Lech Poznań od trzech lat przynosi największy roczny dochód ze wszystkich klubów Ekstraklasy. Cała liga każdego roku przynosi zyski o 11 procent większe w porównaniu do poprzedniego, co jest jednym z najlepszych wyników w Europie. – Ale w liczbach bezwzględnych jesteśmy daleko w tyle. Dogonić Europę moglibyśmy tylko poprzez regularną grę w europejskich pucharach – mówi Jacek Bochenek, dyrektor firmy Deloitte, która przygotowała raport finansowy.
Deloitte to firma doradcza, która już po raz piąty opracowała raport „Piłkarska Liga Finansowa”. Według tego zestawienia polska liga jest coraz bogatsza, ale dla najlepszych klubów europejskich nie stanowi żadnego zagrożenia. Angielska Premiership przynosi od naszej aż 44 razy więcej pieniędzy. Najsłabsza z „wielkiej piątki” Francja (wlicza się tu także Niemcy, Włochy i Hiszpanię) 13 razy więcej. Liderujący pod względem rocznych przychodów na naszym rynku Lech zarobił w minionym roku 61 mln zł. – To wystarcza, żeby liderować na naszym rynku. Dla Europy to niezauważalne. To jak błąd statystyczny – przedstawia sytuację menedżer w dziale konsultingu firmy Deloitte, Grzegorz Sencio.
Ranking polskich klubów oparto na wielkości przychodów pochodzących z działalności sportowej (bez uwzględnienia transferów) podzielonych na trzy kategorie: dzień meczu (m.in. sprzedaż biletów), transmisje meczów, komercyjne (m.in. umowy sponsorskie).
– Lech lideruje od trzech lat. Osiągnął rekordowe przychody od 2006 roku, od kiedy prowadzimy badania. Klub cieszy się ogromną popularnością, którą potrafi kapitalizować. Trzy mecze w Lidze Europejskiej przyniosły 10 mln z tytułu wejściówek. Przychody ze źródeł komercyjnych to 4 mln. W poprzednim raporcie pisaliśmy, że jest szansa na ukonstytuowanie się stałego lidera rankingu tylko w przypadku drużyny regularnie grającej w europejskich pucharach. O ile w poprzednich edycjach Lech bardzo ładnie się pokazał, o tyle tę edycję obejrzy w telewizji. Inne zespoły na ogół grają w eliminacjach, a tego nie nazwałbym grą w pucharach. Drugie Zagłębie Lubin dochód zawdzięcza pieniądzom od sponsora i transmisjom. Legia kibicom i nowemu obiektowi. Czwarta Wisła nieco straciła ze względu na utratę sponsora, którym była firma bukmacherska. Tu kłania się ustawa hazardowa. Największą stratę zanotował GKS Bełchatów. 11 klubów zdołało się poprawić, sześć niestety prosperowało gorzej – opowiada Sencio.
W porównaniu do poprzedniego notowania Lech zwiększył dochody o 20,7 mln zł (51 proc.), a Zagłębie o 12,2 mln (61 proc.). Wzrosty powyżej 4 mln uzyskały Korona, Legia i Widzew. W 2010 r. o 5,8 mln mniej zarobił GKS Bełchatów, o 3 mln Śląsk oraz Wisła.
Na tle Europy liga ma 11-procentowy wzrost. Widzimy wyraźny wzrost w kategorii „dzień meczu”. Z 31 do 60 mln. To ze względu na budowę nowych stadionów, na które przychodzi więcej kibiców.
– W ligach wielkiej piątki wzrosty mają siłę rzędu 4-6 proc. Nasz wzrost jest imponujący. W liczbach bezwzględnych to jednak liczba znikoma. Przychody Premiership są 44 razy większe, chociaż jej widownia jest większa tylko siedem razy. Francuska Ligue 1 zarabia więcej 13 razy. Tak naprawdę nie dość, że ich nie gonimy, a cały czas nam uciekają. W horyzoncie kilkuletnim to katastrofa. Real Madryt potrzebuje dwóch miesięcy, żeby zarobić tyle ile wszystkie nasze kluby razem przez cały rok. Jeśli nie będziemy grali w europejskich pucharach nie będziemy w stanie dogonić Europy. Tylko to może nas przybliżyć, już nie do tej wielkiej piątki, ale chociaż do średniaków. Celem większości naszych klubów jest mistrzostwo Polski. Brakuje myślenia jak to mistrzostwo skapitalizować poprzez udział w pucharach. Liga austriacka jest jedną z najmniejszych w Europie, a przynosi dochody kilkakrotnie większe niż Ekstraklasa. Gra w pucharach to jednak tylko pierwszy ruch wielkiego koła zamachowego umożliwiającego zarabianie na otoczce piłki. U nas ta gra jest celem samym w sobie. Dla wielkich klubów to tylko środek – tłumaczy dyrektor Bochenek.
Wyniki raportu Deloitte wskazują, że najistotniejszą kategorią przychodów pozostają wpływy komercyjne, które po wzroście w 2010 r. o 11 mln zł stanowiły 45 proc. łącznych przychodów klubów Ekstraklasy. Na stałym poziomie pozostały wpływy ze sprzedaży praw transmisji do meczów, odpowiadające za 35 proc. wpływów. Największy wzrost przychodów odnotowały kluby w kategorii przychodów z dnia meczu, które zostały podwojone. Tym samym ich udział w rocznych przychodach (to zasługa nowych i większych stadionów) zwiększył się z 12 do 20 proc.
– W Europie jest stosowany wskaźnik, który przedstawia ile kluby wydają w stosunku do tego ile potrafią zarabiać. Wynagrodzenia nie powinny stanowić więcej niż 60 procent. Ten poziom uznajemy za bezpieczny. U nas większość klubów ma ten wskaźnik powyżej 80 procent. Niektóre mają nawet powyżej100 procent. Na przykład Widzew nie zmniejszył wydatków, kiedy spadły mu przychody. Jest kilka klubów mających racjonalny poziom tego wskaźnika. Mistrz Polski zszedł poniżej 50 proc., co osiąga poziom średniego klubu Bundesligi. Najbardziej oszczędni pod tym względem są Niemcy. Płacą piłkarzom bardzo dużo, ale kluby bardzo dużo też zarabiają. Od nas hojniejsi są tylko Włosi. U nich jednak wydatki jakoś tłumaczy wynik sportowy. U nas tych wyników brakuje – wyjaśnia Grzegorz Sencio. Wskaźnik przekroczył 100 proc. w dwóch klubach: Polonii Warszawa (161 proc.) oraz Widzewie (163 proc.).
– W obecnym kształcie Ekstraklasa jest produktem stosunkowo zamkniętym, dostępnym przede wszystkim dla osób obecnych na stadionach, oglądających ją w kodowanej telewizji. W takich krajach jak Anglia, gdzie ligę koduje stacja SkySports traktowanie rozgrywek jako kategorię Premium jest uzasadnione, bo to produkt ze wszech miar na najwyższym poziomie. U nas traktuje się ligę jako produkt Premium, a jej poziom tego nie uzasadnia. Otwarcie się na inne media spowoduje zwiększenie atrakcyjności futbolu dla sponsorów, a co za tym idzie zwiększenie przychodów klubów. W Polsce ilość pieniędzy z transmisji pozostaje na niemal niezmienionym poziomie przez to, że produkt dostępny jest dla niewielkiej grupy osób. To w tej chwili najważniejsza bariera wzrostu – kończy Jacek Bochenek. Cały raport „Piłkarska Liga Finansowa” można od środy znaleźć na stronie www.deloitte.com/pl.
Ofensywny pomocnik odejdzie z Rakowa? Obserwują go cztery kluby
Lamine Diaby-Fadiga świetnie odnalazł się pod Jasną Górą. Bardzo dobra dyspozycja 25-latka nie umknęła uwadze zagranicznych klubów, które monitorują jego sytuację.