To był wieczór faworytów w Premier League. Swoje mecze wygrali piłkarze Chelsea, Liverpoolu, Manchesteru City, Arsenalu i Manchesteru United.
Liverpool nie dał żadnych szans rywalowi (fot. Reuters)
Maurizio Sarri nie wybacza. Menedżer Chelsea, mimo tego, że do meczu z Tottenhamem przystępował z nożem na gardle, nie zawahał się i nie wystawił do gry Kepy Arrizabalagi. Hiszpański bramkarz podczas finału Pucharu Ligi odmówił zmiany i tak jak można było się spodziewać, drogo za to zapłacił.
Jego miejsce w podstawowym składzie na derbowe starcie ze „Spurs” zajął Willy Caballero i można było się tylko domyślać, czy jest to zmiana stała, czy jedynie tymczasowa.
Dla obu drużyn środowe spotkanie miało ogromne znaczenie. Londyńczycy w niebieskich i białych koszulkach walczą w końcu o miejsce na podium, miejsce w TOP 4 i awans do następnej edycji Ligi Mistrzów. Stawka była więc niebagatelna.
Mecz był żywy i toczony w szybkim tempie, nie brakowało też klarownych okazji. Najlepszą dla Chelsea zmarnował w pierwszej połowie Gonzalo Higuain, który trafił w słupek natomiast po drugiej stronie boiska w poprzeczkę uderzył Harry Winks.
Gola ostatecznie na Stamford Bridge obejrzeliśmy, a strzelił go w drugiej połowie Pedro. Skrzydłowy gospodarzy znakomicie wpadł z piłką w pole karne, z dziecinną łatwością poradził sobie z dwoma obrońcami i mimo tego, że miał mało miejsca, zdołał zmieścić futbolówkę miedzy nogami Hugo Llorisa.
Tottenham próbował odrobić straty i nawet strzelił gola, ale… Kieran Trippier pomylił bramki w kompletnie niegroźnej sytuacji posłał piłkę obok wychodzącego Llorisa. Po tym trafieniu było już wiadomo, że Chelsea nie wypuści z rąk zwycięstwa i po kilku gorszych występach, w końcu odniesie zwycięstwo nad poważnym rywalem.
***
Co działo się na innych boiskach Premier League w meczach, które zostały zaplanowane na środowy wieczór? Pewną wygraną na własnym terenie odniósł Liverpool, który nie miał większych problemów z pokonaniem Watfordu (5:0). Bohaterem zawodów na Anfield został Sadio Mane, który strzelił dwa gole.
Trzy punkty na swoje konto dopisał również Arsenal, który wygrał z Bournemouth, którego bramki strzegł Artur Boruc (5:1). Wielkim wydarzeniem meczu był powrót na boisko Mesuta Oezila, który odpłacił się menedżerowi za zaufanie i już w czwartej minucie wpisał się na listę strzelców, pokonując polskiego bramkarza ładnym lobem. Niemiec dołożył jeszcze asystę przy golu Henrika Mchitarjana i udowodnił, że pogłoski o jego końcu na Emirates Stadium są zdecydowanie przedwczesne.
5 – Alexandre Lacazette is the fifth different player to score in 5+ consecutive home Premier League appearances for Arsenal, and the first since Robin van Persie in 2011-12. Alive. #ARSBOUpic.twitter.com/EHNGACAF7X
Powodów do zadowolenia nie miał Boruc i podobnie było z Łukaszem Fabiańskim. Reprezentant Polski długo utrzymywał swój West Ham United przy życiu w starciu z Manchesterem City, ale ostatecznie musiał skapitulować. W drugiej połowie naszego bramkarza pokonał Sergio Aguero, który wykorzystał rzut karny i zapewnił „Obywatelom” skromne zwycięstwo (1:0).
Raz jeszcze na wysokości stanął Manchester United, którymi mimo prawdziwej plagi kontuzji, która nawiedziła jego szatnię, był w stanie pokonać na bardzo gorącym terenie Crystal Palace (3:1).
Ze zwycięstwa mógł się również cieszyć Jan Bednarek. Southampton – w meczu kluczowym, jeśli chodzi o walkę o utrzymanie w Premier League – okazało się lepsze do Fulham (2:0). Nasz obrońca spędził na boisku pełne 90 minut.
Asysta bramkarza w Premier League! Wpadka drużyny Matty’ego Casha [WIDEO]
Aston Villa tylko zremisowała 2:2 z Burnley i nie wykorzystała kolejnej szansy na wyprzedzenie Liverpoolu w tabeli Premier League. Asystę przy jednej z bramek zanotował bramkarz Emiliano Martinez.