Sześć goli, czerwona kartka, dwa rzuty karne, pewne zwycięstwo gospodarzy. Oto, czego doświadczyli kibice, którzy w niedzielne popołudnie zdecydowali się zwrócić swój wzrok ku starciu Celty Vigo z Deportivo Alaves.
Iago Aspas dołożył swoją cegiełkę do zwycięstwa Celty. (fot. Reuters)
Remis, remis, porażka, remis. Zero bramek zdobytych, jedna stracona. Ostatnie poczynania Celticos nie mogły wzbudzać wśród ich sympatyków optymizmu przed spotkaniem z Babazorros. Ci wprawdzie bilans mieli niewiele lepszy (wygrana, dwa remisy, przegrana), ale w poprzedniej kolejce pokonali małą rewelację tego sezonu La Liga – Real Sociedad. Gospodarze mieli prawo odczuwać respekt.
W połączeniu ze stresem związanym z kiepską sytuacją w tabeli – przed pierwszym gwizdkiem podopieczni Oscara Garcii plasowali się na ostatnim bezpiecznym miejscu – ten mógł im spętać nogi. Stało się wprost przeciwnie.
Rezultat potyczki już w 15. minucie otworzył Jeison Murillo. Dla Kolumbijczyka był to pierwszy gol na poziomie hiszpańskiej ekstraklasy od sezonu 2013/14. Gol, który natchnął Celtę do zmasowanego ataku.
W 20 minucie na 2:0 podwyższył Iago Aspas, który wykorzystał rzut karny. Z kolei chwilę przed przerwą dubletem popisał się Rafinha. W ten sposób gospodarze zeszli do szatni przy prowadzeniu 4:0. W La Liga nie zdarzyło im się to przynajmniej od rozgrywek 1998/99.
4 – Celta de Vigo’s 4-0 half-time lead is their biggest in LaLiga since at least the 1998/99 season. Gale pic.twitter.com/zhaKt3n3aw
W drugiej połowie już takich fajerwerków nie było. W 78. minucie jedenastkę skutecznie wyegzekwował Nolito. Kilka chwil później Hiszpan zagrał do Santiego Miny, który ustalił wynik meczu na 6:0.
Dzięki sięgnięciu po trzy punkty Celta oddaliła się od strefy spadkowej. Celticos mają nad nią cztery oczka przewagi. Więcej, bo dziewięć, ma Deportivo, które zajmuje miejsce numer trzynaście.