Choć w ostatnim meczu barażowym Portugalia rozbiła Bośnię aż 6:2, ekipa z Bałkanów nie zasłużyła na tak wysoki wymiar kary. W pewnym momencie Bośniacy byli o krok od dogonienia Seleccao.
Przed wtorkowym meczem rewanżowym ani bukmacherzy, ani dziennikarze nie dawali reprezentacji Bośni i Hercegowiny większych szans na osiągnięcie korzystnego wyniku dającego awans do Euro 2012. Wprawdzie w Zenicy przed czterema dniami padł bezbramkowy remis, ale okoliczności (chociażby fatalny stan murawy) nakazywały sądzić, że na stadionie Światła w Lizbonie Selecção Bośniaków rozjedzie bez najmniejszych problemów.
I rzeczywiście, już w pierwszych minutach Portugalczycy zepchnęli Bośniaków do głębokiej defensywy. Ekipa z Bałkanów, której głównym atutem była właśnie gra obronna, gola straciła jednak już osiem minut po pierwszym gwizdku. Bramkę zdobył Cristiano Ronaldo. Gdy Nani podwyższył wynik na 2:0 wydawało się, że było po meczu. Nic z tego – tuż przed przerwą gola kontaktowego zdobył z rzutu karnego Zvjezdan Misimović.
Bośniacy gonili Portugalczyków aż do 65. minuty, jednak gol na 2:3 autorstwa Spahicia był ostatnim, jaki udało się zdobyć Bośniakom w wyjazdowym meczu. Później do głosu doszli gospodarze, którzy urządzili sobie prawdziwy strzelecki festiwal. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 6:2.
Portugalia jest więc ostatnią ekipą, która uzyskała awans na Euro 2012.
Gianni Infantino znalazł sojusznika. Niedawno był przez niego krytykowany
Prezydent Azjatyckiej Konfederacji Piłkarskiej (AFC), szejk Salman bin Ibrahim Al Khalifa, zamierza poprzeć Gianniego Infantino, aktualnego szefa FIFA, w jego staraniach o kolejną kadencję.