Jagiellonia Białystok przez większość spotkania była zespołem lepszym od Ruchu Chorzów, ale to chorzowianie w niedzielę cieszyli się z kompletu punktów. Wygraną „Niebieskim” zapewniła popisowa akcja Arkadiusza Piecha. Po porażce (w Kielcach z Koroną 0:2) i remisie (w Krakowie z Cracovią 0:0) pora na zwycięstwo – tak przed meczem z Ruchem Chorzów wydawali się myśleć sympatycy Jagiellonii Białystok. Mimo że prowadzona przez Tomasza Hajtę „Jaga” w dwóch rozegranych w tym roku spotkaniach nie zachwycała, białostoczanie wierzyli, że atut własnego boiska pomoże Jagiellonii odnieść zwycięstwo w niedzielnym meczu z Ruchem Chorzów. Chorzowianie natomiast po remisie ze Śląskiem Wrocław i wygranej z Lechem Poznań liczyli na podtrzymanie dobrej passy.
Od początku spotkania to Jagiellonia częściej utrzymywała się przy piłce, Ruch z kolei nastawił się na grę z kontrataku. Z upływem kolejnych minut przewaga gospodarzy rosła, a ich ataki były coraz groźniejsze. W pierwszej połowie bramki jednak nie padły, chociaż na minimalne prowadzenie zasługiwali podopieczni Tomasza Hajty.
Po zmianie stron obraz gry zbytnio się nie zmienił. Gdy wydawało się, że bramka dla „Jagi” jest tylko kwestią czasu gola dość nieoczekiwanie strzelili goście. Arkadiusz Piech ośmieszył Norambuenę i Gusicia, wpadł w pole karne i uderzeniem z bliskiej odległości pokonał Grzegorza Sandomierskiego.
Piłkarze Jagiellonii po stracie bramki nie podłamali się i dalej grali swoje, ale kolejne ataki i próby odmienia losów meczu nie przynosiły im oczekiwanych skutków. Białystok tym razem szczęścia gospodarzom nie przyniósł. Dość szczęśliwe, ale cenne zwycięstwo zanotowali więc w niedziele zawodnicy chorzowskiego Ruchu.
Jagiellonia nie dojechała do Krakowa, a Adrian Siemieniec zdrowo się nasłuchał [KOMENTARZ]
Biała Gwiazda rozegrała zdecydowanie najlepszy mecz od powrotu do Ekstraklasy. Pokonała 2:0 Jagiellonię i był to najniższy wymiar kary dla zespołu z Białegostoku. Oba gole zdobył Angel Rodado, który pozwolił błyskawicznie zapomnieć kibicom w Krakowie, że jeszcze przed chwilą martwili się odejściem Jordiego Sancheza.