– Komu tu kibicować?
Czuje się jak ojciec, który ogląda pojedynek swoich dzieci grających przeciwko
sobie. Najlepiej będzie, jak będę się cieszył z każdego gola. Pachnie remisem…
– wyznał na Twitterze Jerzy Dudek. Nietrudno zgadnąć, że 60-krotny reprezentant
Polski miał na myśli nadchodzące starcie jego byłych klubów: Liverpoolu i Realu
Madryt. Mecz na stadionie Anfield będzie absolutnym hitem środowych gier w
Lidze Mistrzów.
Powstrzymanie Cristiano Ronaldo wydaje się w tym sezonie niemożliwe. Czy zrobią to piłkarze Liverpoolu?
Naprzeciwko siebie
staną dwie wielkie firmy europejskiego futbolu. Łącznie te zespoły wygrywały
rozgrywki Ligi Mistrzów (bądź jej poprzednika, czyli Pucharu Europy) aż 15 razy.
Mimo że oba kluby mają olbrzymie doświadczenie na europejskiej arenie, to do
tej pory trafiły na siebie zaledwie raz. W sezonie 2008/09 Liverpool i Real
Madryt zmierzyły się ze sobą w 1/8 finału Champions League. Bezdyskusyjnie
lepsi okazali się wówczas The Reds, którzy w dwumeczu zwyciężyli aż 5:0 (1:0 w
Madrycie i 4:0 w Liverpoolu).
Czy 22 października 2014
roku może powtórzyć się historia sprzed niemal pięciu lat? Nie można wykluczyć
żadnego scenariusza, jednak zwycięstwo Liverpoolu wydaje się być mało
prawdopodobne. Wskazuje na to aktualna dyspozycja obydwu zespołów. Gospodarze środowego
meczu zajmują obecnie piątą lokatę w tabeli Premier League ze stratą aż
dziewięciu punktów do liderującej Chelsea. W trzech ostatnich kolejkach strzelili
sześć goli, remisując z Evertonem (1:1) i minimalnie wygrywając z West Bromwich
Albion (2:1) oraz z Queens Park Rangers (3:2). Natomiast Real Madryt w
analogicznym okresie zdobył komplet punktów i bagatela 12 bramek – dwie
przeciwko Villarreal oraz po pięć w meczach z Athletikiem Bilbao i Levante
Walencja. Od miesiąca Królewscy nie stracili gola w lidze.
Ponadto za Realem
przemawia jeden niepodważalny atut: ma 29 lat, odrobinę żelu na włosach i numer
7 na koszulce. Cristiano Ronaldo jest w nieprawdopodobnej, wręcz nieludzkiej
dyspozycji. W siedmiu występach w Primera Division Portugalczyk strzelił aż 15
goli! To o dwa więcej niż w sezonie 2014/15 zdobyła w lidze angielskiej cała
drużyna Liverpoolu. CR7 trafia do bramki oczywiście również w rozgrywkach Ligi Mistrzów:
w meczach przeciwko FC Basel (5:1) i Łudogorcowi Razgrad (2:1) zaliczył po
jednym golu.
Czym na snajperskie
popisy Ronaldo może odpowiedzieć Liverpool? Ku rozpaczy kibiców The Reds
odpowiedź brzmi: niczym. Najlepszym obecnie strzelcem angielskiej drużyny jest
Raheem Sterling, który zgromadził na swoim koncie trzy ligowe gole. Tuż za nim
plasuje się Steven Gerrard – kapitan zespołu zdobył dotychczas dwie bramki.
Wielkim rozczarowaniem jest jak na razie postawa Mario Balotellego. Napastnik,
który miał zastąpić Luisa Suareza, w dziewięciu meczach we wszystkich
rozgrywkach zdołał strzelić tylko jednego gola (w wygranym 2:1 spotkaniu z Łudogorcem
w Lidze Mistrzów). 24-letni Włoch pudłuje nawet w najlepszych podbramkowych
sytuacjach, a w starciu z Realem raczej nie będzie miał ich wiele.
Po dwóch kolejkach fazy
grupowej Champions League Real Madryt ma na koncie komplet punktów. Ewentualne
zwycięstwo na Anfield sprawi, że obrońcy tytułu znajdą się już jedną nogą w
fazie pucharowej. Z kolei Liverpool, który uchodził za murowanego faworyta do
wyjścia z grupy wraz z Realem, skomplikował swoją sytuację porażką 0:1 z FC
Basel w poprzedniej kolejce. Jeśli piłkarze Brendana Rodgersa chcą bić się o
pierwsze miejsce w grupie, to w środowy wieczór nie mogą pozwolić sobie na
przegraną.
– W tym meczu zobaczymy wszystko, co jest
dobrego w piłce nożnej – zapowiedział Carlo Ancelotti. Włoskiemu szkoleniowcowi
należy wierzyć, wszak uczestniczył już w wielu fantastycznych piłkarskich spektaklach.
Przede wszystkim w niezapomnianym finale Ligi Mistrzów w 2005 roku, w którym
prowadzony przez niego Milan, choć po pierwszej połowie prowadził już 3:0, ostatecznie
przegrał w rzutach karnych z… Liverpoolem.
Fatalne pudło z rzutu karnego w Lidze Mistrzów! Co za wtopa [WIDEO]
Juventus wygrał 2:0 z Benfiką w ostatniej kolejce Champions League. Gola dla pokonanych mógł zdobyć Vangelis Pavlidis, ale fatalnie pomylił się przy strzale z "jedenastki".