Sensacyjnym wynikiem zakończył się wtorkowy mecz towarzyski w Madrycie. O ile zwycięstwo Hiszpanii nad Argentyną nie szokuje, o tyle zdumienie wywołać może fakt, iż Europejczycy pokonali wicemistrzów świata aż 6:1.
Niezwykłą skutecznością popisali się dziś gospodarze meczu. Każdy celny strzał Hiszpanów kończył się tego dnia golem i nie miało znaczenia czy w bramce Argentyńczyków stał Sergio Romero, czy Wilfredo Caballero.
Kanonadę na Estadio Wanda Metropolitano w Madrycie rozpoczął Diego Costa, który wykorzystał dogranie Marco Assensio. Ten sam zawodnik asystował w 27. minucie przy trafieniu Isco. Jeszcze przed przerwą goście zdobyli kontaktową bramkę, gdy po dośrodkowaniu Evera Banegi z rzutu rożnego gola głową strzelił Nicolas Otamendi.
Po przerwie dominowali już jednak gospodarze. Najpierw po podaniu Iago Aspasa Isco wykończył kontrę Hiszpanów, a chwilę potem na 4:1 podwyższył Thiago Alcantara. W 74. minucie asystę zaliczył nawet David De Gea. Po jego długim wybiciu sam na sam z Caballero wyszedł Aspas i wygrał ten pojedynek. Za moment po akcji z Aspasem hat-tricka skompletował Isco.
Po raz pierwszy w historii więc Hiszpanie strzelili aż sześć goli drużynie, która kiedykolwiek została mistrzem świata. Porażka 1:6 jest zaś najwyższą w historii reprezentacji Argentyny.
Wśród przegranych zabrakło tym razem Lionela Messiego, który ze względu na przeciążenie mięśni odpoczywał. U Hiszpanów zadebiutował za to Marcos Alonso. Poszedł więc w ślady ojca i dziadka, którzy również grali w reprezentacji Hiszpanii.
Gianni Infantino znalazł sojusznika. Niedawno był przez niego krytykowany
Prezydent Azjatyckiej Konfederacji Piłkarskiej (AFC), szejk Salman bin Ibrahim Al Khalifa, zamierza poprzeć Gianniego Infantino, aktualnego szefa FIFA, w jego staraniach o kolejną kadencję.