El. LM: Legia dopełni formalności w meczu ze Zrinjskim?
Przed piłkarzami Legii Warszawa kolejny akt walki o Ligę Mistrzów. Na moment obecny niewiele co prawda wskazuje na to, by Wojskowi byli gotowi na wyważenie bram piłkarskiego raju, jednak przejście Zrinjskiego Mostaru i awans do kolejnej rundy eliminacji jest dla zawodników Besnika Hasiego obowiązkiem.
Przy Łazienkowskiej liczą na instynkt strzelecki Nemanji Nikolicia (foto: Ł.Skwiot)
Obie drużyny spotkały się ze sobą przed tygodniem i wtedy w upalnym Mostarze padł wynik remisowy (1:1). Strzelona w delegacji bramka i perspektywa rewanżu przed własną publicznością na pewno stawiają mistrza Polski w bardzo korzystnej sytuacji, jednak o jakimkolwiek lekceważeniu przeciwnika nie może być mowy, z czego wspomniany Hasi doskonale zdaje sobie sprawę. – Myślę, że remis 1:1 jest bardzo niebezpiecznym rezultatem. Rywal może przecież strzelić bramkę w każdym momencie. Musimy zacząć ten mecz z mentalnością zwycięzców – powiedział podczas przedmeczowej konferencji.
Legia musi podejść do wtorkowego spotkania skoncentrowana na sto procent, szczególnie jeśli spojrzymy na jej dotychczasowe mecze w obecnym sezonie. Wojskowi przegrali jak do tej pory z Lechem Poznań w Superpucharze Polski (1:4), a także zremisowali ze Zrnjskim (1:1) oraz Jagiellonią Białystok (1:1). Szczególnie to ostatnie spotkanie musiało pozostawić u piłkarzy spory niedosyt, ponieważ, gdyby byli oni bardziej skuteczni, to już po pierwszej połowie Legia prowadziłaby różnicą kilku goli i mogła się cieszyć z trzech punktów. Tak się jednak nie stało, ale Hasi nie ma wątpliwości, że forma jego drużyny – ta czysto sportowa, ale także fizyczna, z każdym kolejnym meczem będzie szła do góry.
– Fizycznie wciąż nie jesteśmy na najlepszym poziomie. Jest jednak coraz lepiej. W meczu z Jagiellonią graliśmy na większej intensywności, ale jeszcze nie na takiej, jak oczekuję – stwierdził albański szkoleniowiec.
Rewanż przy Łazienkowskiej to niewątpliwy atut Legii, która na własnym boisku potrafi postawić bardzo trudne warunki każdemu rywalowi. W poprzednim sezonie Wojskowi rozegrali w europejskich pucharach sześć spotkań przy Ł3, z czego wygrali aż cztery, raz zremisowali i doznali zaledwie jednej porażki. W kontekście przeciwnika, który gra bardzo solidnie, ale głównie u siebie, wtorkowe spotkanie powinno przypominać jednokierunkową drogę ze specjalnym uprzywilejowaniem dla gospodarzy.
Jak wygląda sytuacja kadrowa Legii przed tym meczem? Pod sporym znakiem stoi jedynie występ Thibaulta Moulina, który nie jest gotowy na sto procent, a decyzja o jego grze zapadnie tuż przed meczem. – Nie wiadomo, czy Moulin zdoła zagrać, ale nasz sztab medyczny zrobi wszystko, aby był on w stanie wyjść na boisko. Jutro wystawię najmocniejszą jedenastkę Legii – dodał Hasi.
Gdyby Legii udało się awansować – a chyba nikt nie dopuszcza do siebie myśli, by mogło być inaczej – to w kolejnej rundzie eliminacji na mistrza Polski będzie czekał ktoś z pary AS Trencin – Olimpija Ljubljana.
Wszystko wskazuje na, to że Bośniacy nie są zbyt dużym magnesem dla kibiców. Jak bowiem wynika z najnowszym szacunków, spotkanie cieszy się dość skromnym zainteresowaniem i z trybun zobaczy je nieco ponad 10 tysięcy widzów. Jak na warszawskie standardy jest to dość skromna liczba.
Bezpośrednią transmisję z wtorkowego meczu przeprowadzi Polsat Sport. Początek zawodów o godzinie 20:45.
gar, PiłkaNożna.pl
***
Środa, 19 lipca LEGIA WARSZAWA – ZRINJSKI MOSTAR (20:45)
Wskaźniki sprzedaży zwariowały. Tak kibice Arsenalu odpowiedzieli na spudłowany rzut karny Gabriela w finale Ligi Mistrzów
W sobotnim finale Ligi Mistrzów Arsenal musiał uznać wyższość Paris Saint-Germain po serii rzutów karnych. Jednym z piłkarzy Kanonierów, którzy nie wykorzystali jedenastki, był środkowy obrońca, Gabriel Magalhaes. Fani świeżo upieczonych mistrzów Anglii postanowili wesprzeć Brazylijczyka w nietypowy sposób.
Niechlubny rekord. Drużyna Artety zapisała się w historii
W sobotni wieczór Paris Saint-Germain po konkursie rzutów karnych pokonało Arsenal w finale Ligi Mistrzów. Nigdy wcześniej finalista tych rozgrywek nie zanotował tak niskiego posiadania piłki jak Kanonierzy w tym spotkaniu.