Liga Europy nie dla Legii. Zwycięstwo z Larnaką nie wystarczyło
Wola walki to za mało, aby awansować. Legia wygrała rewanż z Larnaką, ale nie odrobiła strat z pierwszego meczu.
Przed Legionistami stało piekielnie trudne zadanie. W pierwszym meczu polski zespół przegrał aż 1:4 i miał ogromną stratę do odrobienia. Warszawski zespół pokazał jednak ducha walki i próbował wykonać swoją misję.
Początek był idealny. W 11. minucie do siatki trafił niezawodny Nsame, kilka minut później było już 2:0 po trafieniu Rajovicia. Łazienkowska eksplodowała radością, bo w tamtym momencie do odrobienia pozostała już tylko jedna bramka.
Jeszcze w pierwszej połowie Legia miała znakomite sytuacje, ale nie zdołała ich wykorzystać. W samej końcówce do siatki trafili gracze Larnaki, ale na szczęście polskiego klubu trafienie nie zostało uznane przez VAR.
Po przerwie Legia zgasła i nie było widać tego samego zapału co wcześniej. Na domiar złego, w 52. minucie Djordje Ivanović trafił do siatki i Larnaka powiększyła przewagę w dwumeczu.
Od 72. minuty Legia grała w przewadze zawodnika po czerwonej kartce dla Gnali, jednak w niczym to nie pomogło. Chwilę później Larnaka mogła wyrównać, ale Tobiasz popisał się dobrą interwencją.
Ostatecznie Legia żegna się z eliminacjami do Ligi Europy, ale zagra jeszcze w IV rundzie eliminacji do Ligi Konferencji Europy.
W następnej edycji Ligi Europy udział weźmie drużyna z drugiej ligi portugalskiej. Podobne sytuacje zdarzają się bardzo rzadko, zwłaszcza współcześnie.
Emery po raz piąty, Cash po raz pierwszy! Cud w Stambule się nie zdarzył
Unai Emery prawdziwie jest specjalistą od wygrywania finałów Ligi Europy. Zrobił to już po raz piąty, a prowadzona przez niego Aston Villa, na oczach księcia Williama, po 44 latach znów wniosła europejski puchar. Dołożył do tego cegiełkę i Matty Cash, choć gwiazdą finału reprezentant Polski nie był.
Trener Legii za szybko ściągnął Rajovicia