Konsternacja. Które oblicze reprezentacji jest prawdziwe?
Pytanie które oblicze reprezentacji Polski jest prawdziwe? To z piątku przeciw Holandii, która nas uwiodło, czy to z poniedziałku, z koszmarnego meczu na Malcie, które nas przestraszyło?
A może oba? Może wciąż nie wolno przyzwyczajać się nam do myśli o stabilizacji i powinniśmy ciągle, czujnie i trwożnie spodziewać się zarówno najlepszego, jak i najgorszego? Ci, którzy uwierzyli, że będzie już tylko lepiej, w poniedziałkowy wieczór poczuli się oszukani. Ten piłkarski wieczór był koszmarkiem, a futbol w naszym wykonaniu, zwłaszcza w defensywie, momentami ocierał się o farsę. Cud, że przepchnęliśmy wynik i zdobyliśmy trzy punkty, ale czy na nie w pełni zasłużyliśmy – można dyskutować.
W środę ukaże się najświeższe wydanie tygodnika „Piłka Nożna” z „postępową” okładką. Do druku oddaliśmy je w niedzielę, z optymizmem patrząc w przyszłość. Naprawdę uwierzyliśmy (i w sumie wciąż wierzymy), że drużyna zrobiła postęp, a występ na Narodowym nie był przypadkiem, tylko konsekwencją kilkumiesięcznej pracy Jana Urbana; sumą właściwej selekcji, taktyki, rozłożenia akcentów, odwagi w pomysłach i jakości w ich realizacji. Tak marnej postawy biało-czerwonych ledwie trzy dni później nie spodziewaliśmy się. Nie takiej dysharmonii, nie takiego beztroskiego roztrwonienia kapitału zbudowanego w piątek. Nie z Maltą.
Osobiście jest mi teraz wręcz głupio, bo napisałem w tygodniku, że to właśnie mecz z Holandią należy traktować jako miernik naszych możliwości, a spotkanie w Ta’ Qali (którego przebiegu przecież nie znałem) nie może być, tu cytat: „miarodajnym sprawdzianem przed udziałem w barażu, a później ewentualnie turnieju rangi World Cup, gdzie Maltańczyków nigdy nie było i nie będzie, o ile FIFA nie powiększy liczby uczestników mundialu do 96. Dlatego więc właśnie to, co działo się w piątek na murawie Narodowego należało analizować pod kątem marcowych play-offów…”.
No właśnie. To nie była arogancja, lecz trzeźwy – jak mi się wydawało – osąd rzeczywistości. Tymczasem dziś zastanawiam się w czym my, tego konkretnego dnia, byliśmy rzeczywiście lepsi od Maltańczyków, skoro to ambitni wyspiarze oddali choćby więcej celnych strzałów, również więcej z samego pola karnego, którzy wbili nam dwa gole, nacierali do końca i pozbawili kontroli nad meczem? Dopisało nam nieco szczęście zamieniające rykoszety na asystę i gola, mieliśmy pewnie mimo wszystko więcej indywidualnej jakości, choć tego dnia mocno zakamuflowanej, ale poczucie zawodu i rozczarowanie musi towarzyszyć kibicom, nawet jeśli ostatecznie wynik się zgadza.
Można mówić o murawie (zawsze jest taka sama dla obu drużyn), można o zmęczeniu meczem z Holandią (Maltańczycy grali, w dodatku odnosząc zwycięstwo, w Helsinkach), można szukać różnych tłumaczeń, ale tak naprawdę nie warto. Dariusz Szpakowski w studiu TVP stwierdził, że należy wciągnąć wnioski i zapomnieć o tym meczu, wygumkować go z pamięci. Nie robiłbym tego. Ten mecz powinien właśnie zostać z tyłu głowy każdemu. Te niezrozumiałe błędy indywidualne (nie tylko Kiwiora, choć jego były najjaskrawsze), czasem układające się w całe sekwencje pomyłek (Zieliński, Slisz, Kiwior – przy akcji zakończonej rzutem karnym dla przeciwnika), ten niedopuszczalny brak koncentracji, dziwna nonszalancja, pasywność, brak śladowej choćby agresji, te żółte kartki Wiśniewskiego i Zalewskiego (zwłaszcza!), ten brak podjęcia właściwego pressingu, te daremne próby rozklepania zmasowanej defensywy reprezentantów kraju położonego na wyspie liczącej pół miliona mieszkańców, te niefunkcjonujące najprostsze elementy piłkarskiego rzemiosła, ta nerwówka w końcówce meczu, a właściwie to przez jego większość, ta gra w ostatnich minutach na przetrwanie…
Prawda jest brutalna – nie wolno nam poczuć się komfortowo ani przez moment, a każda chwila, kiedy zawodnicy poczują, że jest całkiem nieźle, może okazać się zgubna. Przekonali się, że nawet na Maltę nie można wyjść z nastawieniem na zasadzie „jakoś to będzie”, a przygotowani mentalnie do meczu powiedzmy na 90 procent (w przypadku poniedziałkowego starcia to chyba założenie optymistyczne), jesteśmy w stanie z rywalem dużo niżej notowanym zagrać zły mecz i nawet go przegrać, choć tym razem fortuna była przy nas. Inna rzecz, że szczęściu trzeba pomóc, a Zieliński akurat pomógł. Niemniej wnioski rzeczywiście do wyciągnięcia, ale o wygumkowaniu z pamięci nie ma mowy. Niech to będzie pouczająca lekcja dla każdego.
Zapytam tylko co reprezentacji dają tacy jak Grosicki,Kapustka, Wszołek, Drągowski.Ich kluby zagraniczne pozbyły się albo jak Drągowskiego pozbywają. To czterech z jedenastu wśród których jest drugoligowy ligi włoskiej Wiśniewski oraz Kiwior któremu specjalnie nie chce się grać co widzieliśmy.To razem pięciu piłkarzy którzy byli słabsi od rywali z Malty. Kto ich wybrał i dlaczego, czy nie mamy młodszych którzy na dziś są od wymienionych lepsi , są tacy u Probierza ale nie tylko.Przy nich taki Kiwior to leniwy i zdegustowany powołaniami.
Robert Lewandowski: Nie jestem zakładnikiem wieku [WYWIAD]
Chyba już nikt nigdy nie przebije najlepszego obecnie futbolisty Polski w liczbie tytułów Piłkarza Roku. Od 2011 roku, gdy Robert Lewandowski, po raz pierwszy wygrał plebiscyt „PN” właśnie w tej kategorii, tylko dwukrotnie ustąpił miejsca komuś innemu.
Losowanie Ligi Narodów 2026. Z kim może zagrać reprezentacja Polski?
Już jesienią zostanie rozegrana kolejna edycja Ligi Narodów. W piątek 13 lutego odbędzie się losowanie fazy grupowej międzynarodowych rozgrywek. Z kim może zagrać reprezentacja Polski w Dywizji B?
Polak trafił przeciwko Liverpoolowi! Piękny gol [WIDEO]
Żylina pokonała Liverpool 2:1 w meczu 1/16 finału tegorocznej edycji młodzieżowej Ligi Mistrzów. Gola na 1:1 zdobył Fabian Bzdyl, który pięknym strzałem pokonał bramkarza Kornela Miściura.
Prawda jest po środku
Konsternacja tylko u pismakow szukajacych klikow.
Zapytam tylko co reprezentacji dają tacy jak Grosicki,Kapustka, Wszołek, Drągowski.Ich kluby zagraniczne pozbyły się albo jak Drągowskiego pozbywają. To czterech z jedenastu wśród których jest drugoligowy ligi włoskiej Wiśniewski oraz Kiwior któremu specjalnie nie chce się grać co widzieliśmy.To razem pięciu piłkarzy którzy byli słabsi od rywali z Malty. Kto ich wybrał i dlaczego, czy nie mamy młodszych którzy na dziś są od wymienionych lepsi , są tacy u Probierza ale nie tylko.Przy nich taki Kiwior to leniwy i zdegustowany powołaniami.