Ivan Rakitić od lat był czołową postacią drużyny Dumy Katalonii. Czas Chorwata na Camp Nou się kończy, przez co zawodnik dyskretnie puszcza oczko w kierunku swojego byłego pracodawcy.
Czas Ivana Rakiticia w szeregach Barcelony jest już policzony. (foto: Łukasz Skwiot)
Niechciany
Rakitić od momentu przyjścia do Barcelony był jej czołowym graczem. Gdy w 2014 roku przybył na Camp Nou, szybko zaskarbił sobie zaufanie w oczach trenerów katalońskiej drużyny i miał zapewnione miejsce w wyjściowym składzie Barcelony, a on sam odpłacał je bardzo dobrymi występami na hiszpańskich boiskach.
Chorwacki zawodnik jest typowym pomocnikiem „box-to-box”, aktywnym w szerokim sektorze środka boiska. Niejednokrotnie potrafił zagrozić rywalom swoimi nieszablonowymi zagraniami, skutecznie uruchamiając ofensywnych zawodników Barcy. Rakitić jest jednym z niewielu zawodników hiszpańskiego krezusa, który potrafi uderzyć z większej odległości do bramki przeciwnika. Kataloński klub jest znany z misternego tkania akcji i wieńczenia jej wpakowaniem piłki do siatki metr przed linią bramkową, dając uciechę kibicom po zjawiskowym rozegraniu. Rakitić nigdy nie był magikiem futbolu i nie grzeszył majestatyczną techniką, w Barcelonie wykazał się jednak solidnością i hartem ducha – dzięki czemu jego transfer zasłużył na metkę jednego z najlepszych w XXI wieku w obozie katalońskiej drużyny.
Z czasem jednak pozycja pomocnika słabła. W jego grze było coraz więcej błędów i on sam nie potrafił reanimować swojej formy. Wiary w niego nie stracił poprzedni trener Barcelony – Ernesto Valverde – który mimo słabszej dyspozycji pomocnika, chętnie wystawiał go do pierwszego składu Barcy, spotykając się z olbrzymią dezaprobatą ze strony Cules. W znacznie większej części zasłużonej, bowiem Chorwat grał bardzo słabo i Barcelona notowała żenujące jak na nią wyniki i Rakitić z bohatera stał się kozłem ofiarnym i nieudacznikiem, który został skazany na odejście z szeregów Blaugrany.
„Nie jestem workiem ziemniaków”
Od kilkunastu miesięcy coraz głośniej z murów Camp Nou dochodzą głosy o sprzedaży Ivana Rakiticia. Minionego lata hiszpańska prasa kipiała od transferowych pogłosek i przymiarek go do barw kilku klubów. Rakiticia najczęściej łączono z Interem Mediolan, który był realnie zainteresowany podpisaniem kontraktu z zawodnikiem FC Barcelony. Na tapecie pojawił się również Bayern Monachium, AS Monaco, PSG oraz Manchester United.
Chorwat w wielu swoich wypowiedziach dementował pogłoski na temat swojej przyszłości i na każdym kroku zaznaczał, że nie zamierza opuszczać Dumy Katalonii, stawiając przed sobą cel wypełnienia kontraktu. W ostatnim czasie zmienił swoje stanowisko i nie jest już tak pewny swojego bytu w Katalonii. „To ja zadecyduję o swojej przyszłości. Nie jestem workiem ziemniaków, z którym można zrobić, co tylko się chce” – grzmiał wicemistrz świata w ostaniej rozmowie z hiszpańskim dziennikiem Mundo Deportivo. Chorwat dość enigmatycznie podchodził do tematu swojej przyszłości, jednak między wypowiadanymi zdaniami puścił oczko w stronę Sevilli, klubu, z którego trafił do FC Barcelony i teraz chciałby powrócić do jego szeregów. Nie kryje się z miłością do swojej byłej drużyny i zaznacza, że nie wszystko jest od niego zależne. Dodał jednak, że Monchi i reszta oficjeli z Andaluzji mają do niego numer. „Darzę Sevillę wyjątkowym uczuciem, ale to uczucie bezpośrednio do miasta, mieszka tam moja rodzina. Zawsze mówiłem, że ponowne założenie tej koszulki byłoby spełnieniem marzeń” – zaznaczył zawodnik urodzony w szwajcarskim Rheinfelden.
Odejście Rakiticia ma nie tylko podłoże sportowe, ale również ekonomiczne. Nie od dziś wiadomo, że kondycja budżetu katalońskiego klubu nie jest optymalna i władze będą szukać uszczupleń w wydatkach, szczególnie teraz, gdy świat toczy batalię z szerzącą się pandemią koronawirusa. Chorwat ma z FC Barceloną kontrakt do 2021 roku, na mocy którego Hiszpanie wypłacają mu 11 milionów euro za sezon gry, stawia go to na piątym miejscu hierarchii wypłat w strukturze Azulgrany. Barcelona już za kilka miesięcy ma gruntownie przewietrzyć szatnię i 32-letni zawodnik będzie stał w pierwszym szeregu zawodników, którzy opuszczą FC Barcelonę.
Mimo ostatnio słabszej gry, Rakitić zapisał się złotymi literami na kartach FC Barcelony, rozgrywając w jej barwach blisko 300 spotkań, trafiając do siatki 31 razy, notując przy tym 41 asyst. Ogólne statystyki z kilku, ostatnich lat również stoją na bardzo wysokim poziomie, dzięki czemu był jednym z kilku architektów zwycięstw Barcy, począwszy od Ligi Mistrzów w 2015 roku, kiedy to grał pierwsze skrzypce w drużynie prowadzonej przez Luisa Enrique. Wszystko wskazuje na to, że jeśli ten sezon uda się dokończyć, będą to jego ostatnie starcia na Camp Nou i latem będzie reprezentował już inny klub.