Lipiński o derbach Mediolanu: Balotelli kontra Kovacić, jak diabeł z aniołem
Niedzielne derby Mediolanu będą derbami młodości. Bodaj jeszcze nigdy tak dużo nie zależało od tak młodych.
Tomasz Lipiński
Mario Balotelli w czwartym ligowym meczu w koszulce Milanu odczuje na własnej skórze to, czego w przeszłości doświadczyli przede wszystkim Ronaldo, Christian Vieri, Zlatan Ibrahimović i w tym sezonie Antonio Cassano.
Jedenaście na jedenaście
Zdradzeni i porzuceni przez niego kibice Interu eksplodują złością i nienawiścią, z pewnością przygotują obraźliwe piosenki, hasła i transparenty (próbkę dali podczas meczu z Chievo, za co klub zapłacił 15 tysięcy euro kary). Lub też przygotują coś specjalnego – kiedyś w sile kilkuset tysięcy przynieśli na stadion San Siro gwizdki, których używali przy każdym dotknięciu piłki przez Ronaldo.
Balotellego czeka trudny wieczór, ale on przecież lubi trudności, uwielbia walczyć sam przeciwko wszystkim. Przyzwyczaił się do gwizdów, buczeń i wyzwisk. To go nie deprymuje, lecz wyzwala dodatkowe siły. Pod tym względem jest podobny do Ibrahimovicia, któremu nie zadrżał żaden muskuł na twarzy ani mięsień prawej nogi, kiedy wykonywał rzut karny, stojąc naprzeciw lżącej go niesłychanie Curva Nord. Kiedy strzelił, tylko rozpostarł ramiona i dumnie spojrzał w pałające nienawiścią sektory. Można przyjmować zakłady, że Balotelli zrobi to samo, tylko trzeba dać mu karnego. W seniorskiej karierze wykonywał ich jedenaście: w Interze, Manchesterze City i Milanie. Nie pomylił się ani razu. Chłodna głowa i prawa noga nigdy go nie zawiodły.
(…)
Cały artykuł w najnowszym wydaniu tygodnika Piłka Nożna!