Lwy zagonione do klatki. BVB bezlitosna dla Sportingu
Borussia Dortmund rozegrała na Jose Alvalade najlepszy mecz w 2025 r., zasłużenie wygrywając ze Sportingiem 3:0. Pierwsza połowa w wykonaniu dortmundczyków absolutnie jednak nie zapowiadała takiego scenariusza.
Od pierwszych minut inicjatywa należała do gospodarzy. W 15. minucie z krawędzi pola karnego huknął Maximiliano Araujo, ale piłka trafiła w poprzeczkę. W 20. minucie zaś po strzale Joao Simoesa, piłka odbiła się od jednego z dortmundzkich obrońców, omal nie myląc Gregorego Kobela. W 35. minucie z kolei na potężny strzał z dystansu zdecydował się Conrad Harder. Uderzenie Duńczyka było tak mocne, że golkiper BVB nawet nie próbował go łapać.
Pierwszy groźny strzał goście z Dortmundu oddali w 37. minucie. Z dystansu próbował Jamie Gittens, ale nieznacznie spudłował. Z kolei już w doliczonym czasie gry, rykoszet po uderzeniu Serhou Guirassiego omal nie zmylił bramkarza Lwów, Rui Silvy.
Od początku drugiej połowy, podopieczni Niko Kovaca rzucili się do zdecydowanych ataków. Najlepszą sytuację, w pierwszym kwadransie drugiej odsłony miał Karim Adeyemi, który oddał mocny strzał ze środka pola karnego, ale jego strzał sparował Rui Silva. W 60. minucie golkiper Sportingu nie mógł jednak nic zrobić przy mocnym strzale głową w górny róg bramki Guirassiego, po znakomitym dośrodkowaniu Juliana Brandta.
W 68. minucie, Guirassy z egzekutora zamienił się w asystenta, popisując się fantastycznie zagraniem z prawej strony, a całą akcję skutecznym strzałem zamknął Pascal Gross. W samej końcówce spotkania zaś, do siatki trafił jeszcze Adeyemi.
Arsenal z awansem do półfinału. Rewanż całkowicie do zapomnienia
Arsenal awansuje do półfinału Ligi Mistrzów i może już skupić się na meczu z Atletico. Konfrontacja ze Sportingiem nie przyniosła zbyt wielu emocji i po mało ciekawym starciu Kanonierzy przystemplowali awans.