Przejdź do treści
2026.01.24 Warszawa
pilka nozna 
Gala rozdania nagrod tygodnika Pilka Nozna
N/z Jan Urban Bartosz Nowak
Foto Radoslaw Makuch / PressFocus

2026.01.24 Warsaw
Football 
The Pilka Nozna Polish Weekly Awards for the Best Footballers
Gala rozdania nagrod tygodnika Pilka Nozna
Jan Urban Bartosz Nowak
Credit: Radoslaw Makuch / PressFocus

fot. Radoslaw Makuch / PressFocus

Polska Ekstraklasa

Bartosz Nowak: Pewnie, że chciałbym zagrać w reprezentacji [WYWIAD]

Cały rok 2025 był dla niego udany, natomiast jego druga połowa wręcz niezwykła – miał udział przy ponad połowie wszystkich bramek zdobytych jesienią przez GKS Katowice. Tytuł Ligowca Roku uświetnił zaś pierwszym tej wiosny golem w Ekstraklasie!

Jarosław Tomczyk

Jak zaczęła się droga, która doprowadziła pana do statuetki Ligowca Roku?

Bardzo prosto, jeszcze bodaj w zerówce przyszedł do klasy trener Juniora Radom, powiedział, że robią nabór do naszego rocznika i jeśli ktoś chce grać w piłkę, to zaprasza – mówi Bartosz Nowak. – Poszliśmy z chłopakami – przy okazji serdecznie ich pozdrawiam, będą świetnie wiedzieć o kogo chodzi – kilku z nas się dostało i zaczęliśmy regularnie trenować. Do końca gimnazjum kopałem sobie w radomskich drużynach, nie myśląc o żadnym poważnym graniu.

Kilka tych młodzieżowych drużyn było.

Tak, bo albo się kończył rocznik w klubie, albo się rozpadał i szliśmy z kolegami najpierw do PKS-u Makowiec, w którym potrafiliśmy jak równy z równym rywalizować z Legią, a potem do Młodzika Radom.

Ktoś z tamtych pierwszych kolegów też zaistniał w piłce?

Kilku chłopaków się przebiło. Mateusz Radecki pograł w Ekstraklasie, Bartek Kalinkowski nawet w Legii, Patryk Wolski był chwilę w Lechu. Naprawdę mieliśmy fajny rocznik.

Rodzice nie musieli przypominać o treningach?

Byłem bardzo prostym dzieckiem w obsłudze. Grałem, bo to lubiłem, piłka mnie tak cieszyła, że nie potrzebowałem innych prezentów, czasem jakiś nowy strój sportowy. Treningów sam pilnowałem. Najpierw dowozili mnie rodzice, ale gdy byłem starszy sam dojeżdżałem autobusami i musiałem różne rzeczy sobie ogarniać. Nauczyło mnie to odpowiedzialności. To był piękny czas, zero problemów, myślenia kim będę. Nie zastanawiałem się co mi przyniesie życie, cieszyłem się tym co miałem, a rodzice mnie wspierali w tym co dawało mi radość.

Większe kluby z okolicy się po pana nie zgłaszały, choćby Radomiak?

Nie miałem żadnych propozycji, Radomiak odezwał się dopiero jak już grałem na szczeblu centralnym i było wiadomo, że coś ze mnie będzie.

Po gimnazjum znalazł się pan w Zabrzu.

Chciałem wyjechać gdzieś dalej, wciąż bardziej do szkoły niż myśląc o profesjonalnym graniu. Nie chodziłem wtedy na mecze, piłkę oglądałem w telewizji i to bardziej europejską niż polską. Najpierw pojechałem do Krakowa, myśleliśmy z kolegą, że przy okazji dostaniemy się do Cracovii i tak się też stało. Jeszcze przed rozpoczęciem szkoły mieliśmy jechać z naszym rocznikiem na obóz, ale wtedy tata wkroczył do akcji. Powiedział, że bardzo dobrze szkolą w Gwarku Zabrze, mają sukcesy, wywodzili się stamtąd Łukasz Piszczek czy Paweł Olkowski, pojechaliśmy więc się sprawdzić. Też się dostałem, a chyba i tacie i mnie bardziej się tam podobało więc zostałem.

Dobre to były lata?

Świetne, po liceum zostałem nawet trochę dłużej w Gwarku zanim poszedłem do Polonii Bytom. Nawiasem mówiąc, pierwszym seniorskim klubem, w którym byłem wtedy testowany był… GKS Katowice. Spędziłem w nim dwa miesiące okresu przygotowawczego, ale nie zostałem, bo klub miał problemy i nie uporał się z zakazem transferów. Co jeszcze ciekawsze, testowany byłem razem z moim przyszłym trenerem Dawidem Szwargą. Finalnie trafiłem do Bytomia i tam to wszystko zaczęło się rozpędzać.

To był ten moment kiedy pomyślał pan, że granie w piłkę da chleb?

Tak, wtedy już tak. Po podpisaniu kontraktu z Polonią zobaczyłem, że radzę sobie całkiem dobrze.

Wydaje się, że jednak dopiero w Mielcu stał się pan piłkarzem wiodącym, od którego zależała gra drużyny.

W jakimś sensie tak działo się już w Bytomiu, ale to wszystko jeszcze nie było tak profesjonalne jak dziś. Grając w Polonii studiowałem wychowanie fizyczne i zarządzanie na AWF w Katowicach. Dziennie, bo miałem na to czas. Później zaczęło mi go brakować i zrezygnowałem.

Foto Lukasz Sobala / Press Focus

Ważną decyzją w karierze jawi się odejście z Mielca po awansie do Ekstraklasy.

Wcześniej kluczowe było, że gdy siedziałem na ławce w Miedzi, poszedłem na wypożyczenie do Mielca. Trafiłem na świetną szatnię i ludzi. Z większością mam kontakt do dziś. Pomogli mi sięgnąć po tytuł Pierwszoligowca Roku. A odejście z Mielca? Taką mieliśmy umowę, robiłem tam naprawdę dobre liczby i chciałem spróbować czegoś wyżej, tyle że mieliśmy do wykonania zadanie: historyczny powrót do Ekstraklasy. Odrzucałem oferty mając obiecane, że jeśli on będzie, to sam zdecyduję co dalej.

Wybór padł na Górnika, w którym zaistniał pan w Ekstraklasie.

Trener Marcin Brosz bardzo mnie chciał, a ja powtarzam, że na Śląsku czuję się świetnie, odpowiada mi klimat, ludzie, atmosfera na stadionach. W Górniku poczułem, że Śląsk jest moim miejscem na ziemi. Mieszkałem w Katowicach, w miejscu gdzie bardzo mi się podobało i choć jeszcze nie mówiłem głośno, że do Radomia raczej nie wrócę, to już to czułem, co potem miało duże znaczenie przy transferze do Gieksy.

Spotkanie żony też wpłynęło, że Śląsk stał się pana miejscem na ziemi?

Żona jest z Żarek koło Libiąża, to Małopolska, a poznałem ją przez kolegów z internatu w Zabrzu, którzy też stamtąd pochodzili. Oni jeździli na weekendy do domu, ja miałem daleko, zostawałem i oglądałem wszystkie kolejne mecze, ale potem zaczęli mnie zabierać do Żarek, żeby pograć z nimi w lidze futsalu. I tak, na jakichś urodzinach, poznałem żonę. Z tym że jeszcze sporo czasu upłynęło zanim się tak naprawdę spotkaliśmy. Natomiast z pewnością moment gdy zaszła w ciążę był tym przełomowym, w którym z chłopca stałem się mężczyzną. Wszystko przewartościował. Rodzina jest dla mnie najważniejsza. Mamy czteroletniego synka, dwuletnią córkę, wspólnie najbardziej lubimy spędzać czas. Po telefon w domu nawet nie sięgam.

Co poza piłką pana pasjonuje?

Lubię dobry film, wyjście do kina, ze mnie jest bardzo zwyczajny człowiek. Mam nadzieję, że po karierze będę miał czas na podróże. Piłkarskie też, ostatnio byłem w Londynie na dwóch meczach Premier League, mojej ulubionej ligi. Bardzo chciałem zobaczyć jak ona wygląda z perspektywy kibica, a nie tylko tego wąskiego kawałka, który na co dzień widzi piłkarz.

Cofnijmy się nieco, pierwszy ekstraklasowy epizod miał pan w Ruchu. Nie wszystko tam poszło po myśli. Pan nie był jeszcze na tyle gotowy czy klub tak zdezorganizowany?

Prawda jest gdzieś pomiędzy. Przychodziłem z dużymi nadziejami, ale sezon życia grał Patryk Lipski. Wchodziłem za niego, ale miałem mało minut. Nieźle się jednak prezentowałem i miałem po spadku propozycje z Ekstraklasy, lecz Ruch miał prawo pierwokupu. A potem to już była w klubie zupełna degrengolada.

Na marginesie, nigdy nie miał pan problemów z kibicami na Śląsku, reprezentując najpopularniejsze kluby regionu, które jednak niekoniecznie za sobą przepadają?

Nie, wręcz przeciwnie, raczej bardzo wiele pozytywnych momentów. Na ulicach doświadczam dużo życzliwości.

Z Zabrza poszedł pan do Częstochowy. Kolejny krok w górę, bo Raków celował w mistrzostwo i przy pana bardzo wydatnym udziale je zdobył.

Miałem w Górniku jeszcze rok kontraktu, ale czułem że to ostatni moment, by wyjechać za granicę. Zawsze chciałem poznać inną ligę, kulturę, zobaczyć jak to jest od środka. Rozmowy z Rakowem toczyły się powoli i nawet nie bardzo wierzyłem, że się sfinalizują, ale w końcu do tego doszło. To piękna historia, bo mistrzostwo Polski, które od razu udało się zdobyć to coś największego, co mogłem osiągnąć w kraju.

Foto Pawel Andrachiewicz / PressFocus

Gdzieś w głębi duszy nie czuje pan żalu, że z Rakowa musiał odejść?

Takie były decyzje. Nie zakwalifikowaliśmy się do pucharów, postanowiono przebudować zespół. Dyrektor Samuel Cardenas zakomunikował mi, że mogę sobie szukać klubu, bo nie będzie aż tyle grania, a zawodników w kadrze dużo. Podziękowałem, przyjąłem to bez żadnej urazy. Trener Marek Papszun nie chciał mnie jednak puścić, w końcu decyzję zmieniono, ale ja już też nie byłem gotowy by zostać. Trochę to trwało, ale żalu nie mam żadnego, przeciwnie, zachowałem świetne relacje ze wszystkimi z Częstochowy. Trudno powiedzieć co by było gdybym został, może nie zostałbym Ligowcem Roku?

W Katowicach pana gwiazda świeci pełnym blaskiem. To na pana wszyscy się oglądają, nie stanowi to dodatkowego obciążenia?

To jest odpowiedzialność, ale też duża nobilitacja jeśli drużyna ci ufa. Nie zawsze jest kolorowo, są mecze, że coś się nie układa, ktoś ma słabszy dzień, przeciwnik gra dobrze i w takich momentach to dla mnie duża sprawa, że koledzy pokładają we mnie nadzieję. Kiedy nie idzie próbują podać, liczą że coś wymyślę. Nie od początku tak było, przyszedłem bez okresu przygotowawczego z zespołem, ale poznanie nawyków kolegów, taktyki, sprawiło, że ostatni rok był faktycznie bardzo dobry.

Od zawsze był pan dziesiątką, playmakerem, czy trenerzy rzucali pana po różnych sektorach boiska?

Jako bardzo młody chłopak byłem obrońcą. Jak się okazało, że na tle rówieśników jestem niezły to poszedłem do środka. Biegałem wszędzie i chciałem mieć jak najczęściej piłkę, ale byłem graczem bardziej defensywnym. Dzisiaj mogę powiedzieć, że dziesiątka to jest moje miejsce na boisku.

Ale trener Górak przesuwa pana czasem trochę niżej.

Z konieczności, ale to nie jest problem. Są mecze gdy sam czuję, że będzie lepiej jak obniżę pozycję, bo tego wymaga sytuacja, by pomóc w rozegraniu. Jeśli widzę, że mogę w ten sposób zrobić przewagę to tak robię, oczywiście nie łamiąc schematu.

Jesienią parę razy pomogło to uratować wam wynik.

Kiedy przegrywasz z automatu ofensywnych zawodników się cofa, żeby wprowadzić kolejnego ofensywnego i spróbować wykreować więcej sytuacji. No a też, nie oszukujmy się, wiem po co przyszedłem do GKS-u. Mam być jednym z liderów i kiedy drużynie nie idzie muszę brać ciężar na siebie.

Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

Jesień była dla was trudna, a wiosna zapowiada się jeszcze trudniejsza.

Na naszej pozycji zaważył słaby początek. Z drugiej strony szokiem jest, że 20 punktów po rundzie oznaczało miejsce spadkowe. Sezon jest specyficzny, taka jest ta liga, nie ma jednego rywala, przed meczem z którym możesz powiedzieć, że będzie łatwy. Trzeba być cały czas gotowym, trzy mecze mogą wywindować do gry o puchary, albo w zupełnie drugą stronę. Liga rośnie, jest coraz więcej pieniędzy, przychodzą coraz lepsi zawodnicy, różnica między czwartą a czternastą drużyną jest bardzo mała.

Macie jeszcze Puchar Polski, będąc w ćwierćfinale trudno nie myśleć o Stadionie Narodowym.

To jest duża sprawa. Ten sezon może być jeszcze piękny, to są dwa mecze. Tu każdy może wygrać z każdym, wyeliminowaliśmy przecież Wisłę Płock, mistrza jesieni i pucharowicza Jagiellonię. Wszystko teraz w naszych nogach i głowach.

Statuetkę na Gali Piłki Nożnej odbierał pan z rąk selekcjonera Jana Urbana. Zamieniłby ją pan na powołanie do reprezentacji?

Nie odpowiem na to pytanie, zresztą w ogóle nie lubię pytań z cyklu co by było gdyby. Z trenerem Urbanem bardzo dobrze współpracowało mi się w Górniku, mamy świetne relacje. Pewnie, że chciałbym zagrać w reprezentacji. Sam fakt, że jestem wymieniany w gronie kandydatów jest już zaszczytem, ale gadaniem się do tego nie przybliżę. Mogę to zrobić tylko na boisku.

guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Wbudowane opinie
Zobacz wszystkie komentarze

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 8/2026

Nr 8/2026

Polska Ekstraklasa

Grek wraca do Zabrza. Tym razem odpali?

Górnik Zabrze ma w tym roku duże problemy ze skutecznością. W związku z tym, zdecydował się wezwać posiłki do napadu i skrócić wypożyczenie z Polonii Bytom, Theodorosa Tsirigotisa.

2025.08.08 Zabrze
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Bruk-Bet Termalica Nieciecza
N/z Theodoros Tsirigotis
Foto Lukasz Sobala / PressFocus

2025.08.08 Zabrze
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2025/2026
Gornik Zabrze - Bruk-Bet Termalica Nieciecza
Theodoros Tsirigotis
Credit: Lukasz Sobala / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Karny dla Arki? Nawet sędzia miał wątpliwości

Nie milkną echa piątkowych derbów Trójmiasta. Wątpliwości ws. rzutu karnego dla Arki Gdynia, miał również sędzia główny spotkania, Paweł Raczkowski.

2026.02.27 Gdynia Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/2026 Arka Gdynia - Lechia Gdansk N/z Vladislavs Gutkovskis Iwan Zelizko Zhelizko Foto Piotr Matusewicz / PressFocus

2026.02.27 Gdynia
Football Polish PKO BP Ekstraklasa season 2025/2026 
Arka Gdynia - Lechia Gdansk 
Vladislavs Gutkovskis Iwan Zelizko Zhelizko 
Credit: Piotr Matusewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Rafał Janicki dołączy do wyjątkowego grona? Jest w nim tylko 9 osób

Rafał Janicki może dziś zanotować okrągły występ w Ekstraklasie i dołączyć do wyjątkowego, wąskiego grona.

2025.09.21 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Widzew Lodz
N/z Rafal Janicki, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2025.09.21 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Widzew Lodz
Rafal Janicki, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Bohater Lechii o kulisach remisu. „Męska rozmowa w szatni”

Lechia Gdańsk zdołała zremisować z Arką Gdynia, mimo że, w pewnym momencie przegrywała 0:2. Duża w tym zasługa pomocnika biało-zielonych, Iwana Żelizki.

2026.02.27 Gdynia Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/2026 Arka Gdynia - Lechia Gdansk N/z Iwan Zelizko Zhelizko Foto Piotr Matusewicz / PressFocus

2026.02.27 Gdynia
Football Polish PKO BP Ekstraklasa season 2025/2026 
Arka Gdynia - Lechia Gdansk 
Iwan Zelizko Zhelizko 
Credit: Piotr Matusewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Korona Kielce może dziś pobić rekord. Nigdy wcześniej nie miała takiej passy

W sobotnie popołudnie Korona Kielce zmierzy się na wyjeździe z Motorem Lublin i jeśli wygra, osiągnie wcześniej dla siebie nieosiągalne.

2026.02.01 Warszawa
pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2025/2026
Legia Warszawa - Korona Kielce
N/z bramka gol radosc Mariusz Stepinski
Foto Weronika Morciszek / PressFocus

2026.02.01 Warsaw
Football - Polish PKO Ekstraklasa season 2025/2026
Legia Warszawa - Korona Kielce
bramka gol radosc Mariusz Stepinski
Credit: Weronika Morciszek / PressFocus
Czytaj więcej