Sebastian Dudek przez wiele sezonów był filarem wrocławskiego Śląska. Ostatnio większość czasu spędza jednak na ławce rezerwowych. – Jeśli nic się nie zmieni, odejdę z Wrocławia – mówi portalowi PiłkaNożna.pl.
Szaleństwo po zdobyciu genialnego gola w Dundee to już dla pana zamierzchła historia? Przede wszystkim nie nazwałbym tego szaleństwem. Fajnie, że udało mi się strzelić gola i to jeszcze w takim momencie. Mój wkład to jednak tylko część wysiłku całej drużyny.
Dla wielu z was była to przygoda, której nigdy wcześniej nie zaznaliście i być może już nie zaznacie… Graliśmy z zespołami, których kompletnie nie znaliśmy. Ich mecze oglądaliśmy co najwyżej w telewizji. Osobiście nawet się nie spodziewałem, że w ogóle w tych meczach wystąpię. Wcześniej za kadencji trenera Lenczyka nie grałem przecież wcale. Trener nie widział mnie w składzie. Swoją postawą na obozie wywalczyłem sobie jednak miejsce w zespole. Dobrze, że pograłem chociaż w pucharach, bo teraz jest z tym różnie…
W Dundee strzelił pan gola na wagę awansu, był w gazie, a w meczu z Sofią został pan posadzony na ławie. Jak pan do tego podchodził? To oczywiste, że każdy z zawodników chce grać. Jeżeli dodatkowo piłkarz na boisku czuje się pewnie, miejsce na placu gry mu się należy. Nie będę jednak rozmawiać na temat trenera, bo nie chcę się denerwować. To jest jego wizja, on podejmuje wszystkie decyzje dotyczące składu. Ja tylko chcę się dobrze czuć i grać w piłkę. A czy trener mnie wystawi, to już inna sprawa. Czasem się tak zdarza, że trener nie docenia piłkarza, ten odchodzi do innego klubu i jest tam pierwszoplanową postacią…
Czuje się pan niedoceniany przez trenera Lenczyka? Nie chcę o tym rozmawiać. Ten człowiek ani mi nie pomógł, ani nic nie znaczy w moim życiu. Nie chcę mieć problemów w klubie po udzielonym wywiadzie. Trener podejmuje takie decyzje, że w jednym meczu piłkarz wychodzi na boisko pewnie, a w drugim siada na ławce rezerwowych. To jest przykre, bo zawodnik zamiast się podbudować, cofa się i dołuje.
Trenera Lenczyka bronią jednak wyniki. Dlatego nie mam zamiaru powiedzieć niczego więcej na temat szkoleniowca. Trenera rzeczywiście bronią wyniki, bo jest tutaj bardzo dobry zespół. Są ludzie, którzy mają ogromny potencjał. To w tym momencie jest najważniejsze.
Ile było więc Lenczyka w wicemistrzostwie Śląska? Nie mam pojęcia. Nie grałem poprzedniej rundy, więc ciężko jest mi się wypowiadać. Cenię bardzo zawodników, którzy są w zespole. Uważam, że są to bardzo dobrzy piłkarze i na pewno oni mają wkład w zdobyty tytuł.
Do poprzedniego sezonu był pan absolutnie podstawowym piłkarzem Śląska. Nie czuje się pan „odstrzelony”? Nie myśli o odejściu z klubu? Ze Śląskiem jestem bardzo mocno związany. Moje dzieci chodzą tutaj do przedszkola, bardzo dobrze mi się tutaj mieszka. Jednak już po obozie podczas okresu przygotowawczego chciałem odejść. Znałem swoją sytuację. Wiedziałem, że są zawodnicy po kontuzjach, którzy również powoli wracają do gry. I wiem, że gdy wrócą, moja pozycja będzie jeszcze gorsza. Chciałem odejść, ale zabrakło konkretnych rozmów z niektórymi klubami. Nie chcę do tego wracać. Pozostaje jeszcze grudzień. Do tego czasu na pewno muszę być w Śląsku. Jeśli nic się nie zmieni, w tym okienku będę starał się odejść.
Do klubu w Ekstraklasie? Chciałbym pograć jeszcze na najwyższym szczeblu. Wiem, że mnie na to stać. Życie piłkarza może się jednak potoczyć różnie. Kontrakt mam ważny do czerwca i wiadomo, że jeśli klub nie zrobi żadnych ruchów, będę musiał sobie czegoś poszukać. Nie jestem na tyle starym zawodnikiem, żeby kończyć grać. Na razie cały czas mnie to bawi.
Nie ma pan odczucia, że gdyby nie kontuzja na początku poprzedniego sezonu, pana kariera w Śląsku potoczyłaby się inaczej? Zapewne wyglądałoby to inaczej, bo w klubie był wówczas trener Tarasiewicz. A on jeżeli widział, że ktoś jest w dobrej dyspozycji i dobrze gra w piłkę, to dawał szansę. U trenera Lenczyka od razu byłem skreślony, bo on nie lubi zawodników wolnych, a ja do takich generalnie należę. Nie bazuję na swojej dynamice czy szybkości, tylko na swojej technice. I przez to mam problem. Dlatego wiem, że u tego trenera za dużo grał nie będę.
W wywiadach podkreślał pan wielokrotnie, że najważniejszym trenerem w pana karierze był wspomniany Tarasiewicz… Powiem inaczej. Szanuję wszystkich ludzi, którzy uczyli mnie grać w piłkę w Żarach, szanuję tych, z którymi pracowałem bądź wciąż pracuję we Wrocławiu. Ale trener Tarasiewicz grał w piłkę i rozumiał specyfikę gry. Dokładnie wiedział, kiedy zawodnik przechodził obok meczu, kiedy nie był w dobrej dyspozycji. Potrafił również podbudować graczy, nie dołował ich. Dlatego zawszę będę go szanować. Gdy byłem w słabszej formie, u niego również nie miałem szans na grę. Ale gdy byłem w dobrej dyspozycji, zawsze dostawałem szansę. Piłkarz może obronić się tylko na boisku. Siedząc na ławce czy bazując na treningach, nic nie może zrobić. Musi dostać szansę. I dlatego pod tym względem trenera Tarasiewicza będę cenił zawsze.
Wróćmy jeszcze do meczu w Dundee. Nie śmieszyło pana trochę, że po spotkaniu w Szkocji wszyscy sobie o panu nagle przypomnieli? W piłce już tak jest, że gdy ktoś strzeli ważnego gola, nagle robi się o nim bardzo głośno. Osobiście przeżyłem niemało lat w tej dyscyplinie, dlatego nie było to dla mnie zaskoczeniem. Podchodziłem do tego spokojnie, bo już kilka razy w swoim życiu przechodziłem podobne sytuacje. Gdy natomiast piłkarz zmaga się z kontuzją albo prezentuje słabszą formę, olewa się go. Tym też się nie przejmowałem, bo osoby związane ze Śląskiem pamiętają o mnie nawet w słabszych momentach.
Gryzie was jeszcze, że Śląskowi nie udało się awansować do fazy grupowej Ligi Europy? Szkoda, że nie awansowaliśmy, bo mamy bardzo szeroką i wyrównaną kadrę. Meczów byłoby więcej i każdy miałby możliwość gry. Trafiliśmy na Rapid, który akurat w tym momencie przerósł nas piłkarsko. Grali dużo lepiej piłką, zresztą tego się spodziewaliśmy. Na awans mogliśmy liczyć tylko wtedy, gdybyśmy popełniali mało błędów. Niestety błędów było zbyt wiele.
Czy Śląsk stać na powtórzenie w lidze wyniku z poprzedniego sezonu i wywalczenie miejsca w europejskich pucharach? Z przebiegu meczów, które za nami wynika, że na pewno nas na to stać. Jeśli ustabilizujemy formę, będzie dobrze. Na razie tego nie zrobiliśmy, ale pamiętajmy, że mamy w nogach dużo spotkań jak na polskie realia. Myślę, że powinno być coraz lepiej.
Bruk-Bet Termalica Nieciecza przegrała u siebie 0:1 z Cracovią w 19. kolejce ligowej. Oto skrót poniedziałkowego meczu, w którym jedyną bramkę zdobył debiutujący Pau Sans.
Wyjaśniła się przyszłość istotnego zawodnika GKS-u Katowice. Doświadczony pomocnik związał się ze wspomnianym klubem na kolejne trzy lata. Jego nowy kontrakt będzie obowiązywać do 30 czerwca 2029 roku.