Aż 120 minut gry i rzutów karnych potrzeba było, by wyłonić zwycięzcę rewanżowego meczu II rundy eliminacji LM pomiędzy Ferencvarosem a Partizani Tirana. Drużyna Michała Nalepy odpadła z walki o fazę grupową Champions League.
W meczu rozegranym przed tygodniem w Tiranie padł remis (1:1). Dlatego kwestia awansu do kolejnej rundy miała wyjaśnić się w środę. Tym razem jednak Michał Nalepa zasiadł na ławce rezerwowych.
Jego koledzy już po kwadransie prowadzili 1:0. Pierwszą bramkę w środowym meczu zdobył po strzale z rzutu karnego Zoltan Gera. Do końcówki premierowej części spotkania gospodarze mieli przewagę, ale efektów próżno było szukać. Kolejny gol padł pięć minut przed przerwą. Było to trafienie piękne, problem tylko w tym, że samobójcze. Oliver Husing – chcąc wybić piłkę – wcelował wprost w okienko własnej bramki.
Po zmianie stron trener Ferencvarosu szybko dokonał dwóch zmian, a po kolejnych 20 minutach także trzeciej. Nalepy jednak na boisku nie zobaczyliśmy. Podobnie zresztą jak rozstrzygającej bramki. Sędzia zmuszony był więc zarządzić dogrywkę, a następnie rzuty karne. Węgrzy mylili się aż trzy razy, natomiast Albańczycy tylko raz. W III rundzie ekipa Partizani zagra z Red Bullem Salzburg.
Wskaźniki sprzedaży zwariowały. Tak kibice Arsenalu odpowiedzieli na spudłowany rzut karny Gabriela w finale Ligi Mistrzów
W sobotnim finale Ligi Mistrzów Arsenal musiał uznać wyższość Paris Saint-Germain po serii rzutów karnych. Jednym z piłkarzy Kanonierów, którzy nie wykorzystali jedenastki, był środkowy obrońca, Gabriel Magalhaes. Fani świeżo upieczonych mistrzów Anglii postanowili wesprzeć Brazylijczyka w nietypowy sposób.
Niechlubny rekord. Drużyna Artety zapisała się w historii
W sobotni wieczór Paris Saint-Germain po konkursie rzutów karnych pokonało Arsenal w finale Ligi Mistrzów. Nigdy wcześniej finalista tych rozgrywek nie zanotował tak niskiego posiadania piłki jak Kanonierzy w tym spotkaniu.