miał prośbę o podesłanie trzech fragmentów obrony naszego pola karnego, bo chcieli pokazać to zawodnikom. Zespół, który jest w Lidze Mistrzów, szukał inspiracji w tym elemencie w Płocku. Dla mnie to powód do dumy, w Polsce jest to wyśmiewane. Trochę mnie to martwi.
KAMELEON MUSI DOSTOSOWAĆ SIĘ KOLOREM DO OTOCZENIA
Martwi czy boli?
Boli? Nie. Natomiast niepokoi fakt, że nie za bardzo są chętni, by rozłożyć na czynniki pierwsze, dlaczego Wisła awansowała do Ekstraklasy i jest na pierwszym miejscu w lidze. No, coś chyba musiało się wydarzyć, czy nie? A u nas zamiast wejść w merytoryczną rozmowę, uciekamy w slogany, w parkowanie autobusu w polu karnym. Nic to nie znaczy, nic z tego nie wynika. Nie jest to dyskusja rozwojowa.
Masz obawy, że prędzej czy później rywale rozszyfrują wasz sposób bronienia?
Mniej nas interesuje, jak przeciwnik chce nas pokonać, bardziej nas interesuje, jak my chcemy pokonać przeciwnika. To po pierwsze. Po drugie – to nie jest tak, że my od półtora roku gramy tak samo. Struktura gry jest identyczna, ale w jej ramach są inne zachowania zawodników, inni wykonawcy, inne zadania dla piłkarzy w obronie wysokiej i niskiej – generalnie mnogość rozwiązań. O tym nikt jednak nie mówi, za to mówi się o autobusie. To jest brak docenienia przede wszystkim świetnej pracy zawodników Wisły. Kameleon musi się dostosować kolorem do otoczenia, moi piłkarze też to potrafią, w Ekstraklasie odnaleźli się bardzo dobrze.
SIŁA EKSTRAKLASY
Jak w ogóle postrzegasz Ekstraklasę po pierwszych miesiącach w niej pracy – jest łatwo czy trudno?
Bardzo trudno. To, że my w tak silnym środowisku potrafiliśmy wejść na szczyt tabeli, to jest bardzo duża sprawa. Od kilku lat powtarzam, że w polskiej piłce pracuje coraz więcej mądrych ludzi. Widać to w Ekstraklasie. To, że nie ma lidera po jesieni z 50 punktami na koncie to nie jest słabość ligi – to jest jej siła. Bo pokazuje liczbę mądrych ludzi pracujących w klubach na różnych stanowiskach – mają pomysł, rozsądnie budują drużyny, zarządzają nimi. Oczywiście, sumy krążące na rynku są coraz wyższe, nie można wykluczyć, że zdecydowany lider zostanie wykreowany, natomiast w mojej ocenie nie stanie się to szybko. Trudno dziś spodziewać się, że któryś z zespołów na przestrzeni dziesięciu meczów zanotuje osiem zwycięstw, liga jest wyrównana. My musimy głębiej analizować fakty. Dlaczego to ma być problem, że wygraliśmy tylko dwa razy, dlaczego nie powiemy, że nie przegraliśmy w tych dziesięciu meczach ani razu? W otoczeniu klubów, które dysponują wyższymi budżetami, w otoczeniu klubów, które regularnie rywalizują w europejskich pucharach, bo dziś możemy już tak powiedzieć i to też jest miarą siły Ekstraklasy. To jest nowa rzeczywistość – merytoryczna transformacja polskiej piłki powoduje, że przewagą nie zawsze muszą być pieniądze.
Foto:Artur Kraszewski / PressFocus
Czyli trudniej być liderem w tej nowej rzeczywistości, do tego zmierzasz?
Ja tak uważam. Lech, Legia, Raków, Widzew, Jagiellonia – jak sobie pomyślę, jakie te kluby mają potencjał i możliwości, to znalezienie drogi do prześcignięcia ich to jest konkretne osiągnięcie także na tym etapie rozgrywek. Nie mam poczucia, że jesteśmy daleko za plecami tych zespołów, dlaczego mam więc stanąć przed drużyną i powiedzieć: panowie, macie 30 punktów, jesteście słabym liderem? Nie zamierzam, gdyż to nie jest prawda, byłoby to względem moich zawodników nie w porządku.
CZUJĘ SIĘ DOBRZE SAM ZE SOBĄ
W sierpniu 2023 roku powiedziałeś na łamach „PN”, że jeśli w ciągu trzech lat nie będziesz pracował w Ekstraklasie, wyjedziesz być trenerem w innym kraju. Kokietowałeś czy realnie oceniałeś swój potencjał?
W Polsce trzeba się zastanowić nad tym, czy warto być szczerym. Po czasie mogą ci bowiem pewne rzeczy wyciągnąć, często wyrywając je z kontekstu. Czasem więc gryzę się w język, wybieram, co chcę powiedzieć, a czego nie chcę. Wyjechałem z Polski na dwanaście lat. Nie leżałem w tym czasie na ręczniku, tylko zgłębiałem piłkarską wiedzę. Wracając do kraju, byłem gotowy zmierzyć się z rzeczywistością. Gdy byłem trenerem Znicza Pruszków, mogłem mówić, że mamy najniższy budżet, że jest problem z miejscem do treningów, że sztab szkoleniowy nie jest liczny – mogłem szukać ładnego usprawiedliwienia porażek. Mogłem też jednak wykorzystać potencjał, który był w zespole. Praca w Zniczu jeszcze dodała mi siły wewnętrznej, bo okazało się, że można awansować do pierwszej ligi, że można się w niej z dużym spokojem utrzymać. Coś po sobie w Pruszkowie zostawiłem, klub do dziś z tego w jakimś stopniu korzysta, patrząc choćby na strukturę gry zespołu. I proszę mnie źle nie zrozumieć, to nie tak, że Misiura sobie wszystkie medale przyznaje – najważniejsza sprawa to współpraca, otoczenie się mądrymi, pracowitymi osobami, danie im zaufania i możliwości realizowania siebie. Jeśli to masz, nieważne czy jesteś w małym czy wielkim klubie, możesz robić duże rzeczy. Trudno byłoby to jednak osiągnąć, nie wierząc w siebie, dlatego z pełnym przekonaniem powiedziałem wtedy to, co powiedziałem. Jedyna wątpliwość dotyczyła tego, czy środowisko moją pracę właściwie oceni, czy gdyby jeden niestrzelony gol zadecydował o braku awansu, powstałoby przekonanie, że Misiura nie nadaje się na trenera. Tak się nie stało, wręcz jest inaczej. Na przestrzeni półtorarocznego pobytu w Płocku cztery kluby Ekstraklasy sondowały możliwość mojego zatrudnienia. „Król Artur” to jeden z moich ulubionych filmów, z niego wynika, że gdy z kimś się umawiasz, to słowa dotrzymujesz, a ja się umówiłem z Wisłą na kontrakt dwa plus jeden i planuję tego dotrzymać. Nawet jeśli cel w postaci dotarcia do Ekstraklasy mogłem zrealizować wcześniej. Źle bym się czuł względem zawodników i ludzi w klubie, gdyby opuścił ich na pewnym etapie wspólnej drogi. Dziś czuję się sam ze sobą dobrze, dzięki ciężkiej pracy ludzi z Wisły Płock jestem w Ekstraklasie, nikogo nie zawiodłem.
A zapracowałeś już na tytuł Trenera Roku, bo byłeś nominowany w naszym plebiscycie?
Absolutnie nie. Mógłbym spojrzeć na ostatnie trzy lata, poklepać się po brzuchu, pomyśleć dobra robota, bo był awans do pierwszej ligi, utrzymanie Znicza, awans i pozycja lidera Ekstraklasy, ale są tacy trenerzy, którzy zrobili więcej. Jan Urban bardzo dobrze wszedł do reprezentacji Polski, Adrian Siemieniec świetnie łączy grę w lidze i europejskich pucharach, Marek Papszun podobnie. Kilku kolegów po fachu pokazuje: nie, Misiu, żeby zapracować na tytuł Trenera Roku, musisz zrobić dużo więcej. To jest świetna motywacja, bo ja chcę ich wszystkich prześcignąć. Najważniejsza sprawa jest jednak inna – by razem z innymi świetnymi trenerami w naszym kraju podnieść poziom polskiej piłki i zmienić postrzeganie Ekstraklasy w innych krajach.
W Katowicach bez niespodzianki. Zespół ograł indywidualności [KOMENTARZ]
Walczący z wielką determinacją do ostatniej sekundy katowicki Giekaes w pełni zasłużenie pokonał budowany za miliony Widzew. I jeśli po meczu może czegoś żałować to tego, że jedynie 1:0, bo powinien wyżej.
Igor Jovicević po kolejnej klęsce Widzewa. „Smutny moment”.
Widzew żenująco słabo zagrał w spotkaniu z GKS Katowice i przegrał na Śląsku 0:1. RTS jest obecnie w strefie spadkowej. Co na temat spotkania do powiedzenia miał Igor Jovicević?
Kolejny głośny transfer w Ekstraklasie? Były gracz Lazio może zagrać w Polsce
Według austriackich mediów, kluby z PKO BP Ekstraklasa są bardzo mocno zainteresowane transferem byłego zawodnika Lazio i reprezentanta Kosowa. Valon Berisha zagra w Polsce?
Znamy termin powrotu Dawidowicza. Reprezentant Polski wypadnie na dłużej
Obrońca Rakowa Częstochowa nie będzie przez co najmniej trzy tygodnie do dyspozycji Łukasza Tomczyka. 30-latek nabawił się urazu, który wykluczy go z gry na dłużej.