Mecze drużyn z najwyższej ligi angielskiej w stolicy Polski przeciw Legii zawsze były wielkim świętem dla kibiców, którzy tłumnie przybywali na stadiony. Nie inaczej zapowiada się zaplanowana na 10 kwietnia potyczka z Chelsea.
Z The Blues legioniści zmierzą się w ćwierćfinale Ligi Konferencji, ale zdarzały się im również towarzyskie spotkania z angielskimi zespołami. Jak choćby 7 sierpnia 2010 roku z Arsenalem na inaugurację nowego stadionu Legii. Na żywo spotkanie oglądało 23 tysięcy fanów, bo brakowało jeszcze jednej trybuny. Zabawa była przednia, Kanonierzy wygrali 6:5, dla zespołu gospodarzy aż trzy gole strzelił obrońca Artur Jędrzejczyk, a po jednym Maciej Iwański i Argentyńczyk Alejandro Cabral.
Na jubileusz swojego 50-lecia Legia zaprosiła inny zespół z Londynu – Tottenham Hotspur. Zainteresowanie było tak duże, że 3 maja 1966 roku mecz rozegrano na największym wtedy w stolicy Stadionie Dziesięciolecia, teraz stoi w tym miejscu PGE Narodowy. W obecności ponad 50 tysięcy widzów Wojskowi niespodziewanie pokonali Wyspiarzy 2:0. Gole dla Legii strzelili Waldemar Obrębski i Janusz Żmijewski. Inna sprawa, że Spursi nie zagrali w optymalnym składzie i na dodatek oszczędzali siły na czekające ich za kilkadziesiąt godzin później spotkanie ligowe.
18 września 1979 roku przy Łazienkowskiej wystąpił Manchester City, a okazją był benefis Kazimierza Deyny, który dziesięć miesięcy wcześniej przeszedł tam z Legii. Była to wizyta zakontraktowana w ramach umowy transferowej. Trybuny Stadionu WP pękały w szwach, przyszło 25 tysięcy ludzi, ale chętnych było dwa razy więcej. Owacyjnie witany Deyna w pierwszej połowie zagrał w barwach Legii i strzelił gola, a grając po przerwie w stroju The Citizens również wpisał się na listę strzelców. Mecz nie zakończył się jednak polubownym remisem, bo dla Wojskowych bramkę zdobył też Marek Kusto, więc odnieśli zwycięstwo 2:1.
Równo 34. lata temu – 10 kwietnia 1991 roku – Legia w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów zmierzyła się na starym stadionie przy Łazienkowskiej z drugim potentatem z Manchesteru, ekipą United. Po sensacyjnym wyeliminowaniu w ćwierćfinale włoskiej Sampdorii Genua w warszawskim zespole panował umiarkowany optymizm, a gdy w 36 minucie gola strzelił Jacka Cyzio wśród 20-tysięcznej widowni zapanowała euforia. Niestety, trwała krótko, bo chwilę później Czerwony Diabły wyrównały, a krótko przed przerwą czerwoną kartkę ujrzał Marek Jóźwiak. Grających w dziesiątkę gospodarzy w drugiej połowie piłkarze Manchesteru United dobili dwoma golami i wygrali 3:1, praktycznie zamykając zdobywcom Pucharu Polski drogę do finału. Dwa tygodnie później na Old Trafford padł remis 1:1.
Potem Legia rywalizowała z drużynami Premier League w fazach grupowych europejskich pucharów. 18 października 1995 roku w Lidze Mistrzów w Warszawie Wojskowi w obecności 17 tysięcy kibiców na trybunach sensacyjnie pokonali 1:0 mistrzów Anglii, Blackburn Rovers, a zwycięską bramkę w 26 minucie strzelił Jerzy Podbrożny. 30 września 2021 w stolicy w Lidze Europy przy 27 tysiącach kibiców na trybunach legioniści odnieśli zwycięstwo także 1:0 nad Leicester City, a bramkę zdobył Azer Mahir Emreli. Dwa lata później, 21 września 2023 przy Łazienkowskiej znowu zasiadło 27 000 widzów, a Wojskowi ponownie wygrali, tym razem w 1. kolejce Ligi Konferencji 3:2 z Aston Villą. Co prawda goście szybko odpowiedzieli na trafienie Pawła Wszołka, tak jak potem na bramkę Ernesta Muciego, lecz na następnego gola Albańczyka piłkarzom z Birmingham już się to nie udało odrobić. Jak widać ostatnie spotkania w Warszawie z drużynami angielskimi Legia wygrała, więc warto byłoby podtrzymać passę. Tyle że to była faza grupowa, a nie pucharowa.
Z opóźnieniem przeczytałem tekst Leszka Milewskiego pod tytułem „Sen o Widzewie”. Zaczyna się tak: „Ukułem kiedyś myśl, według której na Widzewie zawsze trwa mecz z Borussią Dortmund. Wchodzisz na stadion, patrzysz na murawę – składy jakby inne. Nie widać Łapińskiego, Citki. Nie widać Sammera, Rickena. Ale jeśli tylko odpowiednio zmrużysz oczy, są. Są jako cień zdarzeń, są jako wieczny punkt odniesienia. Wieczny punkt odniesienia, w którym przyszły triumfator Ligi Mistrzów w końcówce wali po autach, by wywieźć ze skromnej Łodzi remis”.
Optymistyczna elegia dla Legii [Felieton Zbigniewa Rokity]
Kilka lat temu pewien komentator nieco się zagalopował nazywając mecz Piasta z Legią derbami Polski. Dziś na zasadzie „odwróć tabelę, Legia i Piast na czele” to raczej mecze o awans do I ligi, które ku mojemu, jako kibicowi Piasta,
zadowoleniu, Piastunki przegrały. Legia bije własne antyrekordy, ja jednak odczuwam dysonans.
Konsternacja. Które oblicze reprezentacji jest prawdziwe?
Pytanie które oblicze reprezentacji Polski jest prawdziwe? To z piątku przeciw Holandii, która nas uwiodło, czy to z poniedziałku, z koszmarnego meczu na Malcie, które nas przestraszyło?
Lewandowski zatańczył do muzyki Probierza [KOMENTARZ]
Robert Lewandowski w sprawie pozbawienia go opaski kapitana reprezentacji Polski zatańczył tak, jak mu zagrano. Został wskazany palcem przez selekcjonera jako zły kapitan kadry, zawieszając karierę reprezentacyjną, decyzję Michała Probierza jeszcze podżyrował.
Wisienka na neapolitańskim torcie. Czy Napoli nie odda już prowadzenia w Serie A?
Przed nami najbardziej pasjonująca końcówka sezonu Serie A w XXI wieku! Zarówno lider SSC Napoli (79 punktów), jak i wicelider Inter (78) do finiszu przystępują wyczerpane fizycznie i psychicznie. Oba zespoły są jednak gotowe na wykonanie tego ostatniego, decydującego kroku.