Belgia to niewątpliwie jeden z faworytów mistrzostw Europy we Francji. Podopieczni Marca Wilmotsa już w eliminacjach pokazali, że są gotowi na wielkie boje. Trzon drużyny do walki przygotowała angielska Premier League.
Marouane Fellaini w eliminacjach zdobył cztery bramki (foto: Grzegorz Wajda)
Cała ekipa z Beneluksu jest obecnie wyceniana na 468 milionów euro. Więcej od Belgów są warte tylko cztery reprezentacje: Anglii, Francji, Hiszpanii oraz Niemiec. Oczywiście same pieniądze na boisku nie grają, ale wyceny nie biorą się też z kosmosu. Wystarczy popatrzeć na nazwiska podopiecznych Wilmotsa. Nie ma co prawda w kadrze kontuzjowanego kapitana Vincenta Kompany’ego, ale za to w bramce mamy Thibauta Courtoisa, w defensywie Jana Vertonghena czy Toby’ego Alderweirelda.
Belgowie w eliminacjach stanowili drużynę, która grała bardzo konsekwentnie. Tylko pięć straconych bramek – nawet mimo nie najsilniejszej grupy – robi wrażenie. Podobnie zresztą jak liczba trafień. Lepszym atakiem niż Wilmots dysponował tylko… Adam Nawałka. Jego podopieczni pokonywali bramkarzy rywali 33 razy, natomiast Belgowie (tak samo jak Niemcy i Szwajcarzy) – 24. Aż 58 procent z tych goli padło łupem trójki zawodników występujących na co dzień w Anglii. Mimo że Eden Hazard nie ma za sobą dobrego sezonu w Chelsea, w eliminacjach do Euro zaliczył pięć trafień, podobnie jak Kevin De Bruyne z Manchesteru City. Trzecim strzelcem drużyny był Marouane Fellaini z Manchesteru City.
Gołym okiem widać, że najlepszą formacją Belgów jest pomoc. Druga linia będzie szczególnie istotna w starciu z Włochami w pierwszej kolejce grupy E. Siłą podopiecznych Antonio Conte ma być waleczność i dyscyplina taktyczna. U Czerwonych Diabłów bardziej ofensywnie usposobionych De Bruyne i Hazarda wspomoże doskonale znający włoski styl gry Radja Nainggolan, na co dzień występujący w Romie. Włosi w napadzie nie mają szczególnie kim straszyć, w przeciwieństwie do rywali.
Problem jednak w tym, że i jednym, i drugim będzie niesamowicie trudno dostać się pod bramkę przeciwnika. Lekkim faworytem spotkania będą Belgowie. Pytanie tylko, czy nie dali się zagłaskać chwalącym ich zewsząd dziennikarzom i kibicom. Odpowiedź poznamy już niebawem.
Gianni Infantino znalazł sojusznika. Niedawno był przez niego krytykowany
Prezydent Azjatyckiej Konfederacji Piłkarskiej (AFC), szejk Salman bin Ibrahim Al Khalifa, zamierza poprzeć Gianniego Infantino, aktualnego szefa FIFA, w jego staraniach o kolejną kadencję.