Sytuacja w grupie E po trzech kolejkach fazy grupowej była niezbyt jasna. Każda z drużyn miała jeszcze szansę na awans, ale pozycję lidera zajmowało AS Monaco. Ekipa Kamila Glika wciąż pozostaje bez porażki.
AS Monaco w trzech pierwszych kolejkach nie przegrało ani jednego meczu i miało na swoim koncie pięć „oczek”. Najsłabszą drużyną na starcie było CSKA Moskwa, które z kolei zgromadziło dwa punkty. Mimo to Rosjanie wciąż mieli duże szanse na awans do kolejnej rundy, chociaż dzisiaj musieli walczyć za wszelką cenę o jakąkolwiek zdobycz we Francji.
W AS Monaco pewne miejsce w pierwszym składzie ma Kamil Glik.
Polski defensor dał o sobie znać już w 13. minucie meczu. Glik bardzo dobrze odnalazł się na 30 metrze od bramki CSKA i trochę na ślepo podał w pole karne przyjezdnych. Tam bez chwili zastanowienia o pozycję powalczył Valere Germain i dał prowadzenie AS Monaco.
CSKA nie miało zbyt wiele do powiedzenia w pierwszej części gry. AS Monaco miało wyraźną przewagę i długimi fragmentami gry zawodnicy gospodarzy spokojnie rozgrywali sobie piłkę na połowie przyjezdnych.
Efekty takiej przewagi były druzgocące dla Rosjan. W dwóch szybkich atakach dobrze odnalazł się Radamel Falcao zdobywając dwie bramki. 3:0 po 45 minutach gry praktycznie przesądzało losy tego meczu.
Zgodnie z oczekiwaniami druga odsłona meczu była już tylko formalnością. AS Monaco wciąż miało widoczną optyczną przewagę, ale jednak Francuzi mieli problemy ze skutecznością. Ostatecznie mecz zakończył się pewnym zwycięstwem miejscowych, którzy umocnili się na pozycji lidera.
Glik rozegrał pełne 90 minut w barwach swojej drużyny.
Wskaźniki sprzedaży zwariowały. Tak kibice Arsenalu odpowiedzieli na spudłowany rzut karny Gabriela w finale Ligi Mistrzów
W sobotnim finale Ligi Mistrzów Arsenal musiał uznać wyższość Paris Saint-Germain po serii rzutów karnych. Jednym z piłkarzy Kanonierów, którzy nie wykorzystali jedenastki, był środkowy obrońca, Gabriel Magalhaes. Fani świeżo upieczonych mistrzów Anglii postanowili wesprzeć Brazylijczyka w nietypowy sposób.
Niechlubny rekord. Drużyna Artety zapisała się w historii
W sobotni wieczór Paris Saint-Germain po konkursie rzutów karnych pokonało Arsenal w finale Ligi Mistrzów. Nigdy wcześniej finalista tych rozgrywek nie zanotował tak niskiego posiadania piłki jak Kanonierzy w tym spotkaniu.