Mieli być Brazylią Europy i są – przestali grać pięknie, grają na wynik. Zawsze mieli jedną wielką gwiazdę w szeregach, i nic się nie zmieniło. Jedni mówią, że tak słabej Portugalii nie widzieli od lat, inni – że w końcu jest to drużyna dojrzała.
– Czasami gramy ładny, przyjemny dla oka futbol, a czasami nie. Ale nie dbamy o to. Robimy to, co powinniśmy robić w mojej ocenie – mówi trener Fernando Santos. Człowiek, który nie ma w sobie nic z romantyka, a raczej przypomina solidnego, zaprogramowanego na rzetelną robotę, jak przystało na posiadacza dyplomu z inżynierii elektrycznej i telekomunikacyjnej, fachurę.
Portugalczycy we Francji mieli kilka rzeczy, które pozwoliły im osiągnąć sukces. Po pierwsze – Cristiano Ronaldo pozbierał się po ciężkim sezonie i choć nie błyszczał aż tak, jak potrafi, to był liderem drużyny w ciężkich chwilach. Po drugie – wykreowali Renato Sanchesa, nową gwiazdkę, piłkarza, który miał wystarczające papiery na to, by od czasu do czasu, choćby w meczu z Polską, odciążyć CR7, a dodatkowo jeszcze w porę obudził się Nani, na którym już stawiano krzyżyk i w kwalifikacjach był znacznie mniej efektywny niż w samych finałach. Po trzecie – ławka, która stanowiła wartość dodaną, a wejścia na boisko Joao Moutinho czy Ricardo Quaresmy wzmacniały zespół w krytycznych momentach, zaś bogactwo środkowych obrońców pozwalało skonstruować w czasie mistrzostw przynajmniej trzy zestawy stoperów, więc brak Pepe w półfinale nie osłabił drużyny. Po czwarte – Portugalia miała szczęście, awansując do półfinału bez jednego zwycięstwa w regulaminowym czasie, a wcześniej nie wygrywając niezbyt trudnej grupy, co automatycznie przekierowało ją do łatwiejszej części turniejowej drabinki. Drabinki (Austria, Węgry, Islandia, Chorwacja, Polska, Walia…), która tak naprawdę okazała się wielką, pojemną windą do finału.
(…)
Ważąc sukcesy Portugalczyków z reguły waży się ich trzech wielkich tenorów – Eusebio, Figo i Ronaldo. W plebiscycie federacji na najlepszego piłkarza stulecia, triumfował ten ostatni. Były selekcjoner Luiz Felipe Scolari podkreśla więź, jaka w kadrze łączyła doświadczonego i pomocnego na każdym kroku Figo i właśnie młodego Ronaldo. Ale to jednak Figo powiedział w „Marce”: – Wstrętne są porównania Cristiano i Eusebio. Eusebio nie da się z kimkolwiek porównać.
Piłkarski spec, dr Rogan Taylor z Uniwersytetu w Liverpoolu, który widział na żywo Eusebio podczas MŚ ’66, nie miał wątpliwości: – Był piłkarzem totalnym, szybkim atletą, obunożnym. Wszyscy wiedzą, że Ronaldo jest dobrym piłkarzem, ale kto go lubi? Nikt. Eusebio ze swoim wdziękiem i pokorą był kochany, bo był wielkim graczem i wielkim człowiekiem.
(…)
Zbigniew Mucha foto: Ł.Skwiot
CAŁY TEKST MOŻNA ZNALEŹĆ W NOWYM NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Co za debiut Halla! Gol i asysta w premierowym spotkaniu dla USA [WIDEO]
Julian Hall zaczął strzelanie dla reprezentacji Stanów Zjednoczonych. 18-latek mimo spędzonych zaledwie 28. minut na boisku zdołał wpisać się na listę strzelców oraz zaliczyć asystę w wygranym spotkaniu 4:1 z Peru.