Valencia była bardzo nieskuteczna w stolicy Andaluzji i skomplikowała sobie walkę o finał Ligi Europy. W pierwszym meczu półfinałowym Nietoperze przegrały z Sevillą 0:2. Rewanż za tydzień w Walencji.
Gospodarze od początku stwarzali sobie groźniejsze sytuacje, ale pewnym punktem Valencii był Vicente Guaita. Inna sprawa, że piłkarze Unaia Emery’ego mieli rozregulowane celowniki. W 33. minucie na pomoc Sevilli przyszedł sędzia liniowy, który nie pokazał ewidentnego spalonego.
Dośrodkowanie z rzutu wolnego Ivana Rakiticia przedłużył Daniel Carrico, a Stephane Mbia znajdował się dwa metry za linią obrony. Arbitrzy tego jednak nie zauważyli, co Kameruńczyk skrzętnie wykorzystał, umieszczając futbolówkę w bramce.
Nie minęły trzy minuty, a gospodarze prowadzili już 2:0. Tym razem wszystko odbyło się zgodnie z przepisami – Vitolo fenomenalnie zagrał do Carlosa Bakki, a ten wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem.
W drugiej części Valencia się otrząsnęła i miała kilka dogodnych okazji. Pan Damir Skomina znów się mylił – powinien podyktować dwa rzuty karne, dla każdej ze stron, ale tego nie zrobił i wynik już się nie zmienił.
Valencia w ćwierćfinale rozgrywek udowodniła, że potrafi odrabiać straty, dlatego o emocje w rewanżu powinniśmy być spokojni. Zespół Juana Antonio Pizziego w pierwszym meczu ćwierćfinałowym przegrał z FC Basel 0:3, a w rewanżu pokonał rywali 5:0 po dogrywce.
W następnej edycji Ligi Europy udział weźmie drużyna z drugiej ligi portugalskiej. Podobne sytuacje zdarzają się bardzo rzadko, zwłaszcza współcześnie.
Emery po raz piąty, Cash po raz pierwszy! Cud w Stambule się nie zdarzył
Unai Emery prawdziwie jest specjalistą od wygrywania finałów Ligi Europy. Zrobił to już po raz piąty, a prowadzona przez niego Aston Villa, na oczach księcia Williama, po 44 latach znów wniosła europejski puchar. Dołożył do tego cegiełkę i Matty Cash, choć gwiazdą finału reprezentant Polski nie był.