Nie obejrzeliśmy ani jednego gola w piątkowym hicie ligi hiszpańskiej. Sevilla zremisowała bezbramkowo z Barceloną, a sam mecz nie rzucił na kolana swoim poziomem.
To był wielki meczu Messiego i Barcelony (fot. Reuters)
Od momentu wznowienia zmagań w lidze hiszpańskiej FC Barcelona wygrała dwa mecze, w których strzelił sześć goli i nie straciła ani jednego. Jeśli zaś chodzi o Sevillę, to ta dopisała na swoje konto cztery punkty za zwycięstwo i remis, co pozwoliło umocnić się ekipie z Andaluzji w TOP4 La Ligi.
Mecz w stolicy Andaluzji był uważano za szlagier kolejki, a chociaż w ostatnich trzech starciach tych drużyn Barcelona wygrywała pewnie i wysoko (czternaście strzelonych goli!), to można było w ciemno zakładać, że gości będzie na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan czekać trudna przeprawa.
Goście nie potrafili zdobyć przewagi nad Sevillą. Największe zagrożenie pod bramką gospodarzy stwarzał oczywiście Leo Messi. Jeden groźny strzał Argentyńczyka został zablokowany przez jednego z obrońców, a po jego uderzeniu z rzutu wolnego na wysokości zadania stanął Tomas Vaclik, który zdołał przenieść piłkę nad poprzeczką.
Sevilla skupiała się na defensywie i przeszkadzaniu rywalowi, w czym wypadała naprawdę nieźle. Gospodarze szukali swoich szans w szybkich wypadach, cały czas pamiętając jednak o swoich zasiekach obronnych, jakby w pełni zadowalając się takim wynikiem i akceptując zdobycz w postaci jednego punktu.
Wynik zmianie już ostatecznie nie uległ i zawody zakończyły się bezbramkowym remisem. Taki rezultat jest korzystny dla ekip z Madrytu – Realu goniącego Barcelonę i Atletico, które walczy o awans do następnej edycji Champions League.
Co działo się na innych hiszpańskich boiskach podczas piątkowych meczów? Mallorca zremisowała z Leganes (1:1), a Granada przegrała na swoim boisku z Villarrealem (0:1).