Na ławce trenerskiej w ekstraklasie zasiadał już 300 razy. Po zwolnieniu z Polonii wydawało się, że jest bezrobotny… – Wciąż jestem trenerem! – grzmi jednak Bogusław Kaczmarek w rozmowie z PilkaNozna.pl.
– W Polsce nastała moda na trenerów zagranicznych. Żyjemy w Europie, w której jest wolny rynek pracy dla lekarza, nauczyciela, czy inżyniera, dlaczego więc inaczej miałoby być w przypadku trenera? Trzeba jednak pamiętać, że polscy szkoleniowcy w niczym nie ustępują tym z zagranicy – uważa Kaczmarek, który w latach 2006-2008 był asystentem ówczesnego selekcjonera reprezentacji Polski, Leo Beenhakkera.
– Swoje w zawodzie przeżyłem, jeździłem po całej Europie, podpatrywałem najlepszych, dlatego też żadnych kompleksów nie mam – tłumaczy.
Po zwolnieniu Jana Urbana, w Zagłębiu Lubin został jednak zatrudniony obcokrajowiec – Pavel Hapal, a pan – Polak – wciąż jest bezrobotny…
Ale ja nie jestem bezrobotny! Nadal przecież jestem trenerem, bo nim jest się całe życie. W zawodzie wyznaję taką zasadę pedagogiczną: pokaż mi swoich uczniów, to powiem ci, jakim nauczycielem jesteś. Może nie zabrzmi to skromnie, ale w mojej karierze wychowałem kilku dobrych uczniów. Poza tym nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa. Wszedłem już jednak w taki wiek, że niczego nie muszę robić na siłę. Jeżeli dostanę jakąś ciekawą propozycję pracy, to na pewną ją rozważę. Te, które pojawiały się ostatnio, nie zaspokajały moich ambicji.
Rozumiem więc, że oczekuje pan ofert z wysokiej półki. Wisła?
Mówimy o niczym. Ostatnio z tego klubu żadnych propozycji nie było, choć nie ukrywam, że byłaby to ciekawa opcja. Gdy pracowałem w Łęcznej, owszem, Wisła się po mnie zgłosiła. W klubie z Reymonta miałem być szefem wyszkolenia i skautingu. W tym czasie obowiązywał mnie kontrakt z Górnikiem, dlatego nie wypadało, abym odchodził. Tym bardziej, że mieliśmy za sobą bardzo udaną rundę, co budziło moje nadzieje na przyszłość. Niestety, w kolejnej części sezonu popełniłem kilka błędów i wyszło jak wyszło. Kto wie, może powinienem skorzystać z okazji i pójść do Wisły…
Stanowisko selekcjonera reprezentacji Polski?
Nie posiadam takich ambicji. Mam 61 lat i uważam jest to praca dla człowieka młodszego ode mnie. Po odejściu Leo Beenhakkera miałem nadzieję, że zastąpi go Dariusz Dziekanowski, ja natomiast mógłbym mu ewentualnie asystować.
Wraca pan czasem myślami do Polonii Warszawa? Jak wspomina pan swoją pracę w tym klubie?
Na pewno nie mam czego się wstydzić. To przecież ja byłem architektem sprowadzenia na Konwiktorską Łukasza Trałki, Adriana Mierzejewskiego czy Pawła Wszołka. Stworzyłem naprawdę ciekawą drużynę, ale zwolniono mnie po trzech ligowych zwycięstwach i jednym remisie. Nie chciałbym jednak do tego wracać. Za kadencji Theo Bosa, mimo że byłem na drugim planie, czułem się potrzebny, choćby dlatego, że świetnie znałem ligę, klub i język.
Dlaczego więc mając u swojego boku takiego eksperta jak pan, Holender został tak szybko zwolniony?
Bo nie spodziewał się, że w Polsce jest aż tak sroga zima i że na Konwiktorskiej nie ma boiska treningowego. Przypomnę tylko, że wszystko wyglądało dobrze podczas zgrupowań w Turcji i w Hiszpanii. Wygraliśmy wówczas choćby z Zenitem Sankt Petersburg mającym w składzie takich zawodników, jak Alexandr Kierżakow, Danny, Bruno Alves czy Fernando Meira. To nie był przypadek. Po powrocie do Warszawy mocno dała nam się we znaki zima. Przed meczem z Zagłębiem 9-10 graczy było chorych. Wystąpiliśmy wówczas do PZPN-u z prośbą o przełożenie meczu, niestety bez powodzenia. Spotkanie zakończyło się naszą porażką i zwolnieniami. Szkoda, bo z piłkarzami Polonii miałem bardzo dobry kontakt i ciekawe plany związane z indywidualnymi treningami Michała Gliwy, Łukasza Teodorczyka, Wszołka…
Ma pan żal do właściciela „Czarnych Koszul”, Józefa Wojciechowskiego?
Theo Bos miał tę przewagę, że z góry wziął pieniądze i od początku do końca dyktował warunki. Holender nie pozwolił sobie, żeby Wojciechowski wszedł mu z butami na boisko i dlatego trener musiał odejść. A że zgarnął pieniądze… Zachował się, jak się zachował. Spakował się i wyjechał. Ja natomiast byłem członkiem tego sztabu szkoleniowego, dlatego także odszedłem, chociaż byłem święcie przekonany, że drużyna grała dobrze, jak nie bardzo dobrze. A oceniam to na podstawie tego, co widziałem podczas zgrupowania w Hiszpanii. Nie mam jednak do nikogo żalu. W piłce nie należy rozpamiętywać tego co było.
Gdyby więc w przyszłości ponownie pojawiła się dla pana oferta pracy w Polonii Warszawa, przyjąłby ją pan?
Mam swoje przemyślenia na temat decyzji prezesa Wojciechowskiego, ale na pewno nie chowam żadnej urazy. Nigdy nie mówię nigdy.
Rozmawiał Szymon Bartnicki Piłka Nożna fot. Zbigniew Luchciński / ksppolonia.pl
Lechia Gdańsk objęła prowadzenie w 20. minucie spotkania z Cracovią Po strzale Rifeta Kapicia piłka odbiła się od Oskara Wójcika, co zaskoczyło Sebastiana Madejskiego.