– Rywalizacja z Chelsea była bardzo wymagająca pod względem fizycznym, trudno jej w tym aspekcie dorównać. Staramy się wpoić zawodnikom inny, bardziej agresywny i szybszy styl gry, lecz na razie nie przynosi to oczekiwanego skutku – stwierdził Mikel Arteta po grudniowej porażce z The Blues. Jak jego podopieczni zaprezentują się w rewanżu?
Arsenal pragnie potwierdzić poczyniony od ostatnich derbów stolicy progres. (fot. Reuters)
Okres świąteczno-noworoczny dawno za nami, a w Anglii znów podkręcają tempo rywalizacji. Efektem tego następna kolejka rozgrywana w środku tygodnia i następne interesująco zapowiadające się starcia. Spośród tych na pierwszy plan wysuwają się derby Londynu, w których Chelsea podejmie Arsenal.
PROGRES, REGRES CZY STAGNACJA?
Choć szkoleniowcy obu drużyn zostali zatrudnieni w zupełnie innym czasie i całkiem różnych okolicznościach, ich zespoły solidarnie doświadczają okresu przejściowego. Ten wiąże się z trudnymi do uniknięcia niepowodzeniami, co doskonale obrazują rezultaty osiągane przez stołeczne ekipy od momentu ich ostatniej potyczki.
W minionych tygodniach piłkarze Franka Lamparda zanotowali dwa zwycięstwa, remis i porażkę. Bez wymieniania ich rywali – bilans przyzwoity. Mniej entuzjastycznie robi się po odkryciu, iż The Blues mierzyli się z niepewnym bytu w ekstraklasie Brighton (1:1), pierwszoligowym Nottingham Forest (2:0), pogrążonym w kryzysie Burnley (3:0) oraz równie zakłopotanym Newcastle (0:1). I o ile oczekiwanie czterech pewnych, bezdyskusyjnych triumfów byłoby może nieco na wyrost, o tyle konsekwencja w grze to podstawa. Chelsea nie potrafiła natomiast ani zdominować Mew, ani udokumentować przewagi nad Srokami.
Na dokonania podopiecznych Mikela Artety składają się z kolei dwie wygrane i dwa podziały punktów. Owszem, nie jest to zestawienie idealne, lecz ważąc klasę przeciwników – budzące ciut więcej pozytywów. Ekipa z Emirates Stadium uporała się bowiem z Manchesterem United i zgłaszającym aspiracje do awansu do elity Leeds United, a następnie zremisowała z uporczywie trzymającym się środka stawki Crystal Palace i rewelacyjnym Sheffield United. Co więcej, owe kompromisy wynikały bardziej ze splotu nieszczęśliwych wydarzeń – czerwona kartka dla Aubameyanga, nieobecność Gabończyka w starciu z beniaminkiem czy chociażby budząca kontrowersje decyzja sędziego w sytuacji z Pepe – aniżeli wyraźnych błędów menedżera czy proponowanego przezeń, coraz lepiej funkcjonującego systemu, o którym Hiszpan mówił po ostatnim meczu obu ekip.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że kiedy Kanonierzy stopniowo pną się w górę, The Blues tkwią w miejscu. Ciągle jest ono jednak lepsze – także w kontekście tabeli – od tego, które zajmuje Arsenal. Z jego perspektywy wtorkowe derby jawią się jako świetna, bardziej miarodajna weryfikacja postępu. Czy Mesutowi Oezilowi i spółce uda się zrewanżować za grudniową porażkę?
415 (NIE)ZAWSTYDZONYCH
Identyczny cel przyświeca graczom Wolverhampton i Sheffield United, którzy zmierzą się odpowiednio z Liverpoolem oraz Manchesterem City. Pomimo ostatniego potknięcia wicelidera, zadanie jest porównywalnie karkołomne.
O ile bowiem Obywatele nie zdołali pokonać Orłów, o tyle Sergio Aguero skompletował kolejny dublet, zgłaszając tym samym pełną gotowość do boju o koronę króla strzelców. Z jednej strony wydaje się, iż jeśli ktoś ma go powstrzymać, to właśnie Dean Henderson – jeden z trzech najlepszych pod względem ilości czystych kont golkiperów w lidze, z drugiej Argentyńczyk już raz w tym sezonie Anglika przechytrzył, a City okazało się lepsze od United. Nie ma wątpliwości, że podrażnieni sobotnim niepowodzeniem goście mogą zrobić to ponownie.
Co zaś tyczy się rywalizacji Wilków z ekipą Jurgena Kloppa, każdy inny rezultat niż wygrana The Reds będzie sensacją na skalę światową. I nie chodzi tu o deprecjonowanie goniących czołówkę gospodarzy, a o docenienie siły ich rywala. Ten zostawia kolejnych przeciwników w tyle, nie bacząc na ich aspiracje, umiejętności czy status. W ten sposób zgromadził dotąd astronomiczne 64 punkty, czyli więcej niż na koniec każdego z poprzednich 27 sezonów Premier League uzbierało 415 drużyn. Pytanie, czy w obliczu potęgi Liverpoolu te mają się w ogóle czego wstydzić?
415 teams in PL history have ended the season with fewer points than Liverpool have after 22 games, including Everton on 25 occasions.
Co łączy Harry’ego Kane’a i Marcusa Rashforda? Reprezentacja Anglii, bramkostrzelność, kluczowa rola w zespołach klubowych oraz… poważne urazy, wymuszające dłuższą przerwę i budzące zakłopotanie szkoleniowców.
Do momentu odniesienia kontuzji w noworocznym spotkaniu z Southampton starszy z wyżej wymienionych zawodników zdobył siedemnaście bramek w dwudziestu pięciu występach i przewodził linii ataku Kogutów. Te może i zatraciły impet wywołany zatrudnieniem Jose Mourinho, ale przynajmniej strzelały gole. Od potyczki ze Świętymi zapanowała natomiast ligowa bezpłodność – Tottenham nie przechytrzył ani obrony Liverpoolu (0:1), ani defensywy Watfordu (0:0). Czy w meczu z Norwich londyńczykom uda się wreszcie załatać wyrwę po leczącym problem z udem Kanie?
Jeszcze większy ból głowy zdaje się męczyć Ole Gunnara Solskjaera. Po porażce z Liverpoolem Norweg wyjawił, iż z powodu urazu pleców Rashford będzie niezdolny do gry przez co najmniej sześć tygodni. United musi więc radzić sobie bez niepodważalnego lidera ofensywy, który na przestrzeni 1881 spędzonych na boisku minut (czwarty najwyższy wynik w zespole) brał udział w 18 (14 trafień i 4 asysty) spośród 36 akcji bramkowych Czerwonych Diabłów na poziomie Premier League. Jego absencja na Anfield zakończyła się kompletnym brakiem idei w atakach gości. Jak będzie w starciu z Burnley?
W pozostałych spotkaniach dwudziestej czwartej serii gier angielskiej ekstraklasy dojdzie do bardzo istotnych w kontekście boju o utrzymanie potyczek Aston Villi z Watfordem oraz Bournemouth z Crystal Palace, a niepokonane od pięciu kolejek Crystal Palace podejmie przyhamowane porażką z Wolverhampton Southampton. Co więcej, wciąż szukający rytmu Everton zmierzy się z depczącym mu po piętach Newcastle, zaś znajdujące się w wyraźnym kryzysie Leicester stanie w szranki z nieporadnym West Hamem.
Co przyniesie ostatnia kolejka przed przerwą na mecze pucharowe?
Świetna asysta Matty’ego Casha! Aston Villa nie wykorzystała szansy [WIDEO]
Matty Cash asystował przy golu Emiliano Buendii w meczu Aston Villa – Tottenham. Finalnie klub Polaka przegrał jednak 1:2 i stracił okazję na wyprzedzenie Liverpoolu w tabeli Premier League.