Zwycięzca jest jeden – kibol. Lista pokonanych po wydarzeniach we Wrocławiu jest długa [KOMENTARZ]
Dopełniło się. Pierwszoligowy mecz Śląsk Wrocław – Wisła Kraków się nie odbył. Można by oczywiście polecieć frazesem, że przegrała polska piłka. Kiedy jednak walkowerem z bandyckim kodeksem przegrywa prawo, nie czas na frazesy.
Fakty są powszechnie znane i jak się wydaje, nie budzą wątpliwości. Wisła odmówiła wyjazdu na mecz do Wrocławia i zagrania ze Śląskiem, bo ten odmówił przyjęcia jej kibiców, choć ciąży na nim taki obowiązek. Odmowę uzasadnił ogólnymi zasadami bezpieczeństwa, a przy tym tak pokrętnie, że gdyby jego prezes był człowiekiem honoru, wolałby się usunąć z życia publicznego niż wygadywać te brednie. Jasnym jest, że decyzja działaczy podyktowana była żądaniami tamtejszych kiboli, którzy piętnują krakowskich za to, że nie podpisali paktu, w którym zobowiązaliby się do nieużywania w kibolskich bijatykach tzw. sprzętu, czyli ostrych narzędzi.
W całej tej historii jest w zasadzie bez znaczenia, że to Wisła nie pojechała do Śląska. Równie dobrze mogłoby być odwrotnie, a właściwie w miejscu klubów z Krakowa i Wrocławia mogłyby się znaleźć wszystkie inne z naszego krajowego podwórka. Konfigurować można do woli, w studium przypadku to sprawa drugorzędna. Istotna jedynie o tyle, że akurat w Krakowie znalazł się Don Kichot gotów walczyć z wiatrakami.
Jarosławowi Królewskiemu zarzucać można wiele, sam w sobie też jest ciekawym studium przypadku, ale może właśnie dlatego zrobił coś, czego inni, mieszczący się w garniturze standardów, zrobić by się nie odważyli. Bo wiedzieliby, że im się to nie opłaca. On to akurat też chyba wie, ale uznał, że jednak warto. Zbiera za to równo po głowie, zbierał będzie dalej, zbierze też pewnie jego klub.
Piotrowi Dziurowiczowi, który ujawnił machinę korupcji zżerającej polski futbol, w piłkarskiej rodzinie nikt pomników nie stawiał, jego zresztą też już dawno w niej nie ma, bo nikt go nie lubił. Teraz chyba też nikt nie ma złudzeń, że Cezary Kulesza wykaże się w sprawie salomonową mądrością. Jego kolejne, coraz bardziej srogo brzmiące komunikaty jedynie tego dowodzą.
Towarzystwo weszło na inny leve
Polski futbol zakładnikiem kiboli jest od lat. Dawniej, gdy tłukli się na stadionach, problem był w gruncie rzeczy najmniejszy i wówczas można było go jeszcze rozwiązać. Teraz na stadionach nikt się już nie tłucze, od tego są inne miejsca. Towarzystwo weszło na inny level. To ono dyktuje warunki, a działacze je wykonują.
Może nie wszyscy, ale na pewno wielu. Może nawet i niejednokrotnie Królewski. Jeśli nie, zaczyna się bojkot trybun, który zawsze kończy się tak samo. Ustępstwami wobec żądań. Nieważne czy klub prywatny czy miejski, decydenci zmieniają prezesów na takich, którzy „lepiej komunikują się z kibicami”. Za cenę porządku kupują sobie spokój. Oczywiście chwilowy, do następnego razu gdy kłopot wraca ze zdwojoną siłą.
Ten mecz przegrywa państwo
Dziś widzimy jak na dłoni, że bandyckie zasady (przecież wiemy, że środowiska kiboli to grupy, dla których futbol jest często tylko mało istotnym dodatkiem do działalności przestępczej) triumfują nad praworządnością. Z paktem sprzętowym legły wszelkie regulacje PZPN. Ba, legła ustawa o bezpieczeństwie imprez masowych, bo opinia policji w sprawie ważyła mniej niż papier, na którym ją sporządzono.
Ten mecz przegrywa państwo. I niech nikomu nie wydaje się żadnym science fiction, że decydującym w nim golem będzie za chwilę nadanie paktowi sprzętowemu rangi ustawy, a swoiście wypaczone pojęcie zasad honorowych w rozumieniu kibolstwa stanie się obowiązującym prawem. Bo skoro w sejmie uformowała się grupa stawiająca sobie za cel realizację interesów trzech klubów, też mniejsza o to jakich, to kto zaręczy, że gdy zgromadzi większość, nie tak właśnie będzie ten interes rozumieć?
Kwiatkowski tłumaczy, co dalej po scenach we Wrocławiu. „Nie wpisujemy wyniku”
Tomasz Kwiatkowski został wyznaczony do prowadzenia hitowego meczu Śląska Wrocław z Wisłą Kraków. Mecz się nie odbył a arbiter wytłumaczył, co formalnie następuje w takiej sytuacji.
Jak ma być dobrze w kraju, którego naród wybiera kibola i sutenera na prezydenta