Pisarze mawiają, że cała książka jest jak jej pierwsze zdanie: ono wyznacza rytm narracji, determinuje styl, narzuca frazę do samego końca. Otóż często tak samo bywa z meczami piłkarskimi, na przykład z wczorajszym starciem Barcelony z PSG.
Unai Emery jest jednym z największym przegranym środowego meczu
Już pierwsza minuta gry pokazała, że Barca będzie tłamsić Paryż pod jego polem karnym, że goście obrali strategię obrony Częstochowy (La Rochelle). Jasne stało się, że nawet jeśli czasami coś się zmieni w przebiegu gry, to tylko na chwilę, na krótko. I właśnie tak pokorne i natychmiastowe wejście zespołu ze stolicy Francji w rolę ofiary sprawiło, że kwestia awansu do ćwierćfinału w ogóle podlegała dyskusji, że remontada stała się możliwa, o ile zajdą oczywiście odpowiednie czynniki, zdarzy się splot pewnych okoliczności. I zdarzył się: PSG wykorzystało tylko jedną z kilku stworzonych w okresie lepszej gry sytuacji, graczy Barcy nie zawiodła natomiast w decydujących momentach skuteczność, a sędzia kilka razy pomylił się na ich korzyść. Nawet jeśli drukował, to w każdym razie miał z czego.
Wczorajszy mecz przegrał Unai Emery, a wygrał Luis Enrique. Gdyby Paryż chciał, to w najgorszym razie toczyłby z Barcą wyrównany bój, jak było między 50 a 80 minutą. Ale Emery, jak wielokrotnie to czynił jako trener Sevilli, na mecz z gigantem obrał taktykę zwierzęcia, które zagrzebuje się w norze. Miał w ręku złoty róg, a ostało mu się wiadomo co. Z kolei Lucho jest wielkim triumfatorem. Ogłosił, że odchodzi, czym sprawił, że piłkarze wreszcie mieli jasność w tak interesującym ich temacie i mogli myśleć tylko o grze. A ponadto zmienił taktykę z niewydolnego 1+4+3+3 na 1+3+5+1+1, w którym rywal już nie może dominować w środku pola.
Burza po meczu Barcelony. UEFA ma podjąć radykalną decyzję
Nie milkną echa hitowego meczu Ligi Mistrzów. Atlético Madryt wygrało 2:0 z FC Barceloną na Camp Nou i jest o krok od awansu do półfinału. Jednak więcej niż o wyniku mówi się dziś o pracy sędziego.
Potężna kontrowersja w meczu Barcelony z Atletico. Sędziowie nie zauważyli ręki?
W drugiej połowie spotkania FC Barcelony z Atletico doszło do kuriozalnej sytuacji. Le Normand chwycił piłkę ręką po podaniu od swojego bramkarza. Żaden z sędziów nie zauważył tego zagrania.