Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Drużyna Roku 2025- Lech Poznań
Wiosna stanowiła dla wszystkich związanych z Kolejorzem spore wyzwanie na płaszczyźnie emocjonalnej. Również podczas jesieni nie wszystko funkcjonowało idealnie. Lech w trakcie minionych 12 miesięcy często musiał biec pod wiatr, jednak linię mety przekroczył uśmiechnięty.
Tytuł kosztował bardzo wiele. Nie chodzi tylko o wydatki na stworzenie i utrzymanie mistrzowskiej kadry, ale też o huśtawkę nastrojów towarzyszącą zmaganiom z Rakowem. Kiedy w drugiej połowie marca zespół Nielsa Frederiksena przegrał dwa mecze z rzędu i tracił do rywala z Częstochowy już pięć punktów, przy Bułgarskiej zagościło zwątpienie.
1,76
wyniosła średnia punktów na mecz Lecha Poznań we wszystkich rozgrywkach w 2025 roku.
W poznańskich gabinetach panowała irytacja, bowiem tabela nie odzwierciedlała przekonania, że w kluczowych aspektach to Lech jest najmocniejszy w Ekstraklasie. Frustrację zdołano jednak przekuć w mobilizację: zgromadzenie na długim finiszu 20 z 24 możliwych punktów dało dziewiąty tytuł w historii klubu. Oraz gigantyczne poczucie ulgi.
TEN SAM ROK, RÓŻNE STOPNIE TRUDNOŚCI
Kwestia, która najbardziej przeszkadzała Frederiksenowi w pracy podczas pierwszego półrocza, okazała się dużym utrudnieniem również w kolejnych miesiącach. Różnica polegała na tym, że Lech mógł zareagować na letnią plagę poważnych kontuzji, będących w pewnym stopniu skutkiem ubocznym mistrzowskiego wyścigu. Co prawda poza Luisem Palmą żaden z piłkarzy sprowadzonych w połowie roku nie wywołał zbiorowej fascynacji, jednak zawodnicy tacy jak Pablo Rodriguez, Leo Bengtsson czy Taofeek Ismaheel przyczynili się do tego, że ocena jesieni Kolejorza jest wyższa niż przeciętna.
Luis Palma z miejsca stał się gwiazdą. Reprezentant Hondurasu nie potrzebował tygodni na aklimatyzację w Poznaniu (foto: Paweł Jaskółka / PressFocus)
Druga połowa roku stanowiła dla mistrzów Polski wyzwanie zupełnie innego kalibru – w ciągu pięciu miesięcy Lech rozegrał zaledwie o trzy spotkania mniej niż w całym poprzednim sezonie.
Trudności, wynikające choćby z braku czasu na zgrywanie drużyny, bywały aż nadto widoczne: o ile niepowodzenia przeciwko Crvenej Zvezdzie, Genk oraz Rayo Vallecano dało się uzasadnić różnicą w jakości, o tyle porażki na Gibraltarze czy w Gdyni istotnie zachwiały zespołem Frederiksena. Statek dowodzony przez duńskiego kapitana przetrwał jednak sztormy i wypłynął na spokojniejsze wody.
Z WIDOKIEM NA KONTYNUACJĘ
W stolicy Wielkopolski wyznaczono trzy cele na rundę jesienną. Ósma pozycja w ligowej tabeli sugeruje fiasko w kontekście podstawowego zadania, jednak cztery punkty straty do lidera (przy zaległym spotkaniu) oznaczają, że Kolejorz zachowuje realne szanse na obronę tytułu. Jest w ćwierćfinale STS Pucharu Polski, co stanowi progres względem rozgrywek 2024-25. Spełniona została także europejska misja, jako że Lech pozostanie na arenie międzynarodowej przynajmniej do lutego. Poznański zespół znajduje się zatem w miejscu, które daje powody do myślenia o kolejnym udanym sezonie.
Mikael Ishak, Bartosz Mrozek, Joel Pereira, Antonio Milić, Antoni Kozubal, Filip Jagiełło – na tych fundamentach Drużyna Roku opierała się przez 12 miesięcy. Nie byłoby jednak czwartego w historii wyróżnienia w Plebiscycie „Piłki Nożnej”, gdyby w maju 2024 przy Bułgarskiej nie dokonano trafnego wyboru kluczowej postaci projektu.
Frederiksen okazał się szkoleniowcem potrafiącym znaleźć złoty środek między konsekwencją a wprowadzaniem służących zespołowi innowacji. Dużą sztuką jest niedopuszczanie do skrajności: w trakcie kadencji Duńczyka przytrafiają się gorsze momenty, Lech nie przekracza jednak granicy głębszego kryzysu.
Cenny poligon doświadczalny. Tak Lechia może wyglądać w przyszłym sezonie
W kontekście walki o utrzymanie w PKO BP Ekstraklasie nieobecność Tomasa Bobcka w meczu z Motorem Lublin to fatalna wiadomość dla Lechii Gdańsk. W długoterminowej perspektywie brak słowackiego napastnika może być jednak dla biało-zielonych cennym poligonem doświadczalnym.
Tabela Ekstraklasy po sobotnich meczach. Widzew wyskoczył ze strefy spadkowej
Sobotnie mecze 21. kolejki PKO BP Ekstraklasa dobiegły końca. Jagiellonia nieznacznie powiększa przewagę nad Wisłą Płock, jednak nie ma zbyt wielkich zmian w notowaniu.