– Jest we mnie pewien niedosyt, bo miałem okazję strzelić gola zespołowi, w którym kiedyś grałem – zabrakło milimetrów – przyznał nieco rozżalony piłkarz Śląska Wrocław, Łukasz Madej, po meczu z Lechem Poznań (2:2).
– Zawsze gra się o to, żeby wygrać. Lech był pod większą presją – grając u siebie, musiał zaatakować i, siłą rzeczy, zepchnął nas do defensywy. Tak naprawdę jednak poznaniacy nie stworzyli sobie żadnej klarownej sytuacji, a my wręcz przeciwnie – mieliśmy dwie świetne okazje do zdobycia gola. Oczywiście remis nie jest dla nas złym wynikiem, ale mogło być lepiej. Z Lechem zawsze będą się wiązały dla mnie miłe chwile. Nie często zdobywa się Puchar i Superpuchar Polski, tutaj tego dokonałem. Świętowaliśmy sukcesy z kilkunastoma tysiącami kibiców w rynku – wspominał pomocnik Śląska.
Jagiellonia nie dojechała do Krakowa, a Adrian Siemieniec zdrowo się nasłuchał [KOMENTARZ]
Biała Gwiazda rozegrała zdecydowanie najlepszy mecz od powrotu do Ekstraklasy. Pokonała 2:0 Jagiellonię i był to najniższy wymiar kary dla zespołu z Białegostoku. Oba gole zdobył Angel Rodado, który pozwolił błyskawicznie zapomnieć kibicom w Krakowie, że jeszcze przed chwilą martwili się odejściem Jordiego Sancheza.