Zamieszanie wokół oddania do użytku Stadionu Narodowego spowodowało, że Narodowe Centrum Sportu będzie musiało tworzyć sztuczne wydarzenie, będące wymaganym przez UEFA przetarciem obiektu przed Euro. Na 17 kwietnia zaplanowano hitowe starcie Legii z Sevillą. Czy na pewno hitowe?
Połowa kwietnia wydaje się bardzo niefortunnym terminem, ponieważ sezon w tym czasie będzie zmierzał ku końcowi. Legia będąca ostatnio w kryzysie do samego finiszu szarpać się będzie o mistrzostwo, więc trener Skorża już teraz zapowiedział, że podczas towarzyskiego meczu z Sevillą szansę gry dostaną piłkarze rezerwowi.
– Muszę postępować ostrożnie, bo dla nas najważniejsza jest w tej chwili ekstraklasa. Oczywiście nie odmówiliśmy zaproszenia od organizatorów, bo występ na Narodowym to duży prestiż – mówi trener Legii Maciej Skorża.
Praktycznie pewne jest, że podobnie postąpi Michel Gonzalez, trener hiszpańskiej ekipy. Sevilla zjawi się w polskiej stolicy pomiędzy konfrontacjami ligowymi z Saragossą i Levante, a zważając na fakt, że goście walczą o prawo udziału w europejskich pucharach, kibice raczej nie mają co liczyć na występ największych gwiazd.
Nie ma to chyba jednak żadnego znaczenia, bo NCS obiekt przetestować musi. Szkoda tylko, że będzie to test wymuszony i prowizoryczny. I pomyśleć, że stadion miał być otwarty grubo ponad pół roku temu, a pierwszym meczem na obiekcie miała być wrześniowa potyczka z Niemcami…
Po 110 dniach od meczu o Superpuchar Polski, Górnik Zabrze znów zmierzył się z Lechem Poznań, tym razem rewanżując się za porażkę 1:3. W lipcu mistrz Polski wygrał dzięki dużej intensywności, teraz zapłacił cenę za niewytłumaczalny minimalizm.