Śląsk Wrocław pokonał Lecha Poznań 3:1 i awansował na fotel lidera Ekstraklasy. Ekipa prowadzona przez Oresta Lenczyka rozegrała jedno z najlepszych spotkań w obecnym sezonie i zasłużenie zgarnęła trzy punkty.
W ekipie gości zabrakło miejsca dla Ivana Djurdjevica. Serb, co prawda wrócił do treningów z pierwszą drużyną, jednak Jose Mari Bakero zadecydował, iż jego podopieczny zostanie w Poznaniu. Zdaniem hiszpańskiego szkoleniowca 34-latek nie wrócił jeszcze do optymalnej formy.
Orest Lenczyk nie poczynił zmian w składzie w porównaniu do meczu z Cracovią Kraków. Natomiast trener Lecha dokonał dwóch roszad. Miejsce Możdżenia niespodziewanie zajął Dimitrije Injac, a Marciano Bruma został zastąpiony przez Marcina Kamińskiego.
Wicemistrzowie Polski rozpoczęli mecz mocnym akcentem. W 11. minucie zmagań Sebastian Mila zdecydował się na dośrodkowanie w pole karne. Do futbolówki doszedł Piotr Celeban, który strzałem z najbliższej odległości otworzył wynik spotkania.
Piłkarze Lecha mogli doprowadzić do wyrównania kilka minut po stracie gola. Jednak w sytuacji sam na sam z Marianem Kelemenem, Artiom Rudnev trafił w poprzeczkę.
Podopieczni Oresta Lenczyka nie zwolnili tempa po wyjściu na prowadzenie. W 39. minucie na 2:0 podwyższył były skrzydłowy „Kolejorza”, Łukasz Madej. Duży udział przy zdobyciu bramki miał Waldemar Sobota. 24-letni skrzydłowy wyłożył piłkę partnerowi na 15 metr, a ten chytrym strzałem oszukał Krzysztofa Kotorowskiego.
W ostatnich sekundach pierwszej połowy bliski zdobycia kontaktowego gola był ponownie Artiom Rudnev. Jednak Łotysz po raz kolejny nie trafił w światło bramki.
W ciągu pierwszego kwadransa po zmianie stron goście stworzyli sobie dwie dogodne sytuacje. Bliscy pokonania Kelemena byli Rafał Murawski i Semir Stilić, ale słowacki golkiper w obu przypadkach popisał się skutecznymi interwencjami.
Śląsk w przeciągu całego spotkania był stroną dominującą. W 72. minucie na 3:0 podwyższył były król strzelców ligi boliwijskiej, Cristian Omar Diaz. Koszmarny błąd w tej sytuacji popełnił Kotorowski. Bramkarz Lecha wyszedł po za pole karne, aby zażegnać niebezpieczną akcje. Futbolówka, co prawda opuściła zagrożoną strefę, ale wylądowała pod nogami Argentyńczyka. 25-letni snajper technicznym strzałem z 30 metrów posłał piłkę do pustej bramki.
Kilka minut później kontaktową bramkę dla Lecha zdobył Rudnev. Głównym winowajcą przy stracie bramki został Kelemen. Słowak wypluł strzał Możdżenia wprost pod nogi Łotysza, a ten zaliczył swoje 12-trafienie w obecnych rozgrywkach.
Po 8 kolejkach podopieczni Oresta Lenczyka mają na swoim koncie 16 punktów i zajmują pierwsze miejsce w tabeli.
W poniedziałek, 2 lutego, GKS Katowice zwrócił się do Departamentu Logistyki Rozgrywek Ekstraklasy SA z wnioskiem o rozważenie możliwości rozegrania zaległego spotkania z Jagiellonią w Białymstoku (16. kolejka ligowa) w innym terminie.