– Nie byliśmy rozstawieni, więc nie mogliśmy oczekiwać, że los skojarzy nas z łatwym przeciwnikiem – powiedział trener Śląska Stansilav Levy po losowaniu III rundy eliminacyjnej Ligi Europejskiej, w której przeciwnikiem wrocławian będzie Club Brugge.
– W pierwszej kolejności musimy jednak awansować do trzeciej rundy. Nie możemy myśleć, że po wygranej 4:0 nad Rudarem awans mamy już zapewniony i do Czarnogóry jedziemy wyłącznie na wycieczkę. W Podgoricy musimy dać z siebie wszystko i postawić kropkę nad i – przestrzegał Levy.
– Jeśli przejdziemy dalej, to powalczymy również w pojedynku z faworytem – bo Club Brugge bez wątpienia będzie faworytem tego starcia. To na pewno ciekawy rywal dla naszych kibiców, w jego kadrze są piłkarze o znanych nazwiskach, m.in. były zawodnik Chelsea i Barcelony Eidur Gudjohnsen. Na pewno będziemy chcieli bliżej przyjrzeć się rywalowi, ale na razie myślimy wyłącznie o niedzielnym meczu w Kielcach – zapewniał opiekun wrocławian.
W następnej edycji Ligi Europy udział weźmie drużyna z drugiej ligi portugalskiej. Podobne sytuacje zdarzają się bardzo rzadko, zwłaszcza współcześnie.
Emery po raz piąty, Cash po raz pierwszy! Cud w Stambule się nie zdarzył
Unai Emery prawdziwie jest specjalistą od wygrywania finałów Ligi Europy. Zrobił to już po raz piąty, a prowadzona przez niego Aston Villa, na oczach księcia Williama, po 44 latach znów wniosła europejski puchar. Dołożył do tego cegiełkę i Matty Cash, choć gwiazdą finału reprezentant Polski nie był.