Reprezentacja Polski została ostatnim finalistą EURO 2024. Radość po awansie jest duża, ale zaczynają pojawiać się pierwsze obawy, co na ME osiągniemy z taką grą. Zdaniem byłego reprezentanta, Kamila Kosowskiego, paradoksalnie bardzo dobrze się składa, że biało-czerwoni trafili do grupy śmierci.
Polacy rywalizować będą w grupie D, gdzie naszymi przeciwnikami będą Austria, Francja i Holandia. Na papierze zdajemy się być najsłabszym zespołem w tej grupie, co powoduje, że do Niemiec wybieramy się jak na ścięcie. Kamil Kosowski, w rozmowie z tvpsport.pl podkreśla jednak, że fakt, że Polacy stoją na straconej pozycji, może okazać się…pomocny.
– Nie ma sensu się czarować – w tym momencie jedziemy tam jako najsłabsza drużyna w naszej grupie. Lubię jednak powiedzenie Leo Beenhakkera, że brak szansy też jest szansą. Musimy podejść do tego racjonalnie – uważa 67-krotny reprezentant Polski.
– Powody do narzekania też będą, ale trzeba pamiętać, że nie lubimy grać z rolą faworyta, dlatego pozycja z którą podejdziemy do mistrzostw Europy, wcale nie musi okazać się dla nas taka zła – dodaje.