Nowy trener Polonii, Czesław Michniewicz nie mógł wymarzyć sobie lepszego początku pracy na Konwiktorskiej. Jego podopieczni w niedzielę łatwo pokonali Śląsk Wrocław 3:0 i pozostali w grze o ligowe podium.
Nerwowo było przy Konwiktorskiej w ostatnich dniach. Słaba postawa Polonii w rundzie wiosennej zwieńczona bolesną porażką z Koroną Kielce 0:3 sprawiła, że z zespołem „Czarnych Koszul” pożegnał się trener, Jacek Zieliński, którego na stanowisku zastąpił Czesław Michniewicz.
Podobna atmosfera przed niedzielnym meczem panowała również w Śląsku, który wiosną zdołał pokonać tylko Cracovię. W efekcie piłkarze Oresta Lenczyka opuścili fotel lidera i przed konfrontacją z „Dumą Stolicy” do pierwszej w tabeli Legii tracili trzy punkty.
Mający odmienić styl gry „Czarnych Koszul” Michniewicz od początku miał wysoko zawieszoną poprzeczkę, ponieważ kompletując skład na niedzielny mecz nie mógł skorzystać z usług pauzujących za nadmiar żółtych kartek najlepszego strzelca zespołu – Edgara Caniego, oraz Roberta Jeża i Macieja Sadloka. – Nie będę z tego powodu lamentował, bo są inni zawodnicy. Polonia ma bardzo szeroką kadrę, dlatego nie ma co panikować – zapewniał nowy opiekun KSP zapowiadając, że jego podopieczni powalczą z wicemistrzem Polski o komplet punktów.
Obie drużyny wbrew bojowym zapowiedziom spokojnie rozpoczęły spotkanie, a gra bardziej niż mecz piłkarski przypominała partię szachów. Wyjątkowo gorąco było natomiast na trybunach, a powodem zamieszania był transparent z napisem „precz z komuną”. Spiker kilkukrotnie prosił sympatyków Polonii o jego usunięcie, ale prośby nie przyniosły oczekiwanego skutku. W efekcie zmuszone do interwencji były służby porządkowe, które wkroczyły na trybunę „Kamienną” i starły się z fanami zespołu gospodarzy. Po kilku minutach przepychanek kibice zmusili służby porządkowe do opuszczenia trybuny, a gdy powrócili na sektor sędzia wznowił zawody.
Na boisku oba zespołu kontynuowały więc wzajemne badanie się, i tak aż do 29. minuty gdy mogło i powinno być 1:0 dla gospodarzy. W sytuacji sam na sam z bramkarzem rywala znalazł się Dwaliszwili, ale zwycięsko z tego pojedynku wyszedł Kelemen. Gruzin znacznie lepiej spisał się niespełna dziesięć minut później. Akcję rozpoczął będący ostatnio jedną z najjaśniejszych postaci „Czarnych Koszul” Paweł Wszołek, którydograł futbolówkę w pole karne, ta odbiła się jeszcze od nogi obrońcy, trafiła do Dwaliszwiliego, a ten tym razem nie dał szans golkiperowi drużyny z Wrocławia.
Zdobyta bramka dodała skrzydeł miejscowym, którzy jeszcze przed przerwą kilkukrotnie byli bliscy strzelenia kolejnych goli, ale brakowało im skuteczności. Do szatni schodzili jednak w dobrych nastrojach, ciesząc się ze skromnego prowadzenia.
Po zmianie stron przewaga warszawiaków rosła z każdą kolejną minutą. Wrocławianie natomiast sprawiali wrażenie wyraźnie podłamanych i być może dlatego nie mieli pomysłu na grę. W 54. minucie goście ponieśli konsekwencje biernej postawy. Z lewej strony dośrodkował Bruno, a formalności dopełnił Łukasz Trałka podwyższając prowadzenie.
Kilka minut później było już 3:0. Piłkę do Łukasza Teodorczyka sprytnie dograł Wszołek, a „Teo” na raty i trochę szczęśliwie wreszcie wpakował piłkę do siatki. Trafienie to było udokumentowaniem dobrej gry młodego napastnika Polonii w niedzielnym meczu.
Wicemistrz Polski mógł wracać do Wrocławia z większym bagażem bramek, ale szczęśliwie dla piłkarzy Śląska, polonistom w kilku przypadkach zabrakło zimnej krwi. Nie zmienia to jednak faktu, że chłopcy Lenczyka nie będą miło wspominać spotkań z klubami ze stolicy. W tym roku Śląsk najpierw przegrał u siebie z Legią 0:4, a w niedzielę musiał uznać wyższość Polonii, która strzeliła im tylko jednego gola mniej niż jej lokalny rywal.
Media: Legia szykuje się na czarny scenariusz. Co po spadku z ligi?
Legia Warszawa gra jeden z najgorszych sezonów w swojej historii i widmo spadku coraz mocniej krąży wokół Łazienkowskiej. Media już wieszczą scenariusz, co się stanie, jeśli Legia opuści PKO BP Ekstraklasa.
Ishak wróci do reprezentacji Szwecji?! „To byłby zaszczyt znowu założyć koszulkę reprezentacji.”
Mikael Ishak zagrał w siedmiu meczach reprezentacji Szwecji. Tamtejsze media zapytały go o potencjalny powrót do kadry, jednak napastnik Lecha stwierdził, że reprezentacja narodowa to dla niego etap już zamknięty.