Człowiek w masce, który marzy o mundialu, czyli ostatni barażowy taniec Roberta Lewandowskiego
37 wiosen na karku, wieloletnie doświadczenie w roli kapitana, 164 występy z orzełkiem na piersi i tylko 7 meczów na najważniejszej piłkarskiej imprezie świata. To zdecydowanie za mało jak na snajpera tego kalibru. Po pokonaniu Albanii i w obliczu finałowego barażu ze Szwecją Robert Lewandowski stoi przed szansą na swój najprawdopodobniej ostatni udział w finałach mistrzostw świata.
To był jego moment. Zresztą – kolejny w biało-czerwonych barwach. 63. minuta, dośrodkowanie Sebastiana Szymańskiego z rzutu rożnego i Robert Lewandowski wzbijający się w powietrze na plecach Elseida Hysaja niczym koszykarz NBA. Obecność albańskiego obrońcy i niemały kąt nie przestraszyły naszego kapitana. Sprytnie włożył głowę między Hysaja a próbującego piąstkować Thomasa Strakoshę i zmieścił piłkę w bramce, dając reprezentacji Polski wyrównanie i nadzieję na przechylenie szali na naszą stronę.
Kropkę nad „i” fantastycznym strzałem z dystansu postawił natomiast Piotr Zieliński, ale sygnał do odrabiania strat po fatalnej pierwszej połowie ponownie dał Lewandowski. Czy był to jego wielki występ? Nie, nie był. Zdarzały mu się łatwe straty, a brak podań od kolegów nierzadko popychał go do głębokiego cofania się w okolice koła środkowego i angażowania się w rozegranie. Jednak w kluczowym momencie zjawił się we właściwym miejscu i w odpowiednim czasie, kolejny raz wprawiając PGE Narodowy w stan euforii.
Pożegnanie z Narodowym?
– To też jest fajne, że w takiej ciężkiej chwili taka bramka, z maską. To będzie ikoniczna sytuacja. Darzę ten stadion specjalnym uczuciem. Grałem na Stadionie Dziesięciolecia jako młody chłopak, później zacząłem tu grać na Stadionie Narodowym. Nie wiem, ile jeszcze meczów tu rozegram, dlatego takie docenienie tego, cieszenie się grą przy tych kibicach, na tym stadionie, to powoduje, że emocje sięgają zenitu. To mnie cieszy, każda bramka, każde przejście dookoła stadionu jest dla mnie czymś wyjątkowym – powiedział 37-latek po czwartkowym meczu.
Nie dało się nie zauważyć, że gra na Narodowym wywołuje u Lewandowskiego wzmożone bicie serca. Szczególnie po ostatnim gwizdku, gdy przechadzał się po murawie i ze łzami w oczach dziękował polskim kibicom. Patrząc na pustoszejące trybuny areny czwartkowych zmagań z Albanią, być może wiedział już, że jest to jego ostatni mecz na tym stadionie. Z drugiej jednak strony – na pewno miał świadomość, że jednocześnie stoi przed szansą na wyjazd na swój trzeci i najprawdopodobniej ostatni mundial w karierze.
I cóż, że (znów) ze Szwecją
Historia podobno lubi się powtarzać. Fakt, że drugi raz z rzędu o przepustkę na mistrzostwa świata musimy walczyć z reprezentacją Szwecji, zdaje się tylko potwierdzać tę tezę. Ale w marcu 2022 roku okoliczności były inne, a przede wszystkim – graliśmy u siebie, na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Szwedzi polegli po dwóch swoich błędach, a bezpośrednim beneficjentem jednego z nich był właśnie „Lewy”. Napastnik z zimną krwią wykorzystał rzut karny podyktowany za faul Jespera Karlströma na Grzegorzu Krychowiaku.
Podobnie jak w pojedynku z Albanią, Lewandowski nie był wtedy pierwszoplanową postacią tej rywalizacji. Ale kiedy oczy całej Polski były zwrócone tylko na niego, on nie ugiął się pod presją i stanął na wysokości zadania. Jego trafienie z jedenastu metrów pozwoliło nam objąć prowadzenie i przybliżyło do awansu na światowy czempionat w Katarze. Minęły cztery lata, a występujący na co dzień w Barcelonie piłkarz, mimo zaawansowanego wieku, wciąż jest kluczową postacią polskiej drużyny narodowej.
Weteran, mentor i postrach rywali
– Robert Lewandowski jest tak doświadczonym zawodnikiem, że sama jego osobowość wpływa na naszą drużynę. Zagrał wiele tak ważnych meczów, jak ten jutrzejszy, więc ten spokój na pewno chce wprowadzić, bo dobrze wie, jaką mamy jakość w drużynie. Na pewno zrobimy wszystko, by ten mecz wygrać – wyznał Jakub Kamiński na poniedziałkowej konferencji prasowej.
Co ciekawe, w rzeczonym starciu ze Szwecją Lewandowski nabawił się pamiątki, którą ma do tej pory. Tamtego wieczoru złamał bowiem żebro i do dziś ma na ciele ślad po tamtym zdarzeniu. Jak przyznał sam zainteresowany, to najlepszy symptom tego, że nikt wówczas łokci ani nóg nie odstawiał. Nie inaczej będzie i tym razem.
Najlepszy strzelec w historii polskiej kadry zdaje sobie z tego sprawę, czemu dał wyraz w swoich przedmeczowych wypowiedziach. Ale w żaden sposób go to nie martwi ani nie deprymuje. Dość powiedzieć, że na poniedziałkowym treningu na murawie Strawberry Arena z uśmiechem na ustach ucinał sobie pogawędkę z Janem Urbanem, podczas gdy na spotkaniu z dziennikarzami selekcjonera reprezentacji Szwecji, Grahama Pottera, nazwisko „Lewandowski” zostało odmienione przez wszystkie przypadki.
Ostatnia szansa na mundial
To, że kapitan Biało-Czerwonych przed barażowym finałem jest pewny siebie i wyluzowany, nie oznacza jednak, że nie ma z tyłu głowy, jaka jest stawka tej potyczki. Zarówno dla reprezentacji Polski, jak i indywidualnie dla niego. Wiele wskazuje na to, że w przypadku awansu będą to dla niego ostatnie mistrzostwa świata w długiej i bogatej karierze. Ktoś o tak niepohamowanej ambicji niewątpliwie wciąż marzy o tym, by jeszcze zaznaczyć swoją obecność na największej i najważniejszej piłkarskiej imprezie globu.
Na ten moment licznik Roberta Lewandowskiego w narodowych barwach wskazuje 89 bramek. Jeśli dziś trafi do siatki, zasiądzie przy jednym stole z takimi tuzami jak Cristiano Ronaldo, Leo Messi czy mniej znani Ali Daei oraz Sunil Chhetri. Są to mianowicie piłkarze, którzy w futbolu reprezentacyjnym sięgnęli bariery 90 strzelonych goli. Odnalezienie drogi do szwedzkiej bramki łatwe z pewnością nie będzie ze względu na wytężone wysiłki przeciwnika mające na celu zatrzymanie naszego największego asa, ale jak powiedział Jan Urban…
Powiem tak – niech strzelają tylko oni w jutrzejszym meczu i Robert o jedną bramkę więcej.
Całej reprezentacji Polski, Robertowi Lewandowskiemu, jak i sobie samym życzymy zatem o jednego gola więcej od zespołu Trzech Koron i upragnionego awansu na mundial. A później będziemy mogli myśleć o zakupie biletów lotniczych do Monterrey, Houston i Dallas.
Kolejny debiutant zjawi się na zgrupowaniu reprezentacji Polski! 18-latek dostanie powołanie
W zbliżających się towarzyskich spotkaniach z Nigerią oraz Ukrainą szansę debiutu może otrzymać nie tylko Mateusz Żukowski. Powołania na zgrupowanie reprezentacji Polski ma dostać Kacper Potulski.
Chwile grozy Jana Bednarka. Obrońcę Porto okradziono i grożono mu nożem
Portugalskie media donoszą, że w piątkowy wieczór Jan Bednarek został okradziony. Reprezentantowi Polski i jego rodzinie grożono nożem, gdy ci zastali go w swoim domu.