Trenerska kariera Davida Moyesa to idealny przykład tego, jak źle mogą się potoczyć losy jednego człowieka. Szkot, którego jeszcze dekadę temu uważano za fachowca z najwyższej półki, dziś z sentymentem wspomina stare czasy.
David Moyes spadł z wysokiego konia, dziś próbuje wrócić na właściwe tory (fot. Reuters)
Moyes przez jedenaście lat z powodzeniem pracował w Evertonie, gdzie zwrócił na siebie uwagę samego Sir Alexa Fergusona. To właśnie on namaścił go na swojego następcę w Manchesterze United, co jak się później okazało, miało decydujące znaczenie dla dalszej kariery młodszego ze Szkotów.
Przygoda Moyesa z Czerwonymi Diabłami zakończyła się bardzo szybko i nie zdołał on dokończyć nawet jednego sezonu z umowy, która została zawarta na okres sześciu lat. Później było już tylko gorzej. Kolejne nieudane przygody z Realem Sociedad, a także Sunderlandem i West Hamem United (obecnie trwa jego druga kadencja w ekipie Młotów) sprawił, że renoma menedżera mocno podupadła.
– Myślę, że spoglądając w tył i patrząc na Everton, już zawsze będę odczuwał pewien żal i smutek. Mowa w końcu o klubie, który budowałem przez wiele lat i spędziłem w nim sporo czasu – powiedział Szkot w rozmowie z „Bein Sport”.
– Taka jest jednak piłka. Jak w życiu, wszystko sprowadza się do podejmowanych przez nas decyzji. To jest część tej podróży, która staje się udziałem piłkarzy i menedżerów. Zawsze ma się czas wzlotów i czas upadków – dodał.
Aktualnie 56-latek prowadzi wspomniany West Ham United, wracając do londyńskiego klubu w grudniu 2019 roku, półtora roku po tym jak podczas wcześniej kadencji nie przedłużono z nim umowy.
Świetna asysta Matty’ego Casha! Aston Villa nie wykorzystała szansy [WIDEO]
Matty Cash asystował przy golu Emiliano Buendii w meczu Aston Villa – Tottenham. Finalnie klub Polaka przegrał jednak 1:2 i stracił okazję na wyprzedzenie Liverpoolu w tabeli Premier League.
Co za start Manchesteru United! Liverpool przegrywa już 0:2 [WIDEO]
Matheus Cunha otwiera wynik meczu Manchesteru United z Liverpoolem. Brazylijczyk trafia na 1:0 już w 7. minucie, a kilka minut później na 2:0 podwyższył Benjamin Sesko.