Leszek Ojrzyński: Zawsze chronię zawodników, chyba że ktoś jest leniem [WYWIAD]
Wrócił do Ekstraklasy z doskonale znaną sobie misją – uratować drużynę przed degradacją. Rywale do walki z Zagłębiem Lubin o utrzymanie mogli wyobrazić sobie lepsze informacje. Bo to stary, dobry Leszek Ojrzyński, z tą różnicą, że jeszcze bardziej naładowany energią.
Wraca pan do zawodu po mniej więcej 2,5 latach, gdzie pan był, jak pana nie było?
Wziąłem ślub, pomagałem synowi w treningach po kontuzji i koledze w akademii Milan Sport w Nadarzynie. No i grałem w padla – mówi Ojrzyński. – Nie pracowałem dłuższy czas, ale to nie znaczy, że zawodowo nic wokół mnie się nie działo.Kontrakt z Koroną miałem ważny do czerwca 2024 roku, przez pewien okres miałem ochronę, byłem zabezpieczony. Prowadziłem rozmowy z klubami, natomiast albo nie udawało się osiągnąć porozumienia, albo kluby wybierały innych szkoleniowców.
KURZ NA PÓŁKACH
Po stracie pracy w Kielcach telefon dzwonił często, a z upływem czasu coraz rzadziej?
Tak jest. Schodzisz z pierwszej linii, ludzie o tobie zapominają. W dodatku media pewne historie z klubów przekłamują, bo dziś o odpowiedzialność za słowo mówione czy pisane coraz trudniej. Od wygaśnięcia kontraktu z Koroną otrzymałem jedną konkretną ofertę pracy. Druga nadeszła z Zagłębia.
Może po prostu rynek się zmienił, doświadczonemu trenerowi trudniej o pracę?
Trenerzy z mojego pokolenia kurzą się na półkach. Naturalnie nie należy wszystkich wrzucać do jednego worka, ale nie brakuje szkoleniowców 50-letnich, z licencją UEFA Pro, którzy mają kłopot ze znalezieniem zatrudnienia. Piotrek Tworek ma dużą wiedzę o piłce, pasję do zawodu – posiada wszystko, ale długo nie posiadał pracy. W końcu trafił do Kotwicy Kołobrzeg, a wiadomo, z jakimi problemami zmaga się ten klub. Nie wybrzydzał. Nie mógł.
Foto Tomasz Folta / PressFocus
Jakby on nie wziął Kotwicy, wziąłby ktoś inny, jemu pozostałoby bezrobocie.
Rynek jest trudny, co tu dużo mówić. Na poziomie Ekstraklasy pracuje kilku trenerów zagranicznych, zapanował trend na młodych szkoleniowców. Kiedyś musiałeś posiadać licencję UEFA Pro, by pracować w najwyższych klasach rozgrywkowych, teraz wystarczy, że jesteś uczestnikiem kursu. Ja się nie obrażam na rzeczywistość, trzeba godzić się z realiami, stwierdzam po prostu fakt – doświadczonym szkoleniowcom trudniej znaleźć pracę. I tego tematu nie należy sprowadzać tylko do kwestii finansowych. Jako trenerzy w przeważającej większości jesteśmy pracoholikami. Chwila odpoczynku każdemu jest potrzebna, gdy jednak to już nie jest chwila, to zaczyna boleć. Ta robota jest jak narkotyk, po odstawieniu pojawia się głód. Nie możesz sobie znaleźć miejsca.
NIE RÓBMY Z DOŚWIADCZONYCH TRENERÓW GOŚCI BEZ WIEDZY
Młodzi trenerzy za szybko dostają pracę na poziomie Ekstraklasy?
Ja w Ekstraklasie zaczynałem mając 39 lat, też byłem młodym trenerem, to mam powiedzieć, że dla tych, którzy teraz wchodzą do ligi, jest za wcześnie? Tego powiedzieć nie mogę. Natomiast miałem w ostatnich miesiącach więcej czasu, przeanalizowałem sobie jak to wygląda w innych ligach w zestawieniu z Ekstraklasą. Jeszcze przed odejściem Daniela Myśliwca z Widzewa i Marcina Włodarskiego z Zagłębia, w naszej lidze pracowało dziesięciu szkoleniowców, dla których była to pierwsza samodzielna praca na poziomie Ekstraklasy. Licząc z Markiem Papszunem, świetnym szkoleniowcem, ale Raków jest jego jedynym miejscem pracy w Ekstraklasie, i z Goncalo Feio, Portugalczykiem, ale wyszkolonym w Polsce. No to ja drugiej takiej ligi w Europie nie znalazłem.
Może nie ma w tym niczego niewłaściwego?
Ja nie mówię, że jest, mówię, że w Europie doświadczenie u trenerów jest istotne. Oczywiście rozumiem też spojrzenie klubów, rozumiem, że czasem młodszemu trenerowi można zaproponować niższe apanaże, może coś więcej podpowiedzieć, bo dla niego ważna jest szansa, którą dostał, w jej imię zgodzi się na pewne kompromisy…
…a może młodzi szkoleniowcy proponują przede wszystkim inne spojrzenie na piłkę?
Że lepiej radzą sobie z nowinkami technologicznymi? O to chodzi? A to doświadczony trener nie może otoczyć się asystentami, którzy będą mieli to wszystko w małym palcu? Zresztą, nie róbmy z doświadczonych trenerów gości bez wiedzy. Nie mówmy, że doświadczenie to jest wada. Przeciwnie, to atut. Byłeś w kilku szatniach, masz swoje spojrzenie oparte na praktyce, przeszedłeś przez wiele sytuacji, dzięki czemu szybciej podejmiesz trafne decyzje. Tego nie da się kupić. Nie chcę uogólniać, każdy szkoleniowiec ma swój sposób pracy, natomiast czasem te nowinki taktyczne młodych trenerów gubią. Pracujesz z zawodnikami o określonych umiejętnościach, to, co widzisz na ekranie oglądając Ligę Mistrzów, nie zawsze da się przenieść na grunt Ekstraklasy.
Foto Tomasz Folta / PressFocus
SPADEK MNIE NIE INTERESUJE
Przykład Adriana Siemieńca będzie jednak powodował, że inne kluby będą szukały swoich Siemieńców.
Wiem. Co prawda trenera miarodajnie można ocenić po samodzielnej pracy w dwóch czy trzech klubach, natomiast mam wielki szacunek do osiągnięć Adriana. Jakość gry, sukcesy, złamanie stereotypu – a trener właśnie powinien stereotypy łamać – że występów w europejskich pucharach nie da się połączyć ze skutecznością w lidze… Fantastyczna robota! Problem mam jedynie z tym, że u nas poruszamy się od skrajności do skrajności. Albo stawiamy na młodych trenerów, albo na starych, albo na zagranicznych, albo na leworęcznych… Ktoś się potknie, to się go przygniata, skreśla, wyrzuca do kosza, komuś dobrze idzie, to od razu go do reprezentacji. Przerabiałem to, jako debiutant w Ekstraklasie włączyłem się z Koroną do walki o mistrzostwo Polski, też już mnie niektórzy w kadrze widzieli. Ja rozumiem, że świat się zmienił, że dziś jesteś albo wyłącznie dobry, albo wyłącznie zły, że taki obraz też kreują media, natomiast czy to jest zgodne z rzeczywistością – mam wątpliwości.
Długi rozbrat z pracą sprawił, że zgodził się pan podpisać kontrakt z Zagłębiem tylko do końca sezonu?
Jest w tym prawda, ale nie cała. Jej druga część – mam konkretne zadanie do wykonania. Jeśli wykonam je należycie, umowa zostanie przedłużona. Tyle. Nawet nie zaproponowałem podczas rozmów, żeby kontrakt obowiązywał dłużej w przypadku spadku z Ekstraklasy. Bo mnie spadek w ogóle nie interesuje, z mojej perspektywy umowę z Zagłębiem podpisałem na półtora roku.
MUSIMY GROMADZIĆ PUNKTY
Odważne stwierdzenie.
Zadanie jest trudne, ale jestem do niego przygotowany. W kwietniu wchodziłem do Arki, w kwietniu wchodziłem do Wisły Płock. Do Zagłębia wszedłem w marcu, liczba kolejek do zakończenia sezonu jest jednak podobna.
Foto Tomasz Folta / PressFocus
Pana profil trenerski współgra z profilem zawodników Zagłębia, pana styl gry pasuje do stylu piłkarzy z Lubina?
A jaki styl zespół prezentował do tej pory? Przejmowałem drużyny w tragicznej sytuacji w tabeli, myśli pan, że to był dobry moment na grę po ziemi od tyłu? Nawet najlepsze zespoły tracą bramki, rozpoczynając grę w ten sposób, to tym, którym nie idzie, które są zdewastowane mentalnie, jaki może przynieść to skutek? Gra o utrzymanie to jest ciśnienie, to gra o przetrwanie, proszę pana. Nie jesteśmy w środku tabeli, nie mamy komfortu, żeby pozwalać sobie na swobodę. To nie runda jesienna, gdy jedna czy druga strata punktów przychodzi łatwiej, bo końca ligi nie widać. Nie przeczę, Zagłębie posiada zawodników, którzy mają odpowiednie umiejętności, by przykładowo budować akcje od tyłu, ale do tego potrzebny jest też mental. Gdy wyniki nie są dobre, tracisz pewność siebie. Jeszcze nie widziałem trenera, który wchodzi do zespołu mającego problemy i wmawia zawodnikom, że problemy nie istnieją. Musimy zrozumieć, w jakim położeniu znajduje się zespół – my musimy gromadzić punkty, to nie jest czas na przegrane 3:5 po ładnej grze. Musimy zrozumieć, że drużyna poniosła najwięcej, 14, porażek i strzeliła najmniej goli w Ekstraklasie. Trzymajmy się faktów.
KULTURA I ETOS PRACY
To od czego zacząć, gdzie najpierw szukać poprawy?
Organizacja gry, dyscyplina na boisku, mental, komunikacja. Wszystko wymaga poprawy, nie ma jednej rzeczy, od której trzeba zacząć. Nie ma czasu na taką selekcję, do końca ligi zostały dwa miesiące. W poprzednim tygodniu wybraliśmy się na krótkie zgrupowanie. Trochę, żeby poszukać jedności, dyscypliny boiskowej, trochę, żeby oderwać chłopaków od codzienności, zmienić im otoczenie. Kultura, etos pracy, ciśniemy!
Kolejny mecz jest dosyć wymagający – z liderem z Częstochowy.
Dosyć? Raków to automatyzmy, intensywność, jakość piłkarska i konkretny cel – mistrzostwo Polski. Ale my też mamy swój cel. I więcej czasu na pracę, bo przed spotkaniem z Koroną było go bardzo mało. Choć też pojawia się pytanie, w jakiej dyspozycji wrócą zawodnicy ze zgrupowań reprezentacji, a są tacy, którzy w przerwie na kadrę mogą zagrać nawet trzy mecze.
ATRAKCYJNE MIEJSCE PRACY
Spora liczba młodych zawodników w kadrze Zagłębia to atut czy wada w obliczu gry o utrzymanie?
Młodzi piłkarze nie są problemem, to stereotyp. A jak już mówiłem, trenerzy muszą stereotypy przełamywać. Młodzi zawodnicy mogą dać ogień na boisku, odwagę, należy to wykorzystać. Tyle że moją rolą jest sprawić, by w określonych momentach potrafili zachować się też jak rutyniarze, zagrać pod faul, mądrzej podać piłkę, bo czasem takie zachowanie może być decydujące o tym, czy zdobywasz punkty, czy nie zdobywasz. Ja uwielbiam pracę z młodymi piłkarzami. Dziesięciu zawodników Zagłębia pojechało na zgrupowania reprezentacji w różnych kategoriach wiekowych – fantastyczna sprawa. W meczu z Koroną trzech z powołanych zawodników wystąpiło w wyjściowym składzie, czwarty wszedł na boisko, piąty był na ławce. To są znaczące postacie dla Zagłębia. Możliwość prowadzenia młodzieży dla trenera jest wielkim przywilejem, to był jeden z tych elementów, dzięki którym Zagłębie jest dla mnie atrakcyjnym miejscem pracy. Zresztą, proszę sobie prześledzić, niejeden zawodnik debiutował w Ekstraklasie u Ojrzyńskiego. Zanim obowiązywał przepis o młodzieżowcu.
Foto Pawel Andrachiewicz / PressFocus
Po meczu z Koroną konkretnie wypowiedział się pan o grze drużyny, to obecnie rzadko spotykane, raczej trenerzy osłaniają zespół okrągłymi zdaniami.
Ja zawsze chronię zawodników, chyba że ktoś jest leniem. Po meczu z Koroną powiedziałem, co powiedziałem odnośnie choćby posiadania piłki, bo takie były fakty. Czy nie były? Jeszcze raz, zwróćmy uwagę, w jakiej sytuacji w tabeli jest zespół. Oczywiście może mi pan podawać przykłady młodych trenerów, którzy być może dobraliby inaczej słowa, ale który z nich jest w położeniu Zagłębia? Mógłbym powiedzieć, że Zagłębie zdobyło pierwszy punkt przed własną publicznością w 2025 roku, że w sumie to jest fajnie, już widać postęp. I to w niełatwych warunkach, bo jak grasz o utrzymanie, presja z każdym meczem rośnie. Również na własnym stadionie, gdzie poprzeczka jest wyżej zawieszona, trzeba to unieść. Mógłbym to wszystko powiedzieć, tyle że to nie byłaby prawda, nie taki był obraz meczu, nawet jeśli do zwycięstwa zabrakło nam sekund. To nie jest czas na niańczenie, koloryzowanie rzeczywistości, to czas na jasne komunikaty – panowie, idziemy tą drogą, bo ta z meczu z Koroną prowokuje stratę punktów. Trzeba podejść do sprawy po męsku.