Spisana w książce pod tytułem „Il destino di un bomber”, co w polskim wydaniu byłoby „Losem snajpera”. Na ten los złożyły się nieodzowne elementy każdego bestselleru. Tragedia. Kariera. Sukces. Bogactwo. Sława. Kobiety. Porażka. Polityka. Upadek. Odrodzenie.
Krew w rzece
Takie też mogłyby być kolejne rozdziały jego książki opisującej jedno życie, ale jakby wiele żyć. Tyle w nim się działo, tyle było zwrotów. W blurb można by ubrać następującą treść: „Z domowego piekła przez ręce archanioła o przydomku Zico trafił do piłkarskiego raju, w którym na tronie siedział Boski Diego. Miał wszystko, mieli wszystko. Nie oszczędzali na niczym. Razem spadli do czyśćca. Za doping i narkotyki. Zamknął karierę krótkim i treściwym „spier….j” rzuconym w kierunku selekcjonera reprezentacji Włoch. Oto Andrea Carnevale – defensywny napastnik i ofensywny skaut piłkarski”.
Na półkach księgarń uginających się od ciężaru opublikowanych w poprzednim roku piłkarskich biografii, wywiadów-rzek, wspomnień, historii i tym podobnych jego ważyła najwięcej. Przede wszystkim dlatego, że odnosząc się do – z punktu widzenia młodzieży – wydarzeń z zamierzchłych czasów, wpisywała się w aktualne problemy, z którymi Włosi jako społeczeństwo przegrywają z kretesem i wstydem. Gra idzie o obronę kobiet. Praw też, ale głównie życia. Nigdzie w Europie nie ginie ich tyle z rąk mężczyzn: mężów, narzeczonych, chłopaków. I były napastnik, dziś 65-letni facet stanął przed nimi z obronną tarczą, został ambasadorem ogólnokrajowej akcji. Miał ku temu legitymację wystawioną 25 września 1975 roku.
Tamtego dnia jego ojciec kolejarz wziął z domu siekierę i zabił nad pobliską rzeką żonę Filomenę, matkę ich sześciorga dzieci, która akurat zajmowała się praniem. Ten finał poprzedziły lata terroru, bicia, wyzwisk, poniżania. 14-letni Andrea wiele razy stawał za matką, donosił na kata do karabinierów, ale zawsze brakowało dowodów. – Dowód wreszcie się znalazł. Była nim krew w rzece – pisał.
Foto Andrea Staccioli / Insidefoto/SIPA USA/PressFocus
Jednego dnia stracił matkę i ojca, którego po dwóch latach odwiedził w więzieniu. Nawet mu wybaczył jako choremu na schizofrenię człowiekowi. Modlił się tylko, żeby nie wyrosnąć na jego podobieństwo. Minęło jeszcze trochę czasu i został dosłowną sierotą – na jego oczach ojciec popełnił samobójstwo, rzucając się z okna.
Wystarczyło zremisować
Poczucie normalności dawała mu piłka. Dawała też nadzieję na wyjście ze skrajnej biedy. Uchodził za obiecującego napastnika. Wyrósł na twardego i charakternego zawodnika, który dużo i seriami nie strzelał, ale koledzy chwalili sobie jego obecność, a obrońcy ją przeklinali. W wieku 19 lat zaliczył debiut w Serie A w barwach Avellino, ale jeszcze przez trochę czasu obijał się po piłkarskiej prowincji. Na niej, konkretnie w Udine spotkał piłkarskiego księcia – Brazylijczyka Zico. Kopnął go nie lada zaszczyt, lecz to miała być tylko przygrywka do tego, kto czekał w Neapolu. Kiedy zawitał pod Wezuwiusz, już od dwóch lat panował tam Diego Maradona, wokół którego powstawała armia mająca rzucić wyzwanie bogatej północy. Został w niej jednym z oficerów. Po meczu z Fiorentiną awansował na generała.
Nie był to byle jaki mecz. Przedostatnia kolejka sezonu 1986-87, w której na oczach – tego nie potrafił nikt oszacować – 70, 80, może więcej tysięcy kibiców Napoli miała napisać się historia. Wystarczyło zremisować, by oszaleć z radości z powodu pierwszego scudetta. 10 maja to Carnevale po podaniu Bruno Giordano pokonał Marco Landucciego (tak, tak, wiernego asystenta Massimiliano Allegriego). Wyrównał Roberto Baggio, z czasem włoski odpowiednik Maradony, dla którego był to pierwszy z 205 goli w Serie A. Więcej istotnych momentów nie było, Napoli dopięło swego. Maradona odbierał hołdy, w drugiej kolejności wdzięczność ludu spływała na Carnevale, którego dziełem były 4 gole z wszystkich pięciu strzelonych w ostatnich czterech kolejkach. Tym samym można było rzec, że obudził się w porę i przestał wozić się na plecach Maradony i Giordano, a sam wziął cały zespół na barki. Wcześniej trafił tylko w dwóch meczach i nikogo nie dziwiło, że Napoli zawczasu – z myślą o kolejnym sezonie – zakontraktowało Brazylijczyka Carekę. Tak narodził się opiewany w miejskiej legendzie tercet MaGiCa.
Carnevale miał odejść albo być tylko na przyczepkę. Został, nie przestraszył się konkurencji. Taktycznie plastyczny z czasem zajął miejsce Giordano i w 1990 roku jako jeden z siedmiu wspaniałych cieszył się z drugiego mistrzostwa. Do dziś takich jak on – podwójnie koronowanych – Napoli doczekało się 17.
To, co i jak robił dla Napoli docenił w końcu selekcjoner. Długo to trwało, bo zadebiutował w kadrze w wieku 28 lat. Najważniejsze jednak, że do mistrzostw świata organizowanych we Włoszech przygotowywał się jako podstawowy zawodnik. Na golach jego i Gianluki Viallego Azzurri mieli polecieć po złoto. Polecieli dwa poziomy niżej, a obaj napastnicy okazali się zbędnym balastem. Zwłaszcza Carnevale. Z Austrią jego zmiennik i towarzysz z pokoju zapewnił zwycięstwo. Ze Stanami Zjednoczonymi Salvatore Schillaci już w 52. minucie był przygotowany do wejścia na boisko, za co zmieniany słownie obraził pomysłodawcę tego ruchu Azeglio Viciniego. W tym momencie dla Carnevalego skończył się turniej. W pozostałych pięciu meczach siedział na trybunach. Nigdy więcej nie zagrał w kadrze.
Dla matki
Dzień po finale Niemcy – Argentyna został bohaterem, tyle że nie dla sportowych dzienników. Dla paparazzich. Brał ślub z popularną i urodziwą albo na odwrót urodziwą i popularną prezenterką telewizyjną Paolą Perego. Przy połączeniu światów show-biznesu z futbolem media miały używanie. Ta para budziła zainteresowanie i emocje. Skończyło się rozwodem, publicznym praniem brudów i tym wszystkim, o czym masy zawsze lubiły czytać.
Zaraz po nieudanych dla siebie mistrzostwach świata i głośnym ślubie przeniósł się do Romy i na początku grał jak młody Bóg. Szybko na ziemię sprowadził go pozytywny wynik kontroli antydopingowej. Udowodniono, że podobnie jak Angelo Peruzzi zażywał niedozwolony środek, który pomagał w zrzuceniu zbędnych kilogramów. Został zawieszony na rok. A później jego kariera przybierała coraz mocniejszy odcień szarości. Wrócił do Udinese, skończył w drugoligowej Pescarze w 1996 roku.
Imał się tego i owego, między innymi startował w wyborach do Europarlamentu. Bez powodzenia. W 2002 roku jego życiem wstrząsnął skandal z przemytem narkotyków w tle. Był podejrzany i przesłuchiwany, miesiąc spędził w areszcie domowym. zajęło mu kilka lat oczyszczenie z wszystkich zarzutów.
Kiedy był samotny, zapomniany i walczył z depresją, rękę wyciągnęła rodzina Pozzo z Udinese. I wciągnęła do zastępu skautów. Tak rozpoczął drugie życie. Szybko okazało się, że ma dryg do skautowania. Patrzy na to samo, co setki innych, ale widzi więcej. Przyciągnął do Udinese mnóstwo talentów, jednym z nich wypatrzonym na turnieju juniorskim był Piotr Zieliński. Inni to między innymi Antonio Candreva, Samir Handanović, Alexis Sanchez, Allan, Alex Meret… Nie ma sensu ciągnąć tej listy, wystarczy napisać, że Udinese od 1995 roku nieprzerwanie gra w Serie A i jest w tym dużo zasług Carnevalego.
Nie wychodzi przed szereg, od ponad 20 lat prowadzi uporządkowane życie prywatne i zawodowe. Z codziennego rytmu wyrwała go majowa publikacja książki. Wywiady, sesje i inne marketingowe aktywności nie wynikały jednak z tęsknoty za dawnym życiem gwiazdy. Zrobił to dla matki i innych kobiet. Żeby nie podzieliły jej losu.
Juventus zabezpieczy się przed odejściem obrońcy? Władze już działają
Pierre Kalulu może latem opuścić Allianz Stadium. Na niedzielne spotkanie Starej Damy z Milanem ma przylecieć reprezentant Manchesteru United, gdzie Francuz może trafić w nowym sezonie.
Przyszłość Akanjiego wyjaśniona. Wiadomo, gdzie będzie grał w przyszłym sezonie
Manuel Akanji jest aktualnie wypożyczony do Interu Mediolan z Manchesteru City. Fabrizio Romano donosi, że wkrótce ma zostać wykupiony przez Nerazzurrich.
Atalanta Bergamo zmierzy się dzisiaj w rewanżowym starciu półfinału Coppa Italia z Lazio. Legalny bukmacher LV BET przygotował ofertę kursów na to spotkanie.