Gdyby ktoś nie oglądał w sobotę meczu Borussii z Bayernem i rzucił okiem tylko na wynik na livescore, mógłby dojść do wniosku, że goście po gospodarzach się po prostu przespacerowali. Oczywiście jest to nieprawda. – Rozmiar tej porażki całkowicie mnie nie interesuje. Do stanu 1:0 mieliśmy swoje wielkie okazje do zdobycia gola – mówił po spotkaniu Juergen Klopp.
Przed meczem wszyscy zastanawialiśmy się, jak w środku defensywy poradzi sobie para Friedrich – Sokratis, czy na wyżyny możliwości będzie potrafił się wspiąć Grosskreutz, czy ciężar gatunkowy meczu udźwignie młodziutki i niedoświadczony Durm. Po zakończonym wynikiem 0:3 spotkaniu okazało się jednak, że to nie linia defensywna jest winna tak wysokiej porażki. O wiele więcej za uszami mają bowiem piłkarze formacji ofensywnej.
– Do stanu 1:0 mieliśmy swoje wielkie okazje do zdobycia gola, później mieliśmy także znakomitą sytuację do wyrównania stanu spotkania. Jeśli chce się w ogóle jeszcze myśleć o poprawie rezultatu, takie szanse trzeba wykorzystywać w takim meczu – mówił na konferencji prasowej wyraźnie niepocieszony „Kloppo”. Przypomnijmy, że jeszcze w pierwszej połowie meczu stuprocentową okazję zmarnował Robert Lewandowski, później dwie fantastyczne okazje miał Marco Reus. Nic dziwnego, że Klopp po meczu był zły na swoich podopiecznych.
– Jesteśmy zadowoleni, bo wygraliśmy z drużyną, która gra najlepiej na świecie z kontrataku. Gdybyśmy pozwolili swobodnie grać takim piłkarzom, jak Błaszczykowski, Reus czy Mchitarjan, nie potrafilibyśmy ich później zatrzymać – mówił natomiast po meczu Guardiola. Hiszpan na pewno zdawał sobie sprawę, że gdyby Borussii udało się zdobyć choć jedną bramkę przy stanie 0:0, mecz mógł potoczyć się zupełnie inaczej. Szukając więc po stronie BVB winnych tej porażki, o wiele większą uwagę w tych poszukiwaniach należy zwrócić na ofensywnych pomocników i napastników, a szczególnie na Reusa i Lewego…
Obrońcy bowiem – jakkolwiek by to nie zabrzmiało – zagrali całkiem solidnie. Oczywiście wynikało to również z faktu, że byli wspomagani niemal przez cały zespół. Trzeba jednak oddać, że Kevin Grosskreutz oraz Sokratis zaliczyli bardzo udane zawody. Elektryczny był Friedrich, ale i on miał na koncie kilka udanych interwencji. Dość niezauważenie przez mecz przemknął młody Durm. On miał szczęście, że nie był zdolny do gry Franck Ribery. Wówczas nie tylko stroną Grosskreutza sunęłyby takie ataki, jak w wykonaniu szalonego Robbena.
Teraz przed Kloppem zadanie arcytrudne. Szkoleniowiec BVB musi pozbierać rozproszkowaną Borussię w jeden kawałek, bo przecież już w najbliższy wtorek na Signal Iduna Park zjawi się SSC Napoli. Będzie to kolejny mecz z serii o wszystko. Walka o tytuł mistrzowski jest już w zasadzie przegrana, ale szanse na awans z grupy LM wciąż są realne. Wystarczy tylko wygrać z Napoli i przypieczętować promocję do fazy pucharowej wygraną z Marsylią. We wtorek łatwo jednak nie będzie na pewno.