Już tradycyjnie mecze Legii i Wisły przykuwają uwagę wszystkich sympatyków ekstraklasy. Nie inaczej będzie w niedzielne popołudnie. Mecz na szczycie, choć oba zespoły prezentują się chimerycznie.
Dobre spotkania przeplatają słabymi, a jako żelazne alibi, które ma usprawiedliwiać ten fakt podają konieczność rozgrywania meczów pucharowych. W lidze nieco lepsze wrażenie sprawia Wisła, która poniosła tylko jedną porażkę, natomiast Legia (ma do rozegrania zaległy mecz z Zagłębiem) co się rozpędzi, to znowu stoi w miejscu – czego efektem aż trzy porażki, w tym wstydliwa wpadka z Podbeskidziem. Na tej podstawie trudno wskazać murowanego faworyta do zwycięstwa (zresztą ligowe hity rządzą się swoimi prawami i lubią zaskakiwać), choć gdyby pokusić się o typowanie, więcej szans na zwycięstwo należałoby przyznać Legii, podbudowanej pucharowym zwycięstwem nad Hapoelem. Wisła ma nad czym myśleć, a trener Robert Maaskant z czego się tłumaczyć – z dwóch kolejnych porażek w Lidze Europy, w tym ostatniej sromotnej klęski z meczu przeciwko Twente 1:4. Być może Holender powalczy na Łazienkowskiej o posadę, bo następna porażka z wysoko notowanym rywalem może być trudna do zaakceptowania przez włodarzy krakowskiego klubu.
Gospodarze niedzielnego meczu będą mieli po swojej stronie nie tylko publiczność i tzw. atut własnego boiska, ale też więcej piłkarskich argumentów. Jeśli Miroslav Radović podtrzyma formę ze spotkania z Hapoelem, warszawianie mogą być spokojni o kreowanie akcji ofensywnych i stwarzanie sobie dogodnych sytuacji bramkowych. Dużo będzie zależało od dyspozycji marudnego Danijela Ljuboi, który potrafi na coś się przydać, jak i obojętnie przejść obok meczu.
Problemem Wisły są przede wszystkim kontuzje podstawowych piłkarzy. Maaskant nie będzie mógł skorzystać z usług Patryka Małeckiego (odpocznie przez dwa tygodnie) i Maoara Meliksona (wróci na boisko w grudniu). Ale to niejedyne problemy Holendra, bo problemem – może nawet istotniejszym – jest słaba postawa całego bloku defensywnego Białej Gwiazdy. Jaliens, Chavez, Paljić czy Lamey to zawodnicy, których desygnowanie do gry w pierwszym składzie jest dużym ryzykiem. Biała Gwiazda może polegać właściwie na trzech piłkarzach – w obronie na Marko Jovanoviciu, Radosławie Sobolewskim w środku pola i bramkostrzelnym Dudu Bitonie na szpicy. Ale czy to nie okaże się za mało na Legię? Trudno wyrokować, zwłaszcza że obrona warszawian też nie wygląda najpewniej. Wychwalany pod niebiosa Jakub Wawrzyniak udowodnił, że nie jest cyborgiem, a Michał Żewłakow – stoperem bez skazy. Czyżby Dusan Kuciak znów musiał dokonywać cudów między słupkami, jak ostatnio musi mieć w zwyczaju?
Nie można zatem wykluczyć i takiego scenariusza, że mecz Legii z Wisłą będzie przypominać walkę dwóch bokserów wagi ciężkiej, którzy świadomi swoich słabości zaczną się kołysać w bezsilnym klinczu i trwać tak od pierwszej do ostatniej minuty. Oby nie, bo przecież szlachectwo do czegoś (dobrej gry) zobowiązuje.
Bruk-Bet Termalica Nieciecza przegrała u siebie 0:1 z Cracovią w 19. kolejce ligowej. Oto skrót poniedziałkowego meczu, w którym jedyną bramkę zdobył debiutujący Pau Sans.
Wyjaśniła się przyszłość istotnego zawodnika GKS-u Katowice. Doświadczony pomocnik związał się ze wspomnianym klubem na kolejne trzy lata. Jego nowy kontrakt będzie obowiązywać do 30 czerwca 2029 roku.